
Kiedy rozmawiam ze swoimi koleżankami na tematy zawodowe, albo pytam je wprost: „wolisz pracować z kobietami, czy z mężczyznami?”. Odpowiedź jest zazwyczaj jedna – z facetami. To już nawet nie jest kwestia rywalizacji. My chyba mamy po prostu wbitą do głów wzajemną niechęć i strach. Czy kobiety wciąż rzucają sobie nawzajem kłody pod nogi?
Od małego uczymy się, że nie można ufać drugiej kobiecie. Co prawda, każda szanująca się dziewczynka w pierwszej klasie podstawówki ma swoją najlepszą przyjaciółkę, a chłopcy to wrogowie numer jeden. Z drugiej jednak strony, pozostałe dziewczynki są jeszcze bardziej na celowniku. A nuż odbije mi moją przyjaciółkę, będzie miała ładniejsze ubrania, dostanie lepszą ocenę, nauczyciele będą ją bardziej lubić. Z chłopcami nie rywalizujemy. To inna, bezpieczna dla nas kategoria.
Może kwestią niechęci kobiet wobec siebie, jest fakt, że nic na „ładne oczy” nie przejdzie. Kobiety wymagają od siebie nawzajem bardzo dużo. Ciągle wydaje nam się, że z mężczyzną da się coś ugrać uśmiechem i zalotnym spojrzeniem. Jak powiedziała nam jedna z rozmówczyń – Często wykorzystuję swój urok i proszę informatyków o coś skomplikowanego, nawet jak nie mają czasu. Robię to świadomie i wiem, że na kobietach takie coś by nie przeszło. Młoda prawniczka dodała: Na kobiety nie działa niestety urok osobisty, który w drobnych sprawach ułatwia pracę z mężczyznami.
Kolejną hipotezą jest nieumiejętność rozdzielania pracy zawodowej i życia osobistego. Jako że według badań, to kobiety wciąż wykonują o wiele więcej obowiązków domowych, niż mężczyźni, nic dziwnego, że mogą mieć trudność w rozdzieleniu tych dwóch sfer. Powinniśmy to szanować i jako kobiety, jeszcze lepiej rozumieć. Tymczasem wydaje się, że przez to mamy po prostu jeszcze większe pole do popisu.
Nie mam reguły na to, z kim pracuje mi się lepiej. Być może po 20 czy 30 latach pracy będę mogła to określić. Do tej pory zdecydowanie lepiej układała mi się współpraca z mężczyznami. Kobiety w pracy rywalizują nie tylko na poziomie zawodowym, w grę wchodzi także pozycja społeczna, wygląd zewnętrzny i życie osobiste. Mam wrażenie, że w gronie mężczyzn jest podobnie, chociaż oni lepiej radzą sobie z podziałem na życie zawodowe i prywatne. U kobiet te sfery się przenikają.
To już nie tylko szklany sufit i odgórne założenie, że kobiety wysoko nie zajdą. Zdarzają się jednostki, które odnoszą sukces. Na szczęście coraz częściej. Czy jednak zjawisko „podciągania drabiny” wciąż nie jest aktualne? Jeśli dojdę na szczyt, to innej kobiety już nie dopuszczę. Zabieram drabinę za sobą.
Są też inne przykłady zespołów, w których kobiety pracują razem znakomicie. Pytanie tylko, czy nie jest to kwestia odpowiedniego rozdzielenia obowiązków, a nie solidarnego wsparcia. Kiedy robimy coś zupełnie innego, okazuje się, że możemy się naprawdę dogadać. Kasia, pracuje w trzyosobowym zespole złożonym z samych kobiet. – Nie rywalizuję w pracy, bo każda z nas ma określone zadanie i projekty. Nie ma więc bicia się i przepychanek. Uzupełniamy się idealnie. Każda z nas jest najlepsza z czegoś innego. Sama miałam kilka wpadek i dziewczyny zawsze mnie broniły.
Niby mamy się przyjaźnić i wspierać. Niby się nawet lubimy, bo w końcu fajnie czasami poplotkować na „babskie tematy” – o ciuszkach, o dzieciach, o gwiazdach. Za chwilę okazuje się jednak, że oceniamy siebie jako mniej konkretne i humorzaste. Jak mamy ważną sprawę, wolimy gadać z facetem, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie ufamy własnym umiejętnościom, a ogólnospołeczna atmosfera nam tego nie ułatwia. Z badań CBOS sprzed dwóch lat wynika, że tylko 9% badanych chciałoby, aby ich szefem była kobieta. W 1992 roku było to 13% ankietowanych. Strach się pytać, ale może warto: jak żyć?!
Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl
