
– To najdziwniejszy mikrofon, jaki widziałem w życiu, no popatrzcie no... – wymamrotał Johnny Depp zaraz po tym jak chwiejnym krokiem wszedł na scenę podczas rozdania Hollywood Film Awards. Czyżby nawet piraci z Karaibów nie byli odporni na „chorobę filipińską”? Najwyraźniej nie. Hejterów ucieszy również pewnie fakt, że celebryci, po całonocnych imprezach cierpią nawet bardziej niż zwykli śmiertelnicy. Mało tego – jeśli „dzień po” nie stawią się na planie najnowszej superprodukcji, czy nie zagrają wyprzedanego od miesięcy koncertu, ryzykują znacznie więcej niż tylko karcące spojrzenie szefa i utratę dniówki. Dlatego w pamięci telefonu każdego przezornego managera znajduje się numer do lekarza-specjalisty od „stawiania na nogi”.
Artykuł powstał we współpracy z TVN.
