Nowy spot Beaty Szydło. Gra na emocjach Polaków i znów manipulacje statystykami dotyczącymi głodu u dzieci

Fragment nowego spotu wyborczego Beaty Szydło. "Dzieci to nie koszt, to inwestycja"
Fragment nowego spotu wyborczego Beaty Szydło. "Dzieci to nie koszt, to inwestycja" Nowy spot wyborczy Beaty Szydło/ Prawo i Sprawiedliwość/YT
W internecie pojawił się nowy spot wyborczy Beaty Szydło. Nosi tytuł: „Dzieci to nie koszt, to inwestycja”. W nagraniu kandydatka Prawa i Sprawiedliwości po raz kolejny wykorzystuje argument „głodnych i niedożywionych dzieci”. Tymczasem wygląda to na kolejną grę na emocjach wyborców.


Spot rozpoczyna się słynnym wystąpieniem premier Ewy Kopacz, w którym szefowa rządu mówi o tym, że głód pośród polskich dzieci jest elementem rosyjskiej propagandy: „Dzisiaj, kiedy ktoś mówi o tym, że w Polsce dzieci głodują, to daje argument naszym niekoniecznie przyjaciołom, którzy w tej rosyjskiej propagandzie wykorzystują to przeciw Polsce. Czy to jest obywatelska i patriotyczna postawa?”

Wypowiedź ta przerywana jest krótkimi migawkami, pokazującymi różne osoby wypowiadające się na temat niedożywionych dzieci. Z jednej strony wstawki przedstawiają posła Niesiołowskiego, mówiącego o sławetnym szczawiu, posłankę Piterę twierdzącą, że pytanie dziecka o to czy zjadło śniadanie jest „głupie” oraz Donalda Tuska, który twierdzi, że w Polsce „żadne dziecko nie chodzi głodne”. Z drugiej zaś migawki pokazują rzecznika prasowego Głównego Urzędu Statystycznego, który mówi o tym, że 900 tys. dzieci żyje w skrajnym ubóstwie.
Po tym fragmencie, dokładnie w połowie, następuje wyraźne oddzielenie drugiej części spotu i przedstawienie w świetlistych barwach wizji Beaty Szydło. Kandydatka PiS opowiada o swojej nowej ustawie, pozwalającej na to, by polskie rodziny dostawały 500 złotych miesięczne na dziecko, o konieczności powrotu do szkół lekarzy oraz dentystów, oraz o tym, że w szkołach wszyscy uczniowie dostaną posiłek (prawdopodobnie sfinansowany przez państwo). Spot kończy się słowami: „Bo żadne dziecko w Polsce nie może być głodne”.
Tak pokrótce prezentuje się spot Beaty Szydło. Jest to jednak, jak wspomniałem na początku, kolejna gra na emocjach wyborców poprzez przeinaczone statystyki. Warto bowiem pamiętać, że „skrajne ubóstwo" nie zawsze oznacza głód. Podobnie sprawa się ma z wyrażeniem „głodne dzieci”. Hasło to jest dużym uproszczeniem, które nie oddaje całej prawdy; jest natomiast bardzo nośne politycznie i funkcjonuje jako pewnego rodzaju skrót myślowy. I nadaje się idealnie do oddziaływania na emocje widzów.

Wszystkie błędy i manipulacje polityków dotyczące „głodujących dzieci”, szerzej opisał w naTemat Michał Gąsior.

Napisz do autora: jakub.rusak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...