
Można by myśleć, że rosyjskie państwo dba o swoje bezpieczeństwo. Albo przynajmniej zachowuje pozory. Okazuje się jednak, że obywateli pilnują specjalne do tego oddelegowane … kukły.
REKLAMA
Sprawa wyszła na jaw, jak to zwykle bywa, przypadkiem. Taki mały wypadek przy pracy – lokalni dziennikarze zostali zaproszeni do podziwiania postępów budowy mostu Tongjiang. Konstrukcja jest wynikiem współpracy potężnych sąsiadów i ma je symbolicznie połączyć.
Prace budowlane nie należą jednak najwyraźniej do specjalnie fascynujących dla oka. Takim jest jednak to, co dzieje się lub w tym wypadku nie bardzo, tuż obok. Jeden z reporterów zdziwił się, że na stojącej wieży granicznej po rosyjskiej stronie, zamiast spodziewanego i aktywnego strażnika „pracują” szmaciane kukły.
Widok? Bezcenny. Może takie posunięcie wynika z ogromnego zaufania? Nie ma sensu pilnować czegoś, co ma zadatki na to, by stać się kością niezgody przyjaciół. Jak się okazuje, podobna sytuacja miała już miejsce w 2012 roku, kiedy to rosyjskiemu aktorowi wymsknęła się wypowiedź, że widział "ogromną liczbę kukieł". Informacja szybko została zdementowana.
Źródło: en.people.cn
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
