Fot. [url=http://flickr.com/photos/71719923@N00]Angie from Sawara, Chiba-ken, Japan[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en]CC-BY-SA[/url]
Fot. [url=http://flickr.com/photos/71719923@N00]Angie from Sawara, Chiba-ken, Japan[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en]CC-BY-SA[/url]

Określenia: „użytkowy gadżet” i „upominek promocyjny” u wielu wywołują jednoznaczne skojarzenia. Pięćdziesiąty pendrajw, setny notatnik, tysięczny długopis – pół biedy, jeśli to taki zestaw znajdziemy w papierowej torebce z logo sponsora. Wiele firm z tylko sobie znanych powodów nadal zdaje się jednak wierzyć, że klienta da się kupić materiałową tasiemką z dyndającym na końcu plastikowym lub aluminiowym karabińczykiem, potocznie zwaną „smyczą”. „Upominek” to słaby, a jego „użyteczność” warunkuje liczba posiadanych kompletów kluczy – ręka do góry, kto ma więcej niż jeden i mniej niż dwadzieścia „smyczy”.

REKLAMA
O tym, że firmowe „rozdawki” mogłyby być i ładne, i użyteczne postanowili przekonać nas organizatorzy imprezy Dizajn – Biznes – Kraków: Centrum Kreatywności i Dizajnu oraz Narodowe Centrum Kultury. W ramach tygodnia dizajnu ogłoszono konkurs „Rzecz kreatywna 2015”. Zadaniem młodych projektantów biorących w nim udział było stworzenie „przedmiotu o charakterze użytkowym, który mógłby się stać upominkiem lub gadżetem promocyjnym”. Uznanie jury zyskały trzy projekty – laureaci pierwszego i trzeciego miejsca zaproponowali gadżety do użytku „biurowego”. Zdobywczyni drugiej nagrody zaprojektowała natomiast przedmiot kuchenny oraz zabawkę dla dzieci.
– Gadżet to jakaś forma zabawki. Ma cieszyć „czymś” – może to być forma, może to być jakaś funkcja. Przedmiot nieduży, który jednak wpływa na polepszenie naszego samopoczucia – twierdzi Michał Bogusz, którego projekt – „oryginalny organizer biurowy” – zyskał największe uznanie jury.
Zabawki dla dorosłych – niezbędne
Patrząc na wizualizację „gadżetu” składającego się z drewnianych klocków i ołówków, zastanawiam się, czy „organizer biurowy” to nie kolejna, bardziej pomysłowa, ale jednak „smycz”. Rzut oka na moje własne biurko – komputer, kubek, długopis, notes. Nie za dużo do „organizowania”. Michał Bogusz twierdzi jednak, że liczba szpargałów zależy od branży, ale jednocześnie przekonuje, że jego organizer przyda się nawet biurowym minimalistom: – Jeżeli pracujemy kilka godzin nad jakimś zadaniem, czasami dobrze jest oderwać myśli, porobić coś trochę głupiego – twierdzi. Czyli na moim biurku brakuje zabawek?
Michał Bogusz

Zabawki są bardzo potrzebne – rozwijają naszą wyobraźnię. Wbrew pozorom zabawka to nie jest tylko przedmiot, który służy do zabawy, ale też pozwala się w bezwiedny sposób uczyć. Projektując zabawki, staram się mieć na uwadze rozwój i ta idea do tego projektu przeniknęła: tworząc przybornik, myślałem o tym, że powinien on pozwalać się wyżyć kreacji.

A gdzie w takim razie funkcjonalność? – W istocie gadżetu tkwi pewna jego nieokreślona użyteczność. Bardziej myślałem tu pod kątem rozrywki, niż czegokolwiek innego – przekonuje.
logo
Organizer Michała Bogusza Fot. materiały prasowe
Podobnego zdania jest zdobywczyni trzeciej nagrody – Anna Bera, która skojarzenie ze słowami „gadżet promocyjny” miała podobne i w pewnym sensie również stworzyła organizer na biurko, który jest jednocześnie „stojakiem na elementy metalowe i zestaw magnesów”. Jak klocki mają pomóc utrzymać porządek na biurku? – To są klocki magnetyczne – mają wbudowane wewnątrz magnesy. Na biurkach nadal można czasem spotkać czy to pinezki, czy spinacze, więc cały bałagan, który się przez nie tworzy, można czasem sprzątnąć za pomocą jednego pociągnięcia taką kostką – śmieje się.
Oprócz funkcji „sprzątającej” zaprojektowany przez Berę gadżet, podobnie jak ten autorstwa Bogusza, ma pomagać w przełamywaniu kreatywnych kryzysów: – Takie „zabawki kreatywne” są potrzebne. Kiedy zastanawiam się nad rozwiązaniem jakiegoś problemu, coś takiego fizycznego, a dodatkowo drewnianego, stanowiącego namiastkę przyrody w tym naszym biurowym środowisku, coś co można swobodnie przekładać, taki czasoumilacz – bardzo pomaga. Pozwala nam przez chwilę zabić czas, ale też pomyśleć, ale też coś zrobić z rękami, jakoś się zaktywizować. To pomaga się skupić, oderwać myśli i ostatecznie wpaść na jakiś dobry pomysł – przekonuje.
logo
Biurowe klocki Anny Bery Fot. materiały biurowe
Hanna Pałczyńska, która w ramach konkursu stworzyła oryginalną solniczko-pieprzniczkę, podkreśla, że jej minimalistyczny projekt ma być alternatywą dla obrandowanych gadżetów reklamowych w rodzaju wspomnianych smyczy czy kubków.
– Na każdym kroku mamy dzisiaj do czynienia z bardzo agresywną komunikacją marek. Zewsząd atakują nas wielkie logo różnych firm – zauważa Pałczyńska i podkreśla, że przy projektowaniu swojego gadżetu, oprócz funkcji estetycznej, brała pod uwagę również jego użyteczność. – Oczywiście nie można powiedzieć, że taki kubek nie spełnia funkcji użytkowej. Ale ile każdy z nas już takich kubków ma? – pyta retorycznie.
logo
Solniczko-pieprzniczka autorstwa Hanny Pałczyńskiej Fot. materiały prasowe
Drugi zaprojektowany przez Pałczyńską gadżet, mimo że skierowany do dzieci, ucieszy również rodziców. Gra Memo to niezawodny sposób, aby na dłuższą chwilę zająć uwagę maluchów i zyskać chwilę cennego spokoju. Co istotne, Memo Pałczyńskiej nie tylko bawi, ale i uczy. „Ikony polskiego dizajnu”, bo taki brzmi pełna nazwa zabawki, pozwolą dzieciom zapoznać się z najistotniejszymi polskimi projektami, takimi jak porcelana bolesławiecka czy aparat fotograficzny „Alfa”.
logo
Memo "Ikony polskiego dizajnu" nie tylko bawi, ale i uczy Fot. materiały prasowe
Dobry projekt – lepsza łopata
Młodzi projektanci wierzą, że dobrze zaprojektowane przedmioty są nam niezbędne – czy to na biurkach, czy to w ogóle w życiu.
– Coraz bardziej widoczna jest potrzeba dobrego zrównoważonego wzornictwa i ludzie to potrafią docenić – zauważa Bogusz, podkreśla jednak, że taki sposób myślenia nie jest jeszcze powszechny: – Ktoś, kto kupuje w markecie łopatę, patrzy tylko na cenę, ale jest grupa odbiorców, którzy są w stanie zapłacić więcej za dobre wzornictwo – przekonuje. Nawet jeśli chodzi o łopatę? – Owszem, na polskim rynku są producenci tego typu akcesoriów, którzy stawiają na jakość i ergonomię. A że takie produkty również u nas dobrze się sprzedają, najwidoczniej jest grupa, która jest w stanie wyłożyć większe pieniądze nawet na dobrze zaprojektowaną łopatę.
Bera przekonuje z kolei, że mit przedmiotów „dizajnerskich” jako ekskluzywnych i nieosiągalnych dla przeciętnego człowieka jest powoli, acz skutecznie, obalany: – U dużej części Polaków jest jeszcze przeświadczenie, że takie rzeczy pewnie są drogie. Ja wtedy mówię: „Wejdź na ten sklep internetowy, zobaczysz, że poza topowymi projektantami, jakimiś tam supermateriałami, jest bardzo duży wachlarz firm, które projektują i wykonują naprawdę dobre jakościowo rzeczy w konkurencyjnych cenach, nawet w stosunku do marketów meblarskich – przekonuje. – Dizajn obecnie staje się zdecydowanie bliższy ludziom – dodaje.
Dizajn zbawi świat? Tak!
Bera podkreśla, że w swoich projektach używa naturalnych materiałów, głównie drewna. Pałczyńska swoje Memo wydrukowała na papierze z recyklingu. Bogusz z kolei angażuje się w projekty propagujące ekologię. Zapytani o znaczenie dizajnu w codziennym życiu, młodzi projektanci podkreślali pojęcie „zrównoważony rozwój”.
– Zrównoważony rozwój to jedyna słuszna droga dla ludzkości, więc w tym duchu staram się projektować – tłumaczy Bogusz, a Bera mu wtóruje: – Wierzę w zrównoważony rozwój, w projekty, które są na pograniczu dizajnu i społecznego zaangażowania. Wierzę w zielone, naturalne budownictwo, w projekty idealistyczne, które mają szansę realizacji, jeśli tylko zdobędą społeczne i polityczne poparcie – tłumaczy.
Dobre wzornictwo i zrównoważony rozwój może więc stać się orężem w walce o lepsze życie? Jakkolwiek górnolotne, stwierdzenie to projektanci całkiem dobrze potrafią uzasadnić: – Ja w to wierzę, mimo że przeczy to trochę doświadczeniu Stanów Zjednoczonych i dizajnu jako czynnika, który napędza konsumpcjonizm. Ja myślę o dizajnie w wymiarze misyjnym, co z całą pewnością ma rację bytu pod warunkiem, że nie okaże się za kilka lat, iż tego typu rozwiązania cofają nas do XIX wieku – śmieje się.
– Zdecydowanie wierzę w to, że dizajn zbawi świat, inaczej nie zajmowałabym się tym, czym się zajmuję – stwierdza pół żartem, pół serio Bera i dodaje, już całkiem poważnie: – Wierzę w samowystarczalność, o której mówi się w przestrzeni projektowania i dizajnu i która jest jednocześnie ideą społeczną. W Polsce organizuje się coraz więcej warsztatów naturalnego budownictwa, podczas których młodzi ludzie budują własne domy. Ja też marzę, żeby swój samodzielnie wybudować. Więc tak – dizajn może zbawić świat poprzez społeczne zaangażowanie – zapewnia.
Trzymam więc kciuki, aby misja ulepszania świata za pomocą dobrych projektów młodym projektantom się powiodła. Jak dla mnie, jeśli zdołają zbawić świat od promocyjnych „smyczy” – odniosą spektakularny sukces.

Artykuł powstał we współpracy z Narodowym Centrum Kultury.