
– Jeśli dojdzie do zaostrzenia konfliktu w regionie, dojdzie do śmiertelnej konfrontacji sprawiedliwości i niesprawiedliwości. Zniszczymy wroga w jednej bitwie – ostrzegł w niedzielę północnokoreański przywódca Kim Dzong Un. Oświadczenie wydano na kilka godzin przed wznowieniem negocjacji, jakie wczoraj rozpoczęto z Koreą Południową.
REKLAMA
Słowa północnokoreańskiego przywódcy przytacza dziś rządowa gazeta „Rodong Sinmun”. W artykule podkreślono, że konfrontacja o której mowa, ma na celu całkowite usunięcie przyczyn wojny i zaprowadzenie trwałego pokoju w regionie.
– Korea Północna (…) opracowała najdoskonalszy plan, który zakłada zniszczenie wrogów w jednej bitwie – pisze "Rodong Sinmun".
Rozmowy, w których będą uczestniczyli przedstawiciele władz Korei Południowej i Północnej, rozpoczęły się o godz. 18.00 czasu lokalnego. Spotkanie odbywa się w miejscowości Panmundżon na terenie południowokoreańskiej strefy zdemilitaryzowanej. W tym samym miejscu 62 lata temu doszło do podpisania zawieszenia broni w wojnie koreańskiej.
Zaproszenie do rozmów nadeszło z Pjongjangu. To bezpośredni skutek wzrostu napięcia, do którego w ostatnich tygodniach doszło między dwoma krajami.
Za przyczynę pogorszenia się relacji obu państw uznaje się incydent z początku sierpnia. Podczas patrolu ranni zostali wówczas dwaj żołnierze Korei Południowej. Seul winą za to zdarzenie obarczył właśnie Pjongjang, twierdząc, że to żołnierze Północy podłożyli miny, które raniły wojskowych.
Rozmowy rozpoczęto na krótko przed terminem, w którym wygasa ultimatum postawione przez Północ południowemu sąsiadowi. Pjongjang domagał się w nim, by władze w Seulu przestały nadawać przez głośniki znajdujące się na terenie pasy przygranicznego materiałów propagandowych.
Przypomnijmy, że oba państwa, formalnie, pozostają w stanie wojny. Poza podpisanym w lipcu 1953 r. porozumieniem o zawieszeniu broni, nie podpisano jak dotąd żadnego traktatu pokojowego. Oba kraje dzieli dziś szeroka na ok. 4 km strefa zdemilitaryzowana. Po obu jej stronach jednak stacjonują setki tysięcy żołnierzy.
Źródło: "Gazeta Wyborcza", FOX News
