
Polaków opanował fetysz zmiany. Stagnacja, choćby oznaczała szczęśliwe i spokojne życie, odeszła do lamusa. Zmian oczekują od nas znajomi z Facebooka, coachowie, media. Wyjdź ze strefy komfortu, działaj! – nawołują. Chęć zmiany stała się dziś brzytwą w rękach małpy, którą rozpiera energia, choć tak naprawdę nie wie, co z nią z zrobić.
REKLAMA
Pragnienie zmiany sprawia, że ludzie rezygnują ze swoich wieloletnich związków, bo poznali nową osobę. Po paru miesiącach często okazuje się, że zamieniliśmy coś, co dawało nam poczucie stabilizacji i względne szczęście na rzecz wrażenia, które minęło zabierając ze sobą nasze marzenia o lepszym życiu.
Ogromną siłę zmiany, a w zasadzie jej pragnienia, oglądaliśmy w czasie ostatniej kampanii wyborczej. To właśnie pragnienie czegoś nowego, na miejsce opatrzonych partii i sloganów sprawiło, że Polacy uwierzyli niemal nieznanemu politykowi, jakim był Andrzej Duda. Dziś jest on prezydentem i symbolem zmiany, której tak bardzo pragną współcześni Polacy.
Zmiana objawiona
Nie ma zmiany, bez odpowiedniego nagłośnienia. Nowa praca, nowe hobby, nowy związek. Ba, nowy samochód, który symbolizuje zmianę naszego statusu – to koło zamachowe, które napędza dziś Facebooka. A najgłośniej o licznych zmianach (zawsze na lepsze) informują bardzo często osoby, które borykają się z poważnymi, życiowymi problemami. Brak partnera, rozstanie, brak satysfakcji zawodowej.
Nie ma zmiany, bez odpowiedniego nagłośnienia. Nowa praca, nowe hobby, nowy związek. Ba, nowy samochód, który symbolizuje zmianę naszego statusu – to koło zamachowe, które napędza dziś Facebooka. A najgłośniej o licznych zmianach (zawsze na lepsze) informują bardzo często osoby, które borykają się z poważnymi, życiowymi problemami. Brak partnera, rozstanie, brak satysfakcji zawodowej.
Zmiana bywa zasłoną dymną, którą staramy się przykryć realne, nierozwiązane problemy, od których staramy się uciec. Bardzo często zmiany dokonujemy na wielu polach na raz wprowadzając w swoim życiu prawdziwą rewolucję. Ta zaś potrafi wywrócić je do góry nogami. I wszystko super, dopóki jest super. Gorzej, kiedy okazuje się, że zamieniliśmy siekierkę na kijek, a zmiana nie przyniosła nam oczekiwanego, zbawiennego efektu. Same lajki na Facebooku przestają wówczas wystarczać i jesteśmy w gorszej pozycji niż w momencie wyjściowym.
– Popularność mówienia o zmianie w serwisach społecznościowych jest naturalnym następstwem logiki tych mediów. Ta logika nie opiera się na utrzymywaniu statusu quo. Tam ma się dziać. Strategia portretowania tego, że ma się coś zmieniać, czasem przyjmuje wprost kuriozalne formy. Gdy nie dzieje się nic, ograniczamy się do opublikowania zawartości swojego talerza – mówi dr Jarosław Kulbat, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.
Fetysz zmian
Dr Jarosław Kulbat zauważa, że zmianę niemal zawsze kojarzymy z czymś dobrym - zmianą na lepsze, rozwojem i postępem. Zwraca jednak uwagę, że z drugiej strony bywa przez ekspertów postrzegana jako zagrożenie, bo nie możemy nigdy przewidzieć dokładnych konsekwencji. – Można mówić dziś o fetyszu zmian, które niektórzy dosłownie hołubią – mówi ekspert.
Dr Jarosław Kulbat zauważa, że zmianę niemal zawsze kojarzymy z czymś dobrym - zmianą na lepsze, rozwojem i postępem. Zwraca jednak uwagę, że z drugiej strony bywa przez ekspertów postrzegana jako zagrożenie, bo nie możemy nigdy przewidzieć dokładnych konsekwencji. – Można mówić dziś o fetyszu zmian, które niektórzy dosłownie hołubią – mówi ekspert.
Brak zmiany kojarzymy dziś z nudą i stagnacją. Osoby, które założyły rodzinę i przestały gonić za zmianą w swoim życiu często bywają wykluczane z grona towarzyskiego. Bo są nudni, bo nie wychodzą z domu, bo żyją swoim dzieckiem. Tymczasem dla reszty świata wyścig trwa. – Brak zmiany, czyli stagnacja lub brak rozwoju budzi w nas negatywne skojarzenia – mówi Kulbat.
Fetysz zmiany jest również efektem, niekiedy bardzo cynicznego, marketingowego działania biznesu związanego z rozwojem osobistym. – Niektórzy mówią wprost o "przemyśle zmiany na lepsze" – zauważa dr Kulbat Tymczasem zmiana jest właściwością otaczającej nasz rzeczywistości, w której siłą rzeczy funkcjonujemy.
Brak zmiany jest kojarzony z uwstecznianiem. Nie dostrzegamy zmian, choć one tak naprawdę następują, choćby zmiany biologiczne. Rodzice nie widzą rosnącego dziecka, do czasu gdy na jesieni próbują je ubrać w spodnie kupione wiosną.
Jesteśmy ślepi
Dr Jarosław Kulbat tłumaczy, że zjawisko to spowodowane jest w dużej mierze kulturą w której żyjemy. I o ile z jednej strony pozytywnie motywuje nas do ruszenia się z fotela i walki o lepszą pracę, zdrowie czy też do poznawania najodleglejszych zakątków świata, z drugiej stanowi dowód naszego braku poczucia szczęścia. Samo słowo szczęście budzi zresztą ożywione dyskusje.
Dr Jarosław Kulbat tłumaczy, że zjawisko to spowodowane jest w dużej mierze kulturą w której żyjemy. I o ile z jednej strony pozytywnie motywuje nas do ruszenia się z fotela i walki o lepszą pracę, zdrowie czy też do poznawania najodleglejszych zakątków świata, z drugiej stanowi dowód naszego braku poczucia szczęścia. Samo słowo szczęście budzi zresztą ożywione dyskusje.
Niektórym szczęście kojarzy się z rzeczami dobrymi, które dzieją się w życiu. Ale jak mówi dr Kulbat, jest to jedynie jedna strona medalu. – Szczęście to również brak negatywnych aspektów w naszym życiu. W tym ujęciu zmiana może jawić się jako coś, co szczęściu sprzyja, w kontekście zmiany na lepsze. Ale zmiana może oznaczać również nieszczęście, czyli zmianę na gorsze – zauważa psycholog.
Ludzie nie myślą o tym jak wiele daje im bezpieczna pozycja, w której znajdują się w czasie stabilizacji, dopóki nie zostanie ona zakłócona negatywnie. – Fetyszyzacja dążenia do zmiany może być czymś co sprawia, że zatraca się prawdziwy sens tego, co odpowiada za nasze subiektywne poczucie szczęścia - poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja i to, że nie dzieją się rzeczy złe, a rzeczywistość wokół nas nie zmienia się na gorsze – mówi naTemat Dr Jarosław Kulbat.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
