
Na Kongres Kobiet przyjechały ze wsi oddalonej o ponad 200 kilometrów. Jest to dla nich ważny dzień, na który czekały. Udowadniają tym samym, że Kongres Kobiet to nie tylko miejsce dla pań z wielkomiejskich korporacji.
Pochodzą ze wsi w gminie Józefów nad Wisłą, która leży w województwie lubelskim. Jechały około trzech godzin. Zostaną niestety tylko na pierwszy dzień Kongresu, ale jak mówią i to dla wielu z nich jest wyzwaniem. Nie jest łatwo nawet na dobę wyrwać się z wiejskiego życia, w które kobiety często same się wtłaczają.
Zdarzają się kobiety, które idą z czasem do przodu, ale są też takie, które się zatrzymały. Na wsi często się słyszy: trzeba robić, trzeba robić. Też miałam wpajane, że powinnam tylko pracować i pracować. Teraz nauczyłam się tego, że po to robię, aby mieć jakąś przyjemność. I ja na przykład tu przyjeżdżam dla przyjemności, żeby się oderwać od tego co się tam dzieje.
Kongres Kobiet stał się dla nich w dużej mierze odskoczną od niełatwej rzeczywistości. – Może tego tak nie widać, ale kobiety na wsi są ograniczone przez mężczyzn. Nie przyznają się wszystkie do tego, ale rzeczywiście tak jest. Jest bardzo ciężko cokolwiek zorganizować na wsi, a wyciągnąć je do stolicy to już w ogóle – mówi Patrycja.
Tym bardziej powinniśmy docenić zapał tych kobiet. Ich grupa, chociaż niewielka, to panie w wieku od dwudziestu kilku do ponad siedemdziesięciu lat. Były gotowe zostawić swoje codzienne obowiązki i wyruszyć na spotkanie i debaty z kobietami z całego kraju. Nie ukrywają, że zobaczenie znanych twarzy to też dla nich ważna sprawa. W końcu nie wszyscy mają okazję zobaczyć na żywo chociażby panią premier. Jak same mówią, to głównie z ciekawości przyjechały na Kongres. Są zainteresowane tematami, które na wsi często są jeszcze tabu. Wioleta podkreśla, że dla niej szczególnie ważny jest panel związany z rodzicielstwem. Patrycja dodaje, że z roku na rok jest inaczej: „Podoba mi się i chciałabym zarazić większą liczbę kobiet do udziału w takich imprezach, takich przedsięwzięciach.”
Zmierzyć się ze światem, złamać tabu
Wioleta jest drugi raz na Kongresie, ale nie jest to dla niej taki po prostu zwykły wyjazd. W rozmowie ze mną powiedziała, że będąc tu po raz pierwszy, nie potrafiła do końca się odnaleźć. – Wiedziałam bardzo ogólnie dlaczego tu przyjechałam, ale nie do końca rozumiałam, na czym polega Kongres Kobiet. Nie wiedziałam o co tu chodzi. Ale kiedy zobaczyłam, bardzo chętnie znowu przyjechałam w tym roku i mam nadzieję, że przyjadę też w przyszłym i następnym, i następnym. Uważam, że warto i mam nadzieję, że kobiety na wsi też w końcu, albo się postawią mężom, albo zrobią „solidarność jajników” i też przyjadą.
Co jeszcze im to daje? Na pewno więcej luzu i poczucie, że są ważne. Ich głos się liczy i nie muszą uciekać się do prostych stereotypów. Mogą żyć tak, jak chcą, a nie tylko spełniać zachcianki innych. Jedna z nich powiedziała bardzo mądrą rzecz: "Mnie się wydaje, że kobieta w każdym dniu powinna znaleźć chwilę dla siebie. Tylko dla siebie. Czy to będzie kąpiel, czy to będzie bieganie, czy to będzie oglądanie telewizji. Powinna w każdym dniu, chociaż na pół godziny, odłączyć myślenie o zwykłej codzienności."
Daje też na pewno siłę. Zarażamy się pozytywną energią. To nam daje Kongres Kobiet przede wszystkim. Oby więcej.
Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl
