Przychodzi lekarz do celebryty i...leczy z kaca. W Polsce już są pierwsi naśladowcy

Fot. 18percentgrey / Shutterstock
– To najdziwniejszy mikrofon, jaki widziałem w życiu, no popatrzcie no... – wymamrotał Johnny Depp zaraz po tym jak chwiejnym krokiem wszedł na scenę podczas rozdania Hollywood Film Awards. Czyżby nawet piraci z Karaibów nie byli odporni na „chorobę filipińską”? Najwyraźniej nie. Hejterów ucieszy również pewnie fakt, że celebryci, po całonocnych imprezach cierpią nawet bardziej niż zwykli śmiertelnicy. Mało tego – jeśli „dzień po” nie stawią się na planie najnowszej superprodukcji, czy nie zagrają wyprzedanego od miesięcy koncertu, ryzykują znacznie więcej niż tylko karcące spojrzenie szefa i utratę dniówki. Dlatego w pamięci telefonu każdego przezornego managera znajduje się numer do lekarza-specjalisty od „stawiania na nogi”.


– Poimprezowe „komplikacje” w przypadku celebrytów są tak naprawdę dużo cięższe niż te, z którymi zmagamy się pani czy ja. Mieszanki najdroższych alkoholi i narkotyków to dla organizmu spore obciążenie. Nie muszę chyba dodawać, że weterani z branży potrafią przyjąć spore dawki obu tych substancji. Odtrucie organizmu po takim koktajlu, dodatkowo przyjmowanym nieprzerwanie przez kilka dni, wymaga sporej wiedzy medycznej – tłumaczy doktor Wilhelm Pośpiech. Jego słowa można traktować jako coś więcej niż tylko pocieszenie, że nas samych nie stać na najdroższy „koks”. Przypadłości, na jakie cierpią polscy celebryci Pośpiech, jako ich prywatny lekarz, zna bowiem od podszewki.


Doktor "piguła"
Wilhelm Pośpiech, podobnie jak podobni mu zagraniczni koledzy z branży, nie pracuje w szpitalu, przychodni czy nawet prywatnym gabinecie. Ze swoimi pacjentami spotyka się w ich domach, mieszkaniach czy pokojach hotelowych. Jeden telefon wystarczy, aby specjalista stawił się w umówionym miejscu i udzielił niezbędnej pomocy. I nie mówimy tu tylko o konsultacjach z zakresu medycyny konwencjonalnej czy doraźnej poimprezowej pomocy. – Owszem, znane osoby w Polsce, podobnie jak te w Stanach czy Wielkiej Brytanii, poszukują konsultacji z zakresu różnych gałęzi medycyny, czy też „paramedycyny” – potwierdza.

Etyka pracy oraz sposoby wynagradzania lekarzy z sektora consierge mogą jednak budzić pewne wątpliwości. Dr Nick, czyli George C. Nichopoulos, oraz dr Conrad Murray – dwa nazwiska lekarzy, które na pierwszy rzut oka wydają się nic nie mówić. Kiedy jednak wspomnimy ich sławnych pacjentów – odpowiednio Elvisa Presleya i Michaela Jacksona, którzy zmarli w wyniku przedawkowania środków farmakologicznych, podejrzenia co do tego, w jakim celu celebryci wykorzystują prywatnych lekarzy, stają się coraz większe.

– Oczywiście, zawsze znajdą się osoby, które z możliwość wypisywania recept uczynią źródło zarobku. Są to jednak przypadki jednostkowe i nie zgadzam się, żeby z tego powodu całemu środowisku przypinać łatkę „dealerów” – stwierdza kategorycznie Pośpiech. Czytując regularnie rubryki plotkarskie można mieć jednak wątpliwości, czy rzeczywiście przypadki, w których gwiazdy wykorzystują medycynę, zarówno tę konwencjonalną jak i bardziej „eksperymentalną", na własny użytek są aż tak rzadkie. Holywood to bowiem rynek, na którym różne lekarskie i para-lekarskie specjalności kwitną jak nigdzie indziej.


