
Przyjęło się uważać, że imigranci zabierają pracę, zaniżają płace i generalnie mają negatywny wpływ na gospodarkę. Statystyki i doświadczenia, jak niemiecki i brytyjskie, mówią nieco co innego. Oto, co wiadomo na temat ekonomicznych korzyści z przyjmowania migrantów.
REKLAMA
Wysysają socjal? Mniej niż inni
W ubiegłym roku naukowcy z University College London opublikowali raport na temat tego, jak “spłacają się” imigranci w Wielkiej Brytanii. Wnioski są dość zaskakujące. Okazało się np., że ci, którzy przybyli między 2000 a 2011 rokiem (także spoza Europy) rzadziej korzystali z państwowych zasiłków niż Brytyjczycy i nie częściej niż “lokalsi” zamieszkiwali w domach pomocy.
Europejscy imigranci zaimponowali z kolei jako płatnicy podatków. W latach 1995-2011 wpłacili do budżetu więcej (pięć miliardów funtów) niż pobrali z tytułu "socjalu". Eksperci od migracji z Oxfordu stwierdzili zaś, że jeśli Brytyjczycy co roku przyjmowaliby 260 tys. imigrantów, pozwoliłoby to w ciągu 50 lat zredukować dług publiczny o połowę.
Tworzą miejsca pracy
Niektóre badania pokazują, że obecność imigrantów na rynku pracy powoduje, że powstają nowe stanowiska dla rodzimych mieszkańców. Do takiego wniosku doprowadziła naukowców analiza sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Eksperci z kilku uniwersytetów badając dane z okresu 1980-2000 wyliczyli, że każdy imigrant "tworzy" dokładnie 1,2 miejsca pracy. "1000 nowych imigrantów w USA to około 1200 nowych miejsc pracy" – można przeczytać w raporcie.
"Dowiedzieliśmy też, że obecność imigrantów powoduje podwyżkę płac na lokalnym rynku pracy. Ich obecność sprawia też, że do miejsca, gdzie pracuje, przyciągani są rodzimi pracownicy z innych regionów. Generalnie wygląda na to, że lokalni pracownicy czerpią korzyści z przybycia imigrantów – napisali autorzy badania.
Łatają emerytalną dziurę
Podejście Niemców do uchodźców (mogą przyjąć w tym roku nawet 800 tys. osób) jest równie ideologiczne, co pragmatyczne. Niemieckie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejącym i kurczącym się na świecie. Przy niskim współczynniku dzietności (w Polsce jest jeszcze gorzej!) ratunkiem staje się właśnie imigracja. Inaczej system emerytalny się załamie (w Polsce jeszcze szybciej!).
W "Deutsche Welle" cytowano szacunki, z których wynika, że niemiecka gospodarka potrzebuje około 1,5 miliona imigrantów, by system był stabilny. W tym sensie podstawowy zarzut w debacie o uchodźcach, mówiący o tym, że większość z nich to młodzi mężczyźni, staje się atutem. Właśnie osób w wieku 16-64 lata Niemcy potrzebują. Bo do 2060 roku co trzeci ich obywatel będzie miał więcej niż 65 lat.
Uchodźcy bardziej zmobilizowani i (często) wykwalifikowani
Nie ma badań dotyczących wykształcenia czy kwalifikacji zawodowych uchodźców, którzy teraz przybywają do Europy. Są tylko oceny i komentarze. A te, przynajmniej za naszą zachodnią granicą, nastrajają optymistycznie. – Uchodźcy to w dużej części młode i całkiem nieźle wykwalifikowane osoby – stwierdził ostatnio Ulrich Grill z Federalnego Związku Przemysłu (BDI).
Podobnie twierdzą niemieccy pracodawcy. W wielu miejscach już wzięli się do pracy i uruchamiają programy, by rekrutować pracowników wśród azylantów. Na przykład Izba Przemysłowo-Handlowa w Augsburgu powołała "doradcę międzykulturowego", który zajmie się tą kwestią. Dzięki takim ruchom od początku roku udało się zwerbować już 63 młodych migrantów do programu szkoleniowego. Niedługo zasilą rynek pracy.
Nie tylko oni. Przedstawiciele niemieckiego biznesu podkreślają, że uchodźcy są bardziej zmobilizowani w poszukiwaniu zatrudnienia i kompetencji niż imigranci zarobkowi. Oni po prostu muszą.
Widać więc, że wystarczy odejść od stereotypowego postrzegania uchodźcy jako bezrobotnego biedaka bez kwalifikacji, by z potencjalnego problemu zrobić korzyść. Polska może się na niemieckim przykładzie uczyć.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
