– Kobiety, które nie mają partnera, nie mogą skorzystać ze swoich zarodków przy zapłodnieniu in vitro – ocenił resort zdrowia.
– Kobiety, które nie mają partnera, nie mogą skorzystać ze swoich zarodków przy zapłodnieniu in vitro – ocenił resort zdrowia. Fot. Maria Sbytova / www.shutterstock.com

Matka polka – oto jeden z największych rządowych kłopotów. Zbyt często po prostu nie wiadomo co z nią zrobić. Najczęściej w tej sprawie nie robi się nic. A jak się już coś zrobić próbuje, robi się to źle. Trudno powiedzieć dlaczego. Czy w rządzie brakuje kobiet, matek, które mogłyby męski ogół poselski oświecić z czym problem zwany „matką polką” należałoby zjeść? Ostatnia decyzja ministerstwa zdrowia zakazująca samotnym kobietom wykorzystania istniejących już zarodków sugeruje, że chyba właśnie tak jest.

REKLAMA

Mowa o resortowych ustaleniach dotyczących zakazu wszczepiania istniejących już zarodków ich biologicznym matkom. Dotyczy to kobiet, które już poddały się zabiegowi sztucznego zapłodnienia, urodziły dzieci, ale pozostałe swoje zarodki zamroziły, by w przyszłości całą procedurę przejść raz jeszcze i ponownie zostać mamą. Taka interpretacja niedawno uchwalonej ustawy o in vitro przygotowana przez ministerstwo jest zatem zapisem skierowanym przeciwko matkom, przeciwko tymże zarodkom i przede wszystkim stworzonym wbrew logice. Całość przeczy przy tym jednej z podstawowych zasad prawa: lex retro nono agit – prawo nie działa wstecz. Bo w moim odczuciu tu prawo chce właśnie działać wstecz.

W dniu 1 listopada 2015 roku w życie wchodzi Ustawa o leczeniu niepłodności. Odbiera ona dostęp do leczenia metodą in vitro i do inseminacji kobietom samotnym. To duży błąd społeczny i będziemy jako środowisko pacjenckie walczyć w przyszłości o nowelę, kobiety samotne też mogą być niepłodne i cierpieć z powodu endometriozy. (…). Kobiety nieposiadające partnera nie będą mogły wrócić po zarodki i ich urodzić, pomimo iż są to zarodki utworzone z ich komórek jajowych, powstałe przed obowiązywaniem nowych przepisów. W momencie podchodzenia do procedury in vitro pacjentki nie były świadome, że utracą do nich prawa z chwilą wejścia Ustawy w życie. Czytaj więcej

STOWARZYSZENIE "NASZ BOCIAN"

Na dodatek rząd ustanawiając je wykracza chyba nieco poza swoje kompetencje. Rozumiem, że politycy nie chcą zgodzić się na refundowanie zabiegów in vitro u samotnych kobiet. Nie uznają, jak to się ładnie mówi, macierzyństwa na życzenie, nie chcą się do niego przyczyniać. Trudno, może z czasem uda się to zmienić. Jakim jednakże prawem dziś ten sam rząd cokolwiek nakazuje lub czegokolwiek zakazuje kobietom, które za in vitro płacą z własnej kieszeni?

Tyle w kwestii technicznej. Choć ta jest akurat w całym ambarasie mniej ważna. O wiele istotniejsze jest to, że kobietom odbiera się prawo do rodzenia własnych dzieci przy jednoczesnym przyzwoleniu na to, by dzieci te zostały – jako zarodki – wszczepione (bez obrazy) na przykład sześćdziesięcioletnim mężatkom. Nikt nie wypowiedział się na temat górnej granicy wieku pani, u której może zostać wykonane in vitro, skoncentrowano się jedynie na jej stanie matrymonialnym. Panna na matkę się nie nadaje, mężatka, choćby i emerytka, o wiele bardziej. Mąż jest przecież kluczowym czynnikiem kształtującym u poszczególnych kobiet zachowania macierzyńskie, czy tak?

Czy państwo nie zauważyło, że ma już wśród swoich obywateli gros samotnych matek, bo panowie masowo od odpowiedzialności związanej z ojcostwem uciekają? Czy matki te (samotne nie z wyboru, a wskutek takiego a nie innego zrządzenia losu) są gorsze od innych? Choć byłyby pewnie jeszcze lepsze, gdyby państwo czasem zechciało im pomóc. Na przykład w walce o należne maluchom alimenty. Przypominam, że wedle danych Instytutu Spraw Publicznych nie otrzymuje ich lub otrzymuje nieregularnie ok. trzech milionów dzieci. Na to jednak nie ma ani czasu ani pomysłu ani Platforma Obywatelska ani Prawo i Sprawiedliwość. Panie więc radzą sobie same, a jak sobie nie radzą to się im dzieci odbiera. Widać tym razem rząd postanowił działać zawczasu i dzieci matkom odebrać zanim jeszcze te zdążyły je urodzić.

– Odbieranie ludziom zarodków wbrew ich woli to przemoc – oceniła Anna Krawczak ze Stowarzyszenia „Nasz Bocian” i naprawdę trudno się z nią nie zgodzić.

Ustalenia ministerialne o których mowa zaczną obowiązywać 1 listopada. Do tego czasu samotne matki mogą na gwałt próbować zachodzić w kolejną ciążę wykorzystując do tego swoje zarodki, lub – również na gwałt – szukać partnera, dzięki któremu zyskają do tychże zarodków dostęp po nieszczęsnym 1 listopada. Ojca dla dzieci, jak powszechnie wiadomo, najlepiej przecież szuka się pobieżnie i na szybko. Jak to się kiedyś mówiło – może pić, może bić, byleby był.

Drodzy i Szanowni, żebyśmy mieli jasność – samotność w kraju takim jak Polska z pewnością nie stwarza odpowiednich warunków dla wychowywania dziecka, nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Macierzyństwo jest ogromnym wysiłkiem fizycznym, psychicznym, finansowym. Doprawdy w naszym kraju to wyzwanie absolutnie karkołomne. Z pewnością warto kwestię samotnego macierzyństwa prawnie uregulować, ale do licha nie w ten sposób! Zamiast zakazywać, pomóżcie. Zamiast nakazywać, zrozumcie. Na przykład to jak różną rzeczą jest niedopuszczenie do powstania zarodków, które można wszczepić samotnym paniom a odbieranie tych już istniejących ich biologicznej matce.

Parafrazując niedawną wypowiedź Anny Dryjańskiej, powiem na koniec tylko: Posłuchajcie czasem nas, kobiet. Pozwólcie mieć dzieci tym, które chcą je mieć i nie zmuszajcie do rodzenia potomstwa tych, które go nie chcą. Wówczas kolejne ustawy, interpretacje ustaw i ich nowelizacje po prostu staną się zbędne.