Rywalizujące kobiety to norma. Czemu ciągle się w nią wpisujemy?
Rywalizujące kobiety to norma. Czemu ciągle się w nią wpisujemy? Fot. Pixabay.com

Kiedy rozmawiam ze swoimi koleżankami na tematy zawodowe, albo pytam je wprost: „wolisz pracować z kobietami, czy z mężczyznami?”. Odpowiedź jest zazwyczaj jedna – z facetami. To już nawet nie jest kwestia rywalizacji. My chyba mamy po prostu wbitą do głów wzajemną niechęć i strach. Czy kobiety wciąż rzucają sobie nawzajem kłody pod nogi?

REKLAMA
Mała dziewczynka, duży problem
Od małego uczymy się, że nie można ufać drugiej kobiecie. Co prawda, każda szanująca się dziewczynka w pierwszej klasie podstawówki ma swoją najlepszą przyjaciółkę, a chłopcy to wrogowie numer jeden. Z drugiej jednak strony, pozostałe dziewczynki są jeszcze bardziej na celowniku. A nuż odbije mi moją przyjaciółkę, będzie miała ładniejsze ubrania, dostanie lepszą ocenę, nauczyciele będą ją bardziej lubić. Z chłopcami nie rywalizujemy. To inna, bezpieczna dla nas kategoria.
Uczy nas tego nie tylko szara rzeczywistość, lecz także kolorowe bajki, film, literatura. Zła czarownica to oczywiście kobieta. Kopciuszek jest stłamszony przez złe siostry. Balladyna zabija Alinę. Kasia w „Pannie Nikt” doprowadza Marysię do szaleństwa. A później przychodzi życie. Przychodzisz do pracy, a twoją szefową jest kobieta. – Bez wątpienia taka rywalizacja występuje i nie chodzi tu moim zdaniem o pełnioną funkcję. Bardziej wskazywałabym na potrzebę dowartościowania się kosztem innej osoby. Uważam, że ta rywalizacja jest często podświadoma. Ukrywamy pewne przekazy w zdaniach i często możemy sobie z tego nie zdawać sprawy – oceniła Iga z Warszawy. W firmie, w której pracuje, prezeską jest kobieta.
Na ładne oczy nie przejdzie
Może kwestią niechęci kobiet wobec siebie, jest fakt, że nic na „ładne oczy” nie przejdzie. Kobiety wymagają od siebie nawzajem bardzo dużo. Ciągle wydaje nam się, że z mężczyzną da się coś ugrać uśmiechem i zalotnym spojrzeniem. Jak powiedziała nam jedna z rozmówczyń – Często wykorzystuję swój urok i proszę informatyków o coś skomplikowanego, nawet jak nie mają czasu. Robię to świadomie i wiem, że na kobietach takie coś by nie przeszło. Młoda prawniczka dodała: Na kobiety nie działa niestety urok osobisty, który w drobnych sprawach ułatwia pracę z mężczyznami.
Główny argument, który pojawia się w rozmowach z kobietami jest jednak w kontrze do przytoczonych tu wzajemnych wymagań. Wciąż wydaje nam się, że kobiety są mniej konkretne. Bardziej przejmują się drobiazgami i mają swoje „humorki”. – Wolę pracować z facetami, szybciej łapię z nimi kontakt. Uważam, że podchodzą luźniej do pracy, można z nimi pożartować – ocenia 25-latka z Warszawy. – Mężczyźni są co do zasady bardziej konkretni – dodaje jej rówieśniczka.
Praca vs życie
Kolejną hipotezą jest nieumiejętność rozdzielania pracy zawodowej i życia osobistego. Jako że według badań, to kobiety wciąż wykonują o wiele więcej obowiązków domowych, niż mężczyźni, nic dziwnego, że mogą mieć trudność w rozdzieleniu tych dwóch sfer. Powinniśmy to szanować i jako kobiety, jeszcze lepiej rozumieć. Tymczasem wydaje się, że przez to mamy po prostu jeszcze większe pole do popisu.
Katarzyna
z Białegostoku

Nie mam reguły na to, z kim pracuje mi się lepiej. Być może po 20 czy 30 latach pracy będę mogła to określić. Do tej pory zdecydowanie lepiej układała mi się współpraca z mężczyznami. Kobiety w pracy rywalizują nie tylko na poziomie zawodowym, w grę wchodzi także pozycja społeczna, wygląd zewnętrzny i życie osobiste. Mam wrażenie, że w gronie mężczyzn jest podobnie, chociaż oni lepiej radzą sobie z podziałem na życie zawodowe i prywatne. U kobiet te sfery się przenikają.

Nie możemy znieść wzajemnych sukcesów. Kiedy na podobnym stanowisku to mężczyzna zbiera pochwały, jakoś umiemy to przełknąć. Inna kobieta? Jest trudno. – Nie jest tak, że nienawidzę innych kobiet. Ja po prostu im zazdroszczę. I czuję się z tego powodu okropnie. Powinnam cieszyć się, że dają sobie radę. Skręca mnie, kiedy którejś coś wychodzi lepiej niż mnie. Chcę rzucać im wtedy kłody pod nogi – tak czuje młoda warszawianka, której kariera dopiero co nabiera tempa. Jeśli nie zobaczy, że ma w innych kobietach wsparcie, być może sama, kiedy będzie już na szczycie, nie udzieli go dopiero co startującym, młodym pracowniczkom.
Drabina idzie ze mną
To już nie tylko szklany sufit i odgórne założenie, że kobiety wysoko nie zajdą. Zdarzają się jednostki, które odnoszą sukces. Na szczęście coraz częściej. Czy jednak zjawisko „podciągania drabiny” wciąż nie jest aktualne? Jeśli dojdę na szczyt, to innej kobiety już nie dopuszczę. Zabieram drabinę za sobą.
– Jak kobieta jest niepewna, niewykwalifikowana i wredna to będzie dla ciebie pozornie miła, a faktycznie ma cię za śmiecia. Będzie cię wykorzystywać, żeby nazbierać najwięcej punktów dla siebie, ale pod żadnym pozorem nie pozwoli ci wypłynąć – powiedziała nam pracownica jednej z korporacji, która miała do czynienia z kilkoma szefowymi. Optymistycznie na szczęście dodała: To wszystko zależy od osoby. Uważam, że teraz mam wsparcie i szefowa mnie w żaden sposób nie hamuje. Wręcz przeciwnie, jak wyjdzie coś nie tak, to stoi po mojej stronie i raczej mnie broni. Jest pewna siebie, już coś osiągnęła i miło jej patrzeć na młode ambitne dziewczyny.
Pozytywne przykłady
Są też inne przykłady zespołów, w których kobiety pracują razem znakomicie. Pytanie tylko, czy nie jest to kwestia odpowiedniego rozdzielenia obowiązków, a nie solidarnego wsparcia. Kiedy robimy coś zupełnie innego, okazuje się, że możemy się naprawdę dogadać. Kasia, pracuje w trzyosobowym zespole złożonym z samych kobiet. – Nie rywalizuję w pracy, bo każda z nas ma określone zadanie i projekty. Nie ma więc bicia się i przepychanek. Uzupełniamy się idealnie. Każda z nas jest najlepsza z czegoś innego. Sama miałam kilka wpadek i dziewczyny zawsze mnie broniły.
A miało być tak pięknie
Niby mamy się przyjaźnić i wspierać. Niby się nawet lubimy, bo w końcu fajnie czasami poplotkować na „babskie tematy” – o ciuszkach, o dzieciach, o gwiazdach. Za chwilę okazuje się jednak, że oceniamy siebie jako mniej konkretne i humorzaste. Jak mamy ważną sprawę, wolimy gadać z facetem, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie ufamy własnym umiejętnościom, a ogólnospołeczna atmosfera nam tego nie ułatwia. Z badań CBOS sprzed dwóch lat wynika, że tylko 9% badanych chciałoby, aby ich szefem była kobieta. W 1992 roku było to 13% ankietowanych. Strach się pytać, ale może warto: jak żyć?!

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl