Tymczasowa metropolia na środku pustyni, czyli festiwal Płonącego Człowieka

Zdjęcie płonącej kuły z ostatniego dnia festiwalu
Zdjęcie płonącej kuły z ostatniego dnia festiwalu Fot. Aaron Logan/ Flickr tinyurl.com/pk4ltzs / CC-BY tinyurl.com/24xvum
Festiwal Płonącego Człowieka to niesamowite i unikatowe na skalę światową wydarzenie artystyczne, odbywające się rokrocznie właściwie pośrodku niczego, czyli na pustyni Black Rock w amerykańskim stanie Nevada. I co najważniejsze, każdego roku gromadzi ono tłumy osób, idące w dziesiątki tysięcy.


Wydarzenie rozpoczyna się każdego roku w ostatni poniedziałek sierpnia i trwa 8 dni, a swoją nazwę czerpie od rytualnego spalenia ogromnej, kilkunastometrowej drewnianej kukły, które ma miejsce ostatniego dnia, na zakończenie festiwalu. Jednak tak naprawdę spalenie kukły to tylko spektakularny zwyczaj, pewnego rodzaju wyróżnik na tle innych tego typu imprez, nie zaś kwintesencja całego wydarzenia. Chodzi w nim bowiem zgoła o co innego.
„Burning Man to społeczność ludzi zainspirowanych wartościami, które odzwierciedla 10 Zasad (swoisty Dekalog festiwalu – red.) oraz zjednoczonych w pogoni za bardziej kreatywną i związaną egzystencją w świecie. Każdego roku staramy się zbudować miasto Black Rock, dom największego corocznego zgromadzenia Płonącego Człowieka, i pielęgnować charakterystyczną kulturę, wyłaniającą się z tego doświadczenia.” - czytam na stronie wydarzenia.
I faktycznie – klimat festiwalu wydaje się być niepowtarzalny i unikatowy, choćby ze względu na wspomniane 10 Zasad, których jest on odzwierciedleniem. A najważniejsze reguły to: radykalna otwartość (może w nim wziąć udział każdy), brak jakichkolwiek sponsorów – swoista dekomercjalizacja; radykalna samodzielność i radykalna możliwość auto-ekspresji; bezpośredniość i brak wszelkich barier, a także otwartość na interakcję i współpracę z innymi uczestnikami festiwalu. Po prostu całkowita wolność (właśnie dlatego impreza ta, jest często nazywana Festiwalem Wolności).
I to właśnie w głównej mierze na samych jego uczestnikach, wcielających w życie powyższe zasady, opiera się cała specyfika festiwalu. To oni tworzą cały jego niepowtarzalny klimat. Uczestnicy bowiem, ustawiając pośrodku pustyni najbardziej niesamowite instalacje artystyczne, zakładając na siebie najdziwniejsze stroje, czy poruszając się przeróżnymi i najbardziej wymyślnymi środkami lokomocji, tworzą swojego rodzaju kilkudniowy parateatralny spektakl, w którym granice i podziały znane z klasycznego teatru rozmywają się, mieszają albo znikają zupełnie.


Nieprzypadkowo zatem kształt terenu festiwalu obserwowany z satelity przypomina niedomknięty okrąg znany z greckich teatrów, z czymś na kształt sceny pośrodku. Zresztą same stroje i instalacje bardzo często nawiązują do baśni, mitologii i tradycji religijnych właśnie.

Co bardzo ciekawe festiwal jest także jednocześnie metaforą i przeciwieństwem współczesnego świata. Z jednej strony bowiem wszystkie dzieła sztuki i instalacje, zostają ostatniego dnia spalone wraz z kukłą (przypomina to o kruchości i ulotności świata), z drugiej zaś nie znajdziemy na nim żadnych barów, foodtrucków, lokali sponsorskich, samych sponsorów w ogóle, czy nawet samych mediów, co z kolei jest kontrą do konsumpcyjnego stylu życia. Uczestnicy są podczas festiwalu zdani sami na siebie.
Festiwal Płonącego człowieka organizowany jest od 1986 roku, a jego założycielem jest Larry Harvey. W tym roku 31 sierpnia rozpoczęła się jego dwudziesta dziewiąta edycja.

Napisz do autora: jakub.rusak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...