Fotoradar i lizak to już nie jedyne wyposażenie funkcjonariuszy drogówki...
Fotoradar i lizak to już nie jedyne wyposażenie funkcjonariuszy drogówki... Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Antyradary sprzętowe, nawigacje z odpowiednimi ostrzeżeniami, ani szalenie popularne wśród kierowców aplikacje na smartfony typu "Yanosik" nie ustrzegą przed nowym sposobem polskiej drogówki na wychwytywanie kierowców łamiących przepisy ruchu drogowego. Szczególnie tych, którzy za kierownicą pozwalają sobie na zbyt wiele swobody i obsługują smartfona lub inne gadżety, zamiast skupić się na bezpiecznej jeździe.

REKLAMA
Tym stosunkowo nowym sposobem na kierowców nie jest żaden zbytnio wyrafinowany technologicznie sprzęt pomiarowy, a... aparat z teleobiektywem. Dzięki takiemu wyposażeniu radiowozu funkcjonariusze drogówki ułatwiają sobie nie kontrolę prędkości, a trudne do wychwycenia i udowodnienia gołym okiem wykroczenia polegające na rozmowie przez telefon komórkowy, obsługiwaniu smartfona, czy po prostu jeździe bez pasów. Lustrzanka z teleobiektywem nie tylko pozwala policjantowi lepiej się ukryć, lecz także dostarcza niezbitych dowodów.
"Dzięki dużemu przybliżeniu uzyskanemu poprzez zastosowanie teleobiektywu, policjant już z daleka widzi, czy kierujący popełnia wykroczenie. Niewłaściwe zachowania kierowców wiążą się często z konsekwencjami finansowymi, prawnymi, a przede wszystkim zdrowotnymi. Dlatego też stróże prawa podejmują wszelkie działania, mające na celu ograniczenie liczby wypadków i podniesienie bezpieczeństwa na drogach" - informuje śląska policja, do której aktualnie sprzęt fotograficzny trafił.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl