
W Stanach Zjednoczonych głośno zrobiło się o 51-letniej kobiecie, która dzięki metodzie in vitro urodziła własną wnuczkę. Sherri Dickson pomogła w ten sposób swojej córce i jej mężowi. Ze względów zdrowotnych córka 51-latki nie mogła sama skorzystać z zapłodnienia pozaustrojowego.
REKLAMA
Po wzięciu ślubu Mandy Stephens, która obecnie ma 32 lata, oraz jej mąż Jamie starali się bezskutecznie o dziecko. Małżonkowie zgłosili się w końcu do lekarza, a później zdecydowali na metodę in vitro. Mandy zaszła w ciążę, ale jej syn urodził się zbyt wcześnie i zmarł niedługo po przyjściu na świat.
Lekarze stwierdzili, że kolejna ciąża może zakończyć się w podobny sposób, dlatego państwo Stephens zaczęli rozważać adopcję lub skorzystanie z usług tzw. matki zastępczej (surogatki). Ostatecznie zdecydowali się na surogatkę. Chętnej kobiety nie szukali długo.
– Zdecydowałam, że jeśli potrzebowaliby kogoś, kto będzie nosił ich dziecko, to się zgłoszę – powiedziała Sherri Dickson, matka Mandy, stacji ABC News. Jej kandydatura została zaakceptowana, choć taki wybór oznaczał spore ryzyko. Wiązało się ono z wiekiem Dickson oraz zdiagnozowanym u niej stwardnieniem rozsianym.
Pomimo tego ryzyka procedura in vitro oraz ciąża przebiegły prawidłowo. 51-latka, matka trojga dorosłych dzieci, urodziła własną wnuczkę. Przed i w trakcie ciąży choroba Dickson znajdowała się w fazie remisji. Eksperci, z którymi rozmawiali reporterzy ABC News, uważają, że zmiany, jakie zaszły podczas ciąży w układzie odpornościowym, mogą pomóc w utrzymaniu remisji.
– Tydzień przed porodem grałam w tenisa i ćwiczyłam z moim trenerem. Poród w wieku 51 lat był jednak trudniejszy niż poród w wieku 33 lat, gdy urodziłam moje ostatnie dziecko – powiedziała Dickson.
źródło: ABC News
źródło: ABC News
