
W ciągu ostatnich kilku tygodni diametralnie spadło poparcie dla przyjęcia uchodźców do Polski. Robert Biedroń oskarża o to polityków, którzy są nieodpowiedzialni, bo traktują ten problem instrumentalnie. W programie"Kropka nad i" Monika Olejnik zapytała prezydenta Słupska, co myśli o histerii związanej z tematem przyjęcia uchodźców. Biedroń wyznał, że sytuacja, z jaką mamy do czynienia, smuci go.
REKLAMA
Robert Biedroń stwierdził, że politycy, szczególnie prawicowi, wiedząc ile jest niewiedzy w społeczeństwie, podsycają atmosferę histerii. Nikt nie mówi o tym, że Polska potrzebuje przybyszy z Bliskiego Wschodu i Afryki, aby miasta, tak jak wszędzie na świecie, rozwijały się.
– Ktoś musi zarabiać na emerytury – powiedział polityk.
– Ktoś musi zarabiać na emerytury – powiedział polityk.
Na pytanie Moniki Olejnik, czy słyszał o sytuacji, w której w parlamencie straszono szariatem, że aż zaprotestowały ambasady Włoch i Szwecji powiedział : – W przypadku kryzysu zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny. Kiedyś byli to Żydzi. Dzisiaj są nim ci biedni uchodźcy.
– Nienawiść się dobrze sprzedaje. Osoby, które chcą pomagać, są na przegranej pozycji – stwierdził Robert Biedroń. Powiedział również, że nie dziwne, że ludzie boją się, ponieważ zasypywani są nieprawdziwymi informacjami na temat uchodźców. – Politycy podsycