Byliśmy na Dniu Ogórka. Myślisz, że wiejskie imprezy to obciach? Jesteś w dużym błędzie!

Ogólnopolski Dzień Ogórka w Kruszewie to jedna z lepszych imprez tego sezonu.
Ogólnopolski Dzień Ogórka w Kruszewie to jedna z lepszych imprez tego sezonu. Fot. naTemat.pl
Targi śniadaniowe, eko spotkania na trawie w centrum Warszawy, czy warzywa „prosto od rolnika”? Postanowiliśmy ruszyć na wschód i sprawdzić co czeka nas na XVI Ogólnopolskim Dniu Ogórka w Kruszewie. To jest prawdziwa atrakcja. Zero udawania. Myślisz, że to obciach i typowo „wiejska zabawa”? Dzień Ogórka to jedno z lepszych wydarzeń, na jakie trafiliśmy w tym roku.


Tłumy ciągną z każdej strony
Impreza rozpoczęła się od polowej mszy świętej. Ksiądz na scenie, ławki na trawce. Na luzie, ale z należytą powagą. Po mszy odbyło się oficjalne otwarcie, w którym uczestniczyli miejscowi politycy, działacze i inne ważne osobistości z okolic – Jak sama nazwa wskazuje, tematyka święta obraca się wokół ogórka. Okolice Kruszewa słyną z upraw tego warzywa oraz z tajnych przepisów jego przetwórstwa – Piękny wstęp zrobił prowadzący imprezę, a chwilę później na scenie zaczęły pojawiać się miejscowe zespoły. Przed nami było jeszcze ładnych kilka godzin zabawy. Co zaskoczyło? Tłumy, które od samego początku opanowały Kruszewo.
Kruszewo jest małą miejscowością niedaleko Białegostoku. Jadąc na Dzień Ogórka, praktycznie od samego wyjazdu z miasta, był sznur samochodów. Korek do wjazdu na parking był porównywalny do tego, który widzimy w godzinach szczytu na Marszałkowskiej. Samochodów było pełno zarówno na parkingach właśnie, jak i na poboczach. Rodziny z dziećmi, starsi i młodzi ludzie. Pełno lokalnych (i nie tylko) mediów, ważne osobistości z regionu. Cały przekrój społeczeństwa. Impreza przyciągnęła zdecydowanie więcej gości, niż niejedno kulturalne wydarzenie w stolicy.
Smakołyki, jakich w mieście nie uraczysz
Prowadzący dzień ogórka

Podczas festynu można spróbować nowych smaków ogórka, dowiedzieć się co nieco na temat jego rodzajów i uprawy, a przy tym dobrze się bawić. Festynowi towarzyszą stoiska z wyrobami ludowymi i produktami regionalnymi. Uczestnicy mogą zakupić swojskie wędliny, chleb, ser, kapustę, miód i oczywiście ogórki pod każdą postacią. Warto jest być na takiej imprezie chociażby po to, aby oddać się degustacji produktów lokalnych.

Co przede wszystkim? Przepyszne jedzenie. Stoiska, których było kilkadziesiąt, świeciły najpiękniejszymi potrawami z regionu. Oczywiście kluczowy był ogórek. Kiszone, świeże, korniszony. Do wyboru do koloru. Obok kiszona kapusta i najróżniejsze świeżo wypiekane chleby. Wzrok przyciągały kanapki z chleba na zakwasie, ze świeżym smalczykiem, ogórkiem kiszonym i krojoną w półksiężyce, czerwoną cebulą. Kolory równie mocne, jak smaki. Obok stoiska z przeróżnymi mięsami. Prócz tego kaszanka, kiszka i babka ziemniaczana. To wszystko w otoczce zapachu wędzonej kiełbasy. Dla mięsożerców nie mogło też zabraknąć grochówki z polowego gara.
Miłośnicy słodkości też mogli znaleźć coś dla siebie. Przede wszystkim lokalne przysmaki. Ręcznie pieczone ciasta, przez przedsiębiorcze starsze panie z okolic. Obok regionalny przysmak - sękacz. Ciasto, które pieczone jest tradycyjnie nad otwartym ogniem, na obracającym się ruszcie. Podobny specjał, ale w mniejszym wydaniu, to ciacho z ognia. Jak głosił opis: „ciasto kominkowe nawijane na drewniane wałki i wypiekane na żywym ogniu. Historia technologii i receptury sięga 1680 roku.”
Dla miłośników specjałów regionalnych, również kuchnia tatarska. Kibiny, pieczone pierogi z mięsem, kapustą i cebulą. Czebureki, czyli pierogi z mięsem, albo na słodko z serem, z jabłkami. Pierekaczewniki, przyrządzone z ciasta makaronowego, wypełnione serem i rodzynkami, z jabłkami lub w wersji wytrawnej – serem i pietruszką, ze szpinakiem, z mięsem, czy warzywami.
Nie mogło też zabraknąć lokalnych miodów. Wersja na ostro z imbirem. Dla miłośników słodyczy miód z czekoladą. Piękna kompozycja miodu z płatkami dzikiej róży. Czy też z dodatkiem cynamonu. Nie dało się przejść obojętnie. Podobnie, jak obok stoiska z przetworów z mleka koziego. W buteleczkach stojących nieopodal błyszczały naturalne syropy. Każdy leczy co innego. Niektóre łagodzą kaszel, inne bóle głowy.
Urszula
przyjechała na festyn z Białegostoku

Kupiłam dzisiaj sękacz, miód z imbirem, kiszoną kapustę, ogórki, smalec, pierekaczewniki i bułeczkę z rusztu z cynamonem. Spore zakupy, ale warto. Wszystko wygląda tu przepięknie, aż ślinka cieknie. W mieście trudno jest dostać takie jedzenie świeże i ze sprawdzonych źródeł.

Świecidełka, łyżki, zabawki
Nie brakowało też straganów, które przede wszystkim kojarzą nam się z „wiejską” zabawą. Zabawki, biżuteria, kapelusze i inne nikomu niepotrzebne sprzęty, które pomimo wszystko wzbudzają w nas taką radość. Wiatraczki, balony, pierścionki. Wszystko, jak należy. Obok rzecz jasna rękodzieła. Drewniane łyżki, łyżeczki, miseczki i wikliniane kosze. Lokalni twórcy nie próżnują.
Kultura górą
Co ważne, tego typu imprezy nie skupiają się tylko i wyłącznie na konsumpcji. Są znakomitą okazją do promocji lokalnych dokonań artystycznych. Zespół Narwianki, który wyszedł na scenę, jako pierwszy, obchodzi w tym roku swoje 30-lecie. To nie byle rocznica. Kilka pokoleń pań dumnie zaprezentowało się na scenie. Ubrane z regionalne stroje śpiewały piosenki, które pochodzą z okolic. Inny zespół folkowy, który pojawił się na scenie to Jesienny Liść. Większy i wydawać by się mogło, bardziej profesjonalny zespół. Równie piękne i kolorowe stroje. W Warszawie takie cuda tylko w Cepelii.
Do tego oczywiście konkursy! Rzut ogórkiem do beczki, czy też stworzenie z tego warzywa rzeźby zwierzaka, albo też podobizny znanej osoby. Jest to świetna inicjatywa, którą zapewne wcale nie jest łatwo kultywować. Wiele młodych ludzi z regionu wyjeżdża do miast. Kiedy zabraknie tego typu zespołów, kto przypomni nam o naszej kulturze? Kolorowej, bogatej, ponadczasowej.
Każdy region ma swoją piękną historię
Podobnie, jest to znakomita okazja do wspierania pamięci o historii regionu. Żyją jeszcze ludzie, którzy byli świadkami trudnych lat dla Polski. Jedną z takich osób jest pani Regina Krysiewicz. Urodziła się ona w Kruszewie, była żołnierzem Armii Krajowej i przymusowym robotnikiem. Pracowała w fabrykach niemieckich, a potem była przymusowo wcielona do batalionów roboczych Armii Czerwonej, gdzie jak się dowiedzieliśmy – Na mrozie i zimnie prała mundury rannych i zabitych żołnierzy sowieckich – Pani Regina otworzyła wystawę Stowarzyszenia Pamięć i Tożsamość Skała "Kruszewo przed laty". Jest to zbiór kilkudziesięciu zdjęć, jak powiedział organizator mocno ograniczony warunkami technicznymi. Przedstawiają one dzieje i ludzi, którzy przed laty służyli i mieszkali w okolicach Kruszewa.
Organizacja godna mistrzów
Cała impreza toczyła się wokół szkoły, która mieści się w przepięknym budynku ozdobionym kolumnami. Organizatorzy zadbali o miejsca parkingowe, scena i stragany były profesjonalnie przygotowane, widać było ochroniarzy. Obok straganów była też przestrzeń dla dzieci, z dmuchanym zamkiem i torem wyścigowym.


Można być pod wrażeniem organizacji całej imprezy. Wiele tego typu przedsięwzięć powinno brać przykład z Dni Ogórka. Fakt faktem, jest to już XVI edycja tego wydarzenia, które zyskało rozgłos nie tylko w okolicy. Organizatorzy mieli więc czas na naukę i doskonalenie imprezy. Wisienką na torcie jest chociażby zabytkowy „ogórek”. Autobus, który nawiązuje do imprezy nie tylko nazwą. Co więcej, nie był tylko eksponatem, ale można było się nim wybrać tego dnia na przejażdżkę. Atrakcja ze smakiem, która wzbudziła emocje w tych mniejszych, ale i tych nieco starszych.

"Miastowi" mogą zazdrościć
Niektórzy jadąc na „wiejską” imprezę nastawiają się, że będzie przaśnie i nie sprosta ona ich wymaganiom „wielkiego” świata. Duży błąd. Gdyby nie takie imprezy, wiele z naszej kultury by umarło. Na co dzień nie zdajemy sobie z tego spawy, ale trafiając pośród tłum ludzi, dla których jest to ważne wydarzenie, zdajesz sobie nagle sprawę, że to właśnie tam jest prawdziwe życie. W Warszawie, czy innych dużych miastach, często tylko tworzymy imitację „wiejskiego życia”. Warzywka od rolnika, sery prosto od kozy, naturalne miody. Takie modne, takie drogie, takie eko. A wystarczy tylko wyjechać za miasto. Wszystkie tego typu atrakcje zyskują nagle jeszcze więcej.
Urszula
z Białegostoku

Mam mieszane odczucia, jeśli chodzi o tego typu imprezy. Przyjechałam z Białegostoku z ciekawości. Nie wiedziałam, że będzie tu tyle ludzi. To mnie bardzo zdziwiło. Z jednej strony trochę śmieszą mnie występy tego typu i lokale klimaty. Z drugiej, myślę, że jest to świetna rozrywka dla ludzi, którzy mieszkają w okolicach. Jedzenie jest faktycznie pyszne, jest bardzo kolorowo, okolice są śliczne. Przyjemnie spędzona niedziela, to na pewno.

Jest czasami pociesznie, nie sposób nie zgodzić się z naszą rozmówczynią. Folkowe klimaty mają to do siebie, że wzbudzają różne emocje. Z jednej strony są tak nam dalekie, a z drugiej tak bliskie i po prostu „swojskie”. Jak powiedziała nam 25-letnia mieszkanka Warszawy – W życiu na czymś takim nie byłam i nie interesuje mnie wyjeżdżanie specjalnie na jakieś festyny.

Na pewno na Dniach Ogórka czas płynie inaczej, niż na wymuskanym targu śniadaniowym w Warszawie. Ale czy gorzej? Wręcz przeciwnie. Śmiało można przypuszczać, że za rok odbędzie się XVII edycja imprezy, a póki co – za kilka dni dożynki.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
#SkuteczniePosprzatane 0 0Znamy wyniki akcji #SkuteczniePosprzatane. Organizatorzy przygotowali ogromną niespodziankę
NSC 0 0National Sales Congress po raz trzeci na Narodowym. Motyw przewodni ma wiele wspólnego ze sportem
0 0Poważne oskarżenia Edyty Górniak. Wyjaśniła, czym były "podziękowania" Cleo
0 0Youtuber z kolegą nagrał jak jedzie 300 km/h i udawał, że to nie w Polsce. Szybko go namierzono
Reserved 0 0Top modelka w kampanii Reserved. Promuje kolejną odsłonę projektu ReDesign
Gutek 0 0Zachwyca się nim Tarantino. Oto 5 powodów, dla których trzeba zobaczyć najbardziej szalonego laureata Złotej Palmy