Hollywood rajem znachorów
Oprócz ciemnej, medycyna w Hollywood ma również swoją jaśniejszą, przynajmniej w teorii, stronę, która przejawia się w korzystaniu z rad wszelkiej maści znachorów i praktyków medycyny naturalnej. Ekologicznie, naturalnie czyli zdrowo, tak? Niekoniecznie. Na własnej skórze przekonał się o tym Steve Jobs. Założyciel Apple'a, któremu nie udało się pokonać raka trzustki, od początku usiłował walczyć z chorobą metodami alternatywnymi. Dieta i medytacje na nic się jednak zdały, podobnie jak późniejsza operacja, na którą Jobs zdecydował się zdecydowanie za późno.

Inne gwiazdy być może nie uciekają się do aż tak radykalnych rozwiązań, ale korzystanie z usług medyków, którzy w domowych pieleszach postawią im bańki (Gwyneth Paltrow) czy wykonają akupunkturę (Kate Moss).

Recepta na muskuły
Niedozwolony doping nie jest już tylko domeną sportowców, a jego dozowanie – jedynie domeną lekarzy sportowych. Popyt na niedozwolone substancje zwiększające masę mięśniową jest w Hollywood ogromny. Jak szacują specjaliści, z nielegalnego dopingu korzysta około 20% aktorów grających w największych amerykańskich superprodukcjach. Do tego, że w przeszłości korzystali z pomocy medyków dostarczających im hormon wzrostu (HGH), przyznali się między innymi Arnold Schwarzenegger, Nick Nolte oraz reżyser Olivier Stone.

To jednak odosobnione przypadki – większość celebrytów, nawet na ciężkich torturach nie przyzna się jednak, że „kaloryfera” nie pomógł im wyrzeźbić personalny trener, tylko przepisujący anaboliki personalny lekarz. Chyba, że zostaną złapani na gorącym uczynku, tak jak to miało miejsce w przypadku Sylvestra Stallone'a u którego w 2007 roku podczas kontroli na lotnisku odnaleziono kilka fiolek zawierających HGH.

Nie daj się zwariować, zaufaj prywatnemu psychiatrze
Wiele gwiazd zmaga się z problemami natury psychicznej i nie chodzi tu jedynie o manię wielkości. Nie bez powodu to właśnie psychiatrzy należą do grupy najbardziej poszukiwanych w Hollywood specjalistów.

Z zaburzeniami zmaga się na przykład Catherine Zetha Jones. Do tego, że cierpi na chorobę dwubiegunową aktorka przyznała się jednak dopiero po tym, jak na jaw wyszedł jej pięciodniowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym. W wywiadzie dla „The Oprah Winfrey Show” jej mąż – Michael Douglas, przyznał, że wieść o tym, że placówkę „zaszczyciła” swoją obecnością celebrytka rozniosła się wśród pacjentów z prędkością błyskawicy. – Mówili: „Nie uwierzysz, kto tu ze mną siedzi” – wspomina Douglas.

Od tej pory aktorka aktywnie bierze udział w akcjach mających na celu podniesienie świadomości społecznej na temat choroby dwubiegunowej. Nauczona doświadczeniami, leczenia szpitalnego od tamtej pory jednak unika.

Inne gwiazdy, które korzystają z usług prywatnych psychiatrów to między innymi Mel Gibson (depresja maniakalna), Emma Thompson (depresja), pływak i mistrz olimpijski – Michael Phelps (ADHD) czy Elton John (bulimia).

Czy w Polsce rynek prywatnych znachorów czy lekarzy „od sterydów” jest tak samo chłonny? –Nie będę tego komentował, takie insynuacje są dla mnie obraźliwe – utrzymuje Wilhelm Pośpiech.

Artykuł powstał we współpracy z TVN S.A.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...