Marek Migalski: Prezydent Duda to najbardziej partyjny prezydent jakiego mieliśmy

Marek Migalski uważa, że referendum jest nieistotne z punktu widzenia interesu społecznego.
Marek Migalski uważa, że referendum jest nieistotne z punktu widzenia interesu społecznego. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Prezydent Duda chce rozszerzenia referendum i zorganizowania go w tym samym dniu, w którym będą się ważyć losy przyszłego składu Sejmu. Marek Migalski, politolog i były polityk nie ma wątpliwości, że tym gestem prezydent po raz kolejny pokazuje swoją polityczną przynależność. – Duda to najbardziej partyjny prezydent po roku 90'. Nawet nie stara się tego ukryć.


Czy tak jak większość komentatorów uważa Pan, że propozycja prezydenta Andrzeja Dudy była podyktowana partyjną solidarnością?
W moim przekonaniu, to nic innego, jak chęć pomocy dla Prawa i Sprawiedliwości w jeszcze większym zwycięstwie nad Platformą Obywatelską. Andrzej Duda pokazał tym gestem, że wbrew składanym wielokrotnie deklaracjom, w dalszym ciągu nie odciął pępowiny łączącej go swoją macierzystą partią. To wsparcie dla Kaczyńskiego utrzyma się przez kilka najbliższych tygodni – czyli do wyborów parlamentarnych.


Gestem symbolicznym było już przekazanie Beacie Szydło swojego "Dudabusa", który szybko został przemianowany na "Szydłobusa". Nie twierdzę, że takie zaangażowanie w pomoc partii Jarosława Kaczyńskiego jest czymś złym i że polityk wywodzący się z jakiejś partii nie ma prawa tego robić. Zauważam jedynie, że stoi to w całkowitej sprzeczności z deklaracjami, które Duda składał w trakcie kampanii prezydenckiej i ten fakt należy stanowczo podkreślić. W takim kontekście hasło: "Prezydent wszystkich Polaków" traci sens.

Mam wrażenie, że Andrzej Duda jest jednym z najbardziej upolitycznionych prezydentów w naszej historii. Od 90' roku nie mieliśmy bardziej partyjnej głowy państwa. Jedynym politykiem na tym stanowisku, który nie był związany z żadną partią był Lech Wałęsa. Aleksandrowi Kwaśniewskiemu udawało się być politykiem ponadpartyjnym. Lechowi Kaczyńskiemu nie udała się ta sztuka, podobnie jak Bronisławowi Komorowskiemu, a Andrzej Duda nawet nie próbuje. Wszystko co robi, ma służyć partii.


Skoro niemal każdy były prezydent miał silny partyjny rodowód, to czy wyborcom to tak naprawdę przeszkadza? Może hasło "prezydent wszystkich Polaków" wcale się u nas nie sprawdza, a elektoratowi podoba się przywódca o silnych poglądach?
Nie wykluczam, że tak właśnie jest. Nie uważam, że prezydentury partyjne są czymś złym. One mogą być na pewno pomocne w realizacji jakiś przedsięwzięć. Prezydent we współpracy z formacją, która ma większość jest w stanie zrobić więcej niż prezydent i partia, która ma większość, ale którym ze sobą nie po drodze.

Taki układ, w którym prezydent i formacja rządząca wywodzą się z tego samego obozu może przyczynić się do tego, że idee przez nich reprezentowane uda się wcielić w życie, w tym może być polityczny sens. Podkreślę tylko raz jeszcze, że Duda dawał jasno do zrozumienia, że będzie ponadpartyjny.

Z wyborcami jest tak, że jeśli zadalibyśmy im pytanie wprost: "czy prezydent ma być ponadpartyjny czy partyjny?", to zdecydowana większość opowie się za tym tym pierwszym.

Nie ma Pana wrażenia, że nadchodzące referendum, a być może dwa referenda wyborców w ogóle nie obchodzą? Politycy się ekscytują, ale zwykły Kowalski...
Wyborcy lubią, kiedy daje im się narzędzia do decydowania, lubią też, kiedy pyta się ich o zdanie. Przykład pierwszy z brzegu – zawsze chętnie deklarują, że chcą iść do wyborów w większym stopniu niż dzieje się to w rzeczywistości.

Na tydzień przed wyborami 70 proc. społeczeństwa deklaruje, że stawi się przy urnie, a ostateczna frekwencja jest przecież daleka od ich zapowiedzi. Podobnie jest z referendum. Wyborcy cieszą się, że ktoś ich chce o coś pytać, ale tak naprawdę nie zamierzają wcale na nie pójść. Nawet jeśli Duda przeforsuje swój pomysł z połączeniem referendum z wyborami parlamentarnymi, to nadal nie gwarantuje tego, że ono będzie wiążące.

Dlaczego Pana zdaniem wyborcy nie pójdą na referendum?
Przede wszystkim dlatego, że referendalne pytania są nieistotne społecznie. Prezydent Duda zrobił ten sam błąd co wcześniej Komorowski – dodał kolejne pytania pozbawione społecznego znaczenia. Te pytania są trzeciorzędne z punktu widzenia interesu publicznego. Z jednym wyjątkiem – pytaniem o obniżenie wieku emerytalnego.

Art. 125 Konstytucji mówi o tym, że referendum może być organizowane tylko w sprawach istotnych dla państwa – właśnie tak brzmi zapisana w dokumencie formuła. Jestem przekonany, że referendum z 6 września mogłoby być konstytucyjnie podważone. Te trzy pytania, które nam zadano nie są w moim przekonaniu istotne dla państwa.

Druga sprawa jest taka, że te pytania, a raczej odpowiedzi na nie są absolutnie przewidywalne. 90 proc. z tych, którzy pójdą na referendum opowie się za JOW-ami, podobnie będzie w przypadku zniesienia finansowania partii z budżetu państwa i tyle samo odpowie twierdząco na trzecie pytanie. To samo dotyczy tych pytań, które chce dodać Duda. Gdybyśmy poprosili ludzi o wypowiedź w sprawie aborcji, eutanazji, małżeństw homoseksualnych, legalizacji marihuany, to wynik referendum byłby nie do przewidzenia i byłby z pewnością istotny z puntu widzenia społecznego interesu. Nie musielibyśmy się też martwić o frekwencję. Po co zadawać ludziom pytania, na które znamy odpowiedź? To pieniądze wyrzucone w błoto.

Nie ma Pan wrażenia, że PiS zmonopolizowało temat referendum. To oni zdają się nadawać ton debacie i czy inne partie mogą ewentualnie ugrać tutaj coś dla siebie?
To co pani mówi, jest przede wszystkim dowodem na wielkie umiejętności polityczne Jarosława Kaczyńskiego. Ten polityk z referendum, które wcale nie jest mu na rękę, zrobił z tego wydarzenia coś, co promuje jego partię. To świadczy o fenomenalnych zdolnościach politycznych Kaczyńskiego i beznadziejnych Pawła Kukiza. Referendum miało być pułapką na PiS i pokazało, że w polityce nie ma sytuacji beznadziejnych, z których nie da się wyjść obronną ręką. Teraz referendum stało się pułapką na Platformę.

Jeśli teraz politycy PO odmówią prezydentowi organizacji referendum 26 października, to obróci się to przeciwko nim. Widzę w tej sytuacji dwa wyjścia dla Platformy. Pierwsze to szybkie odrzucenie propozycji prezydenta w Senacie, kiedy do wyborów będzie jeszcze trochę czasu, a drugie to zaproponować dopisanie własnych pytań do tych "pisowskich". To byłby sygnał, że Platforma nie tylko torpeduje pomysł prezydenta i PiS, ale jeszcze ma coś do zaoferowania od siebie.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka