Policjant powiedział w sądzie, że drogówka popełniła błąd. Teraz przełożeni chcą go zwolnić.
Policjant powiedział w sądzie, że drogówka popełniła błąd. Teraz przełożeni chcą go zwolnić. Fot. Jarosław Kubalski/AG

Ten policjant stanął w obronie kierowcy i wpadł przez to w poważne tarapaty. Stwierdził, że jego koledzy z drogówki popełnili błąd i niesłusznie wlepili mandat. – Policjanci stali w miejscu do tego nieprzeznaczonym, czyli pod liniami wysokiego napięcia – stwierdził asp. sztab. Roman Kapelańczyk.

REKLAMA
Kierowca, który dostał mandat, nie chciał go przyjąć i podważył jego zasadność. Dowodził, że radar "Iskra" nieprawidłowo zmierzył prędkość, z jaką poruszał się jego samochód. Tym sposobem sprawa trafiła do sądu, gdzie z ramienia policji na sali rozpraw pojawił się asp. sztab. Kapelańczyk.
Policjant nie kierował się zawodową solidarnością i przyznał rację kierowcy, uznając, że pomiary radaru mogły być zakłócone przez linie wysokiego napięcia. Na dowód swojej teorii przyniósł do sądu instrukcję obsługi "Iskry", w której czytamy, że sąsiedztwo linii energetycznych może prowadzić do zaburzonej pracy radaru. Sąd docenił postawę funkcjonariusza, czego nie można powiedzieć o przełożonych policjanta.
W sprawie Kapelańczyka przełożeni wkrótce po jego oświadczeniu w sądzie wszczęli postępowanie dyscyplinarne. – Ten policjant nie może bez wnikliwego zbadania sprawy składać takich oświadczeń w sądzie, nikogo o tym nie informując - powiedział dziennikarzom TVN24 mł. ins. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Asp. sztab. Kapelańczykowi grozi utrata posady na trzy i pół miesiąca przed emeryturą.
Źródło: TVN24