
Praca zdalna to synonim wolności. Wstajesz, kiedy chcesz, robisz to, co trzeba w swoim tempie, nikt nie suszy ci głowy ani nie pośpiesza. Żyjesz pełnią życia, nieograniczony godzinami 9.00 – 17.00. Idealnie? Nie, bo praca zdalna nie zawsze jest bardziej efektywna niż ta w tłumie.
Freelancer, brzmi dumnie? Freelancerów przybywa. Najczęściej zostają nimi: programiści, informatycy, tłumacze i copywirterzy. Wśród nich znajdą się też PR-owcy, konsultanci, handlowcy, artyści i dziennikarze. Wybierają pracę z dala od biura, bo tak im wygodniej. Czasem bardziej ekonomicznie, mniej sztampowo.
Pracowałem zdalnie przez 2 miesiące – opowiada Kuba, kolega po fachu. – To była redakcja małego warszawskiego dwutygodnika. Tygodniowo pisał 4 teksty. U mnie było podobnie. Zamiast na dojazd do biura, czas poświęcałam dogłębnemu researchowi. Mogłam dopieszczać dzieła i z czystym sumieniem wysyłać je redaktor naczelnej. Nie musiałem ruszać się z łóżka, chociaż zdarzało mi się potraktować pobliską kawiarnię jak biuro.
Ale ta wygoda i samodzielność coraz bardziej dawała mi się we znaki. Z szefową relacja układała się aż za dobrze. Wysyłałam artykuły, a ona odpowiadała: Dzięki. Żadnych uwag i komentarzy. W pewnym momencie zaczęło mnie to uwierać. Wolałabym usłyszeć, co robię źle.
Pracodawców lub zleceniodawców nie interesuje, gdzie jesteś, jeżeli szanujesz deadline. – Trzeba mieć tylko dużo silnej woli i chyba być ogarniętym życiowo – mówi Magda, pracownica agencji reklamowej. Potwierdza to Kuba: Bywało różnie. Tzn. oddawałem zawsze teksty na czas, ale mogąc pisać je w domu oczywiście zawsze coś było ważniejsze niż praca.

Sam sobie sterem Chłopak przyznaje, że zdarzało mu się pisać kilka tekstów na ostatnią chwilę. Robiłam tak samo – potrafiłam w 20 minut stworzyć artykuł na 5000 znaków i to jeszcze z kilkoma wypowiedziami. Jeśli jednak nie dostawałam wiadomości zwrotnej, miałam wrażenie, że nie istnieję. – W pewnym momencie możesz stać się niezłym odludkiem – dodaje Magda.
Kolejny minus? Motywacja, a raczej jej brak. Narzucenie sobie dyscypliny bywa trudne. W biurze nie ma takiego problemu, kolega siedzący obok narzuca tempo, zagada. – Chciałabym się czasem do kogoś odezwać – powiedziała mi Ewa, koleżanka – freelancerka. – Niekoniecznie fajnie jest nie spotykać się z ludźmi.
Piotr, wydawca dużego portalu zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt, który nie do końca spodoba się pracownikom – raczej pracodawcom. Uważa, że wymiana energii jest niezbędna, a współpraca mobilizująca. Jeśli nie ma stresu, przestaje się być efektywnym.
Piotr, wydawca
Plusy dodatnie i plusy ujemne Istnieje jeszcze wspomniane niebezpieczeństwo alienacji społecznej i wymieszania życia prywatnego z zawodowym. Jedno miejsce do pracy i odpoczynku? Niekoniecznie. Według portalu GoWork.pl, stołeczny freelancer może liczyć na zarobki powyżej 100% średniej krajowej. Dostaje też coraz więcej zleceń, a pracodawcy darzą go większym zaufaniem niż etatowego pracownika.
Trudno spodziewać się, żeby freelancerzy zaczęli masowo wracać do biur. Dla wielu to styl życia. z którego tak łatwo nie zrezygnują. Ewa, która od lat jest wolnym strzelcem chwali taką formę zatrudnienia, choć przyznaje, że czasem ją uwiera– Lubię wtedy pojechać do siedziby firmy, z którą współpracuję – mówi. – Wystarczy kilka godzin i czuję się zupełnie inaczej.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
