Praca zdalna jest dobrym rozwiązaniem?
Praca zdalna jest dobrym rozwiązaniem? fot. Pixabay.com

Praca zdalna to synonim wolności. Wstajesz, kiedy chcesz, robisz to, co trzeba w swoim tempie, nikt nie suszy ci głowy ani nie pośpiesza. Żyjesz pełnią życia, nieograniczony godzinami 9.00 – 17.00. Idealnie? Nie, bo praca zdalna nie zawsze jest bardziej efektywna niż ta w tłumie.

REKLAMA
Freelancer, brzmi dumnie?
Freelancerów przybywa. Najczęściej zostają nimi: programiści, informatycy, tłumacze i copywirterzy. Wśród nich znajdą się też PR-owcy, konsultanci, handlowcy, artyści i dziennikarze. Wybierają pracę z dala od biura, bo tak im wygodniej. Czasem bardziej ekonomicznie, mniej sztampowo.
Pracowałem zdalnie przez 2 miesiące – opowiada Kuba, kolega po fachu. – To była redakcja małego warszawskiego dwutygodnika. Tygodniowo pisał 4 teksty. U mnie było podobnie. Zamiast na dojazd do biura, czas poświęcałam dogłębnemu researchowi. Mogłam dopieszczać dzieła i z czystym sumieniem wysyłać je redaktor naczelnej. Nie musiałem ruszać się z łóżka, chociaż zdarzało mi się potraktować pobliską kawiarnię jak biuro.
Ale ta wygoda i samodzielność coraz bardziej dawała mi się we znaki. Z szefową relacja układała się aż za dobrze. Wysyłałam artykuły, a ona odpowiadała: Dzięki. Żadnych uwag i komentarzy. W pewnym momencie zaczęło mnie to uwierać. Wolałabym usłyszeć, co robię źle.
Pracodawców lub zleceniodawców nie interesuje, gdzie jesteś, jeżeli szanujesz deadline. – Trzeba mieć tylko dużo silnej woli i chyba być ogarniętym życiowo – mówi Magda, pracownica agencji reklamowej. Potwierdza to Kuba: Bywało różnie. Tzn. oddawałem zawsze teksty na czas, ale mogąc pisać je w domu oczywiście zawsze coś było ważniejsze niż praca.
logo
Jak wygląda praca freelancera? fot. Shutterstock
Sam sobie sterem
Chłopak przyznaje, że zdarzało mu się pisać kilka tekstów na ostatnią chwilę. Robiłam tak samo – potrafiłam w 20 minut stworzyć artykuł na 5000 znaków i to jeszcze z kilkoma wypowiedziami. Jeśli jednak nie dostawałam wiadomości zwrotnej, miałam wrażenie, że nie istnieję. – W pewnym momencie możesz stać się niezłym odludkiem – dodaje Magda.
Kolejny minus? Motywacja, a raczej jej brak. Narzucenie sobie dyscypliny bywa trudne. W biurze nie ma takiego problemu, kolega siedzący obok narzuca tempo, zagada. – Chciałabym się czasem do kogoś odezwać – powiedziała mi Ewa, koleżanka – freelancerka. – Niekoniecznie fajnie jest nie spotykać się z ludźmi.
Piotr, wydawca dużego portalu zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt, który nie do końca spodoba się pracownikom – raczej pracodawcom. Uważa, że wymiana energii jest niezbędna, a współpraca mobilizująca. Jeśli nie ma stresu, przestaje się być efektywnym.
Piotr, wydawca

Wiele osób pyta mnie, po co nam w ogóle redakcja. Przecież do pisania jest niepotrzebne biuro, każdy może siedzieć w domu. Ale w przypadku redakcji to nie działa. Liczy się czas, którego nie można tracić na dogadywanie się,dzwonienie, pisanie. to są sekundy. W domu każdy robi to na zwolnionych obrotach. Skoczy po coś do sklepu, ugotuje obiad, pogada przez telefon. Tego nie da robić się w biurze.

Plusy dodatnie i plusy ujemne
Istnieje jeszcze wspomniane niebezpieczeństwo alienacji społecznej i wymieszania życia prywatnego z zawodowym. Jedno miejsce do pracy i odpoczynku? Niekoniecznie. Według portalu GoWork.pl, stołeczny freelancer może liczyć na zarobki powyżej 100% średniej krajowej. Dostaje też coraz więcej zleceń, a pracodawcy darzą go większym zaufaniem niż etatowego pracownika.
Trudno spodziewać się, żeby freelancerzy zaczęli masowo wracać do biur. Dla wielu to styl życia. z którego tak łatwo nie zrezygnują. Ewa, która od lat jest wolnym strzelcem chwali taką formę zatrudnienia, choć przyznaje, że czasem ją uwiera– Lubię wtedy pojechać do siedziby firmy, z którą współpracuję – mówi. – Wystarczy kilka godzin i czuję się zupełnie inaczej.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl