Starszy pan zgubił samochód
Starszy pan zgubił samochód fot. Shutterstock

Norweski emeryt w drodze z Sandefjord do Andory zgubił swój samochód. Dzięki ludzkiej życzliwości i pomocy lokalnej prasy po trzech tygodniach odnalazł zgubę.

REKLAMA
Pomocne dłonie
Siedemdziesięcioośmioletni Norweg Björn Brandvold jechał z rodzinnego Sandefjord do Andory, gdzie obecnie mieszka. W Hanowerze postanowił wypłacić w banku trochę gotówki. Kiedy w pierwszej placówce odesłano go z kwitkiem, ruszył pieszo w poszukiwaniu innej. W końcu udało mu się wybrać z konta odpowiednią sumę. Kiedy wyszedł z banku, uświadomił sobie, że nie pamięta, gdzie zostawił samochód. Nazwę ulicy, na której zaparkował, zapisał na kartce, a ta gdzieś mu się zapodziała.
Emeryt udał się na posterunek policji, gdzie potraktowano jego sprawę poważnie. Policjanci przez wiele godzin jeździli z nim po mieście, jednak bez skutku. Sfrustrowanego Brandvolda krążącego po okolicy dostrzegła Gertrud Kreuter, siedemdziesięciotrzyletnia mieszkanka Hanoweru. Postanowiła mu pomóc.
Kiedy nie udało im się odnaleźć zguby, kobieta zaprosiła emeryta do siebie. Spędził u niej najbliższe trzy tygodnie – opisuje norweski portal „The Local”. Starsi państwo zwrócili się o pomoc do lokalnej prasy. „Hannoverische Allgemeine Zeituing” opublikował apel do mieszkańców, by poszukali auta z zagraniczną rejestracją. Hanowerczycy postawili sobie za punkt honoru odnaleźć własność Norwega i chętnie dzielili informacjami o jego perypetiach.
Wszyscy kochają szczęśliwe zakończenia
Po trzech tygodniach do redakcji gazety zgłosiła się kobieta, która zauważyła samochód zaparkowany w jej okolicy. Okazało się, że znajdował się w dużej odległości od miejsca, w którym Björn prowadził poszukiwania. – Nie miałem pojęcia, że tamtego wieczoru zawędrowałem aż tak daleko – powiedział Norweg dziennikarzom tabloidu „Bild”.
Historia emeryta, którego w trudnej sytuacji i obcym kraju spotkało wiele życzliwości od nieznajomych, wzbudziła zainteresowanie w niemieckich i norweskich mediach. Czytelnikom podoba się jej ludzki wymiar i szczęśliwe zakończenie. – To było bardzo specyficzne doświadczenie – powiedział Brandvold norweskiemu dziennikowi „Dagbladet”. – Przez ostatnie dni występowałem w telewizji, radio, w sumie wszędzie. 25 sierpnia emeryt ruszył wreszcie w dalszą drogę do Andory.