
Ponad 15 tys. lajków i 8 tys. udostępnień – to wpis Piotra Wieczorka, który jest modelem i postanowił zwrócić się o pomoc do internautów, by pomogli mu złapać sprawców swojego pobicia. Sytuacja jest nieco utrudniona, bo chłopak obecnie przebywa w Chinach, ale nie chce dać za wygraną.
REKLAMA
W swoim emocjonalnym poście napisał, że 5 czerwca w samym centrum Włocławka w nocy został dotkliwie pobity przez grupę nastolatków. Odprowadzał wtedy na przystanek swoją koleżankę. W bardzo bliskiej odległości był postój taksówek, ale żaden z kierowców nie odważył się mu pomóc. Koleżanka zresztą również nie zareagowała, a później składała fałszywe zeznania.
Piotrek nawet poprosił jednego z taksówkarzy o pomoc, jednak ten powiedział, że poszkodowany ma odejść, ponieważ jeszcze i jemu ktoś zniszczy samochód. Już po fakcie poprosił również innego kierowcę o to, by móc chwilę przeczekać w jego aucie na przyjazd ojca. Ten również odmówił. Powód? “Bo ktoś będzie chciał jechać”.
W wyniku pobicia chłopak od razu trafił do szpitala, miał połamane kości twarzy, złamany oczodół. Jako że jest modelem, bardzo skomplikowały się jego plany. Opóźnił się kontrakt i Piotrek, aby przyśpieszyć zagojenie ran, pokrył leczenie z własnej kieszeni.
Niestety, policja była i w tym wypadku opieszała, choć doskonale wiedziała, że Piotrek wkrótce wylatuje do Chin. Dopiero po dwóch miesiącach został wezwany do rozpoznania części chłopaków, którzy go pobili. Niestety, usłyszał, że ze względu na brak dowodów, nie wiadomo, czy zostanie wydany akt oskarżenia. Okazało się, że nie ma świadków, choć byli.
Piotr zdecydował się wylecieć z Polski 18 sierpnia. Od policji otrzymał wiadomość, że ta nie może nic zrobić dopóki on nie wróci. Nikt nie może go reprezentować. Chłopak nie chce odpuścić, bo odniósł naprawdę wiele strat, nie tylko finansowych.
Po 24 godzinach od opublikowania poprzedniego posta, Piotr napisał, że to co się stało, przerosło jego oczekiwania.
– Wstawiłem (ten wpis), żeby obnażyć niedoskonałości naszego chorego systemu, żeby ludzie, których dotknęło to samo, a wiem, że mój przypadek to jeden na milion, nie bali się zgłaszać takich spraw – pisze. – W Polsce, o ile dobrze wiem, nie ma czegoś takiego jak anarchia, a tu wygląda na to, że jednak jest – dodaje.
Przyznał również, że otrzymał już pomoc i wygląda na to, że uda mu się zakończyć tę sprawę bez następnych zmian zawodowych planów.
Włocławska policja nie wiedziała, że sprawa stała się medialna. Nie udzieliła mi również żadnej informacji na ten temat.
Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl
