Prezydent Duda razem z szefem "Solidarności" Piotrem Dudą podczas koncerty na 35-lecie powstania związków zawodowych.
Prezydent Duda razem z szefem "Solidarności" Piotrem Dudą podczas koncerty na 35-lecie powstania związków zawodowych. Fot. Rafal Malko/AG

Prezydent Andrzej Duda pojawił się w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie odbywają się obchody 35. rocznicy podpisania Porozumienia Jastrzębskiego. Po raz kolejny na przestrzeni ostatnich dni swoim przemówieniem udowodnił, jak ważny jest dla niego sojusz z Piotrem Dudą, szefem "Solidarności". – Nigdy nie zgodzę się z tymi, którzy mówią, że związki niszczą polską gospodarkę i to tylko przywileje – mówił.

REKLAMA
Podczas przemówienia prezydent podkreślił, że to m.in. dzięki tej grupie mógł po wyborach wprowadzić się do Pałacu Prezydenckiego. – Zostałem prezydentem dzięki waszym głosom i nie wycofuję się z żadnego zobowiązania – mówił. Szef państwa zaznaczył, że związki zawodowe i ich szef mają prawo zwracać uwagę rządzącym i że właśnie ten rodzaj czujności jest szczególnie pożądany.
– Mówiłem już w Szczecinie zwracając się do przewodniczącego (Piotra Dudy – red.), że największy związek zawodowy w Polsce ma prawo napominać rządzących wtedy, kiedy widzą, że w kraju źle się dzieje, kiedy widzą, że prawa pracownicze nie są szanowane – mówił.
Prezydent po raz kolejny zaakcentował istotną rolę "Solidarności" i stwierdził, że związkowcy są często niesłusznie oceniani jako ci, którzy mają wobec państwa roszczeniową postawę. – Nigdy nie zgodzę się z tymi, którzy mówią, że związki niszczą polską gospodarkę i to tylko przywileje.
Szef "Solidarności" i obecny prezydent od kampanii prezydenckiej są bliskimi sojusznikami. Przewodniczący związków poparł wówczas konkurenta Bronisława Komorowskiego w zamian za dopełnienie warunków umowy programowej. Prezydent Duda zobowiązał się wtedy m.in do obniżenia wieku emerytalnego i powiązania uprawnień emerytalnych ze stażem pracy, przywrócenia odpowiedzialności państwa za zdrowie obywateli, a także do zapewnienia wzrostu minimalnej płacy do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia i wyeliminowania tzw. "śmieciówek". Na razie szef "Solidarności" najwyraźniej nie traci nadziei na realizację swoich postulatów przez prezydenta.