
Chodzi o bistronomię, czyli połączenie klasycznej restauracji, w której podaje się wykwintne jedzenie, z cenami i luzem właściwymi lokalom typu bistro. Mimo że nad Sekwaną ten trend króluje od lat, Polska dopiero przekonuje się do zjawiska.
REKLAMA
Krople rosy na kołderce z zielonego mchu. – Zęby bolą od samego spojrzenia na menu w niektórych warszawskich lokalach klasy „ą-ę”. Do zadań restauratorów nie należy wymyślanie wyszukanych nazw, tylko serwowanie wysokiej jakości posiłków – przyznaje w rozmowie z naTemat.pl Misia Zielińska, która wraz z synem Łukaszem prowadzi bistro „OSIEM i PÓŁ” na Kruczej. – I to w rozsądnych cenach. Nie znoszę nadętej atmosfery – dodaje.
Najdroższe danie w karcie „OSIEM i PÓŁ Bistro” kosztuje więc 55 zł. Jest nim stek z wołowiny black angus. Misia i jej syn Łukasz są dumni ze swojego „angusa”. Wszystko dlatego, że znalezienie zaufanej hodowli i mięsa najwyższej jakości to wyzwanie dla każdego ambitnego restauratora. Podobnie z pozostałymi produktami, z których przyrządzane są dania. Warzywa i owoce wędrują do bistro „OSIEM i PÓŁ” prosto z Hali Mirowskiej. – Prawdziwe wiejskie jaja wysyła z kolei z własnego gospodarstwa ciocia naszego kucharza – tłumaczy Misia Zielińska.
Utrzymanie przystępnych cen to nie lada wyzwanie, ponieważ na Kruczej zęby połamał niejeden restaurator. Jest to ulica, która słynie z jednych z najwyższych czynszów w Warszawie. W dodatku roi się tu od konkurencyjnych lokali. Jednak to, co inni postrzegają jako barierę dla swoich biznesów gastronomicznych, właściciele „OSIEM i PÓŁ Bistro” traktują jako zaletę. – Przecież im więcej restauracji dookoła, tym więcej ludzi – tłumaczy w rozmowie z naTemat.pl Misia Zielińska.
– Cieszymy się, że coraz więcej osób zaczyna przyzwyczajać się do myśli, że posiłek w eleganckim miejscu nie wiąże się z dużym wydatkiem – mówi Łukasz. Od dawna wiedzą to już Francuzi. To nad Sekwaną w latach 90-tych kilku utalentowanych kucharzy wypowiedziało wojnę nadętej atmosferze i astronomicznym cenom rodem z restauracji z gwiazdką Michelin. Rynek szybko podchwycił trend. – Teraz gdy odwiedzam Paryż, ciągle chwytam za aparat. Nie mogę powstrzymać się przed robieniem zdjęć pękającym w szwach lokalom z rodziny bistronomii – opowiada Misia.
„OSIEM i PÓŁ Bistro”, podobnie jak jej odpowiedniki w Paryżu, stawia na różnorodność. Menu zmienia się w zależności od pory roku. Do tego dochodzą rozmaite propozycje lunchowe czy też oferty kolacji. – Obecnie mamy wiele jesiennych propozycji – mówi Misia. Wśród nowości znajdziemy cielęcinę w sosie tuńczykowym, sałatę z avocado i rakami, kergulenę z patelni z masłem i świeżo tartym chrzanem oraz pierś z kurczaka kukurydzianego.
– Gdy układamy menu, przyświeca nam jedna myśl: jedzenie ma być tak dobre, jak w domu – mówi Misia. A w domu Zielińskich jadało się nie byle jak. Tata Ani, wybitny tłumacz literatury amerykańskiej, w wolnych chwilach polował. – W domu zawsze więc była świeża dziczyzna – tłumaczy restauratorka. Misia od maleńkości była oczarowana gotowaniem. Jej ulubioną lekturą była książka kucharska. Chłonęła jak gąbka kulinarne nauki udzielane przez mamę. Jako mała dziewczynka pomagała robić pasztety czy skórować zająca. Miłość do jedzenia przekazała synowi, który uchodzi za niepokonanego mistrza rodzinnych kolacji.
W domu Zielińskich serwowano tradycyjną polską kuchnię. Monolit został przełamany dopiero wtedy, gdy Misia wraz z 12-letnim Łukaszem wyjechała do Australii. – Mieliśmy jedynie dwa plecaki i 400 dolarów – wspomina Misia. Pobyt, zaplanowany na parę miesięcy, potrwał siedem lat. To stamtąd wraz z Anią i Łukaszem przywędrował tatar koreański, który uchodzi już za flagowe danie w „OSIEM i PÓŁ Bistro”. Jest pikantny, a zarazem lekko słodkawy. – To danie często przyrządzała żona naszego kolegi z Australii, która jest rodowitą Koreanką – tłumaczy Misia. Na szczególną uwagę zasługują także desery w „OSIEM i PÓŁ”. Pochodzą z kultowej już cukierni „Misianka” w Parku Skaryszewskim, która działa nieprzerwanie od blisko 19 lat.
Strategia, jaką przyjęli założyciele „OSIEM i PÓŁ Bistro”, okazała się słuszna. Za sobą mają pierwszy najtrudniejszy rok. Przed sobą wielkie plany. – Obiecujemy dużo niespodzianek – mówi Łukasz i zaprasza na wspólne świętowanie pierwszych urodzin bistro. Z tej okazji „OSIEM i PÓŁ Bistro” przyszykowało dla warszawskich smakoszy cały worek kulinarnych prezentów. Jakich? Przekonajcie się osobiście.
Artykuł powstał we współpracy z "OSIEM i PÓŁ Bistro"