Relacja Jakuba Górnickiego oraz Konrada Kruczkowskiego z Węgier
Relacja Jakuba Górnickiego oraz Konrada Kruczkowskiego z Węgier Zdjęcie pochodzi z bloga podrozniccy.com/pl/

Dwóch blogerów: Jakub Górnicki z podrozniccy.com oraz Konrad Kruczkowski z haloziemia.pl postanowili zobaczyć na własne oczy, jak wygląda sytuacja z uchodźcami na Węgrzech. W ich relacjach na próżno szukać zdjęć płaczących dzieci, walk uchodźców z policją, czy przekonywania Polaków, że Syryjczycy zasymilują się z nami w mgnieniu oka.

REKLAMA
Na Węgrzech udało im się porozmawiać z aktywistami zajmującymi się organizacją pomocy jak np. Węgierski Komitet Helsiński i Caritas, a także z ludźmi, którzy w Budapeszcie organizują półlegalne schroniska dla azylantów. Byli również w Rösz­ke, by spotkać się z tymi, którzy przekraczają granicę. Uzyskali informacje od węgierskiego urzędu ds. migracji, a także kontaktowali się z lokalnymi dziennikarzami.
logo
Fot. podrozniccy.com
Zdecydowali się pojechać na Węgry z tego samego powodu, dla którego stacje telewizyjne i redakcje dzienników wysyłają do Budapesztu i Röszke swoich korespondentów.
– Nie wiem czy istnieje potrzeba dodatkowych uzasadnień – mówi Konrad. – Tu naprawdę nie chodzi o nasze osobiste potrzeby i wątpliwości, ale o pracę, którą wykonujemy. Mam pełną świadomość, że w przestrzeni publicznej słowo „blog” kojarzy się z testami produktów i opiniami „na każdy temat”, ale to skojarzenie, które ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością – dodaje.
Dla Jakuba głównym powodem, by pojechać na Węgry był poziom dyskusji i mocne opinie wyrażane w mediach społecznościowych, które nie były podparte faktami. Wcześniej zresztą pracował z uchodźcami. A jego zdaniem media również ustawiły oś narracji wokół pytania “przyjmować/nie przyjmować” przez co poszukiwały opinii a nie faktów.
– W kryzysach humanitarnych łatwo zakrzywić przekaz, bolesne kadry są dookoła, ale właśnie wtedy – choć z trudem – trzeba choć spróbować schować emocje i pokazać szerszy kontekst – mówi. Inaczej samych siebie skazujemy na dyskusję w oparciu o błędne założenia – dodaje.
Oto fragment rozmowy z Afgańczykiem, którą przeprowadził Konrad oraz Jakub w Budapeszcie:
Konrad Kruczkowski

W schronisku rozmawiamy z Afgańczykiem, który na Węgrzech jest legalnie. Był nauczycielem, twierdzi, że pracował dla angielskiej armii. Teraz pomaga migrantom jako tłumacz.

– Moi przyjaciele w Polsce boją się islamu, fundamentalizmu, który może przyjść tutaj z wami.
– Dlaczego nie możemy żyć obok siebie? – pytanie jest retoryczne. – Mam tu wielu przyjaciół, oni wieczorem piją alkohol, ja nie. Rodzina, która teraz tu jest, śpi w miejscu, gdzie modlą się Żydzi. Dlaczego ja nie mogę iść do meczetu, a ty do swojej świątyni? My uciekamy przed tym, czego wy się boicie.
– Imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu nie chcą się asymilować.
– Uczę się języka, żeby znaleźć pracę. Chcę pracować z wami.
Czytaj więcej

Jakub chce przede wszystkim rozdzielić pojęcia “przyjąc/nie przyjąć” i “udzielić pomocy”:
– Jak się idzie po torach na granicy i z pola kukurydzy wyłania się wyraźnie chory ojciec podtrzymywany przez córkę, to cała polityka, hejt, miłość, dyskusja nie ma znaczenia – mówi. Jest tu i teraz – nasze najbardziej podstawowe wartości, powiedzmy tym ludziom jak najszybciej trafić do lekarza. Pomóżmy jakoś. I tyle. To mikroujęcie, które jest częścią problemu makro. Ten drugi jest znacznie trudniejszy w rozwiązaniu – i przyznaję nie czuję się kompetentny wydawać tu wiążącej opinii, w jaki sposób należy podejść do tematu uchodźców. Natomiast – pomoc drugiej osobie – jak najbardziej. Bezdyskusyjnie – dodaje.
Dwa wymiary kryzysu
Konrad rozdziela kryzys, z którym mamy do czynienia, na dwa wymiary. – Pierwszy to kryzys humanitarny, ale on jest tylko konsekwencją postępującego kryzysu przywództwa – mówi. – Węgierska granica na chwilę obecną to fikcja i pozory, ale za moment zostanie zamknięta, a migranci zaczną trafiać do bliżej nieokreślonych stref tranzytowych albo omijać Węgry. W instytucjach europejskich trwa impas, który sprawia, że mamy do czynienia z dwiema skrajnościami. Pełna szczelność granic, lub jej kompletny brak. Cierpią na tym ci, którzy najbardziej potrzebują naszej pomocy – dodaje.
Blogerzy cały swój pobyt na Węgrzech relacjonowali za pośrednictwem Snapchata oraz Periscope. Ich zapis został opublikowany na YouTube w postaci playlisty składającej się z 10 filmów. Znajdziemy wśród nich m.in. relację z Dworca Kaleti, ale także Q&A po powrocie z Röszke. Nie są one może najlepszej jakości, ale realistyczne.
Przyznają, że z obiektywizmem mediów bywa różnie. Większość reporterów, których spotkaliśmy, zwłaszcza telewizyjnych, tworzy swoje historie, zamiast opowiadać te zastane. Niech za przykład posłuży informacja o węgierskiej telewizji, do której dotarli. Tam pojawiło się wewnętrzne polecenie, aby w relacjach nie pokazywać kobiet i dzieci. Chodzi tu o telewizję publiczną, a więc tę, która powinna być najbardziej misyjna.
Zdaniem Konrada, Budapeszt żyje swoim rytmem. Z aktywistami, z którymi mieli możliwość rozmawiać, spotykali się albo w ich biurach, albo w kawiarniach. Sam Dworzec Keleti, który kilkanaście dni temu stanowił epicentrum wydarzeń, jest spokojny i zorganizowany. Za pomoc odpowiadają dwie grupy – MigrationAid i MigSzol.
Sami mieszkańcy są dzisiaj solidarni. Kilku ich rozmówców podkreślało, że ludzie nastawieni wrogo i niechętnie, kiedy zobaczyli koczujących na dworcu migrantów, zaczęło nieść spontaniczną pomoc. Nie brakuje ani żywności, ani odzieży. Węgierski internet i debata publiczna są bardzo podobne do tego, co obserwujemy w Polsce, ale skrajny migrancki optymizm i skrajna niechęć, są tam przekuwane w proste, ale namacalne akty pomocy.
Jakub Górnicki

– Czy­li ja­kie to są po­ję­cia? – py­tam.
– To za­le­ży, kto je sto­su­je – od­po­wia­da Ani­ka, pra­cow­nicz­ka Hun­ga­rian Hel­sin­ki Commit­tee (da­lej HHC) i wda­je­my się w dłuż­szą kon­wer­sa­cję doty­czą­cą na­zew­nic­twa uchodź­ców.
Me­dia oraz in­sty­tu­cje ina­czej okre­śla­ją lu­dzi prze­kra­cza­ją­cych gra­ni­cę. Upro­ść­my to so­bie wpro­wa­dza­jąc de­fi­ni­cje czte­rech z nich:

”a­sy­lu­m-se­eke­r” – oso­ba po­szu­ku­ją­ca azy­lu,
uchodź­ca – oso­ba zmu­szo­na do opusz­cze­nia swo­je­go kra­ju,
imi­grant – oso­ba do­bro­wol­nie opusz­cza­ją­ca swój kraj,
“il­le­gal bor­der cros­se­r” – ter­min okre­śla­ją­cy uchodź­ców sto­so­wa­ny przez wę­gier­skie me­dia

Il­le­gal, czy­li nie­le­gal­nie, czy­li kry­mi­nal­nie, ale prze­cież do gra­ni­cy mo­że po­dejść każ­dy i po­pro­sić o sta­tus uchodź­cy. I nic w tym złe­go nie ma. To tyl­ko je­den z niu­an­sów, któ­ry wy­ko­rzy­stu­ją me­dia, by wpły­wać na wę­gier­ską opi­nię pu­blicz­ną, zgod­ną z ofi­cjal­nym prze­ka­zem rzą­do­wym.
Czytaj więcej

– To nie był jednorazowy zryw – mówi Jakub. – Keleti to był bodziec, który sprawił, że zdecydowaliśmy się zrealizować to, o czym od dawna rozmawialiśmy, czyli zajęcie się sprawami reporterskimi – dodaje.
W związku z nowymi przepisami, które mają wejść w życie niebawem i ograniczyć ruch na granicy, do Węgier zmierza 40 tys. migrantów. Wszystko wskazuje na to, że lada moment będziemy mieli Budapeszt 2. Blogerzy rozważają powrót na Węgry. Polecają również śledzenie podróżnika Łukasza Supergana, który na swoim Facebooku, na bieżąco relacjonuję sytuację z Roszke.

Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl

Władcy sieci od teraz także na Facebooku! Polub nas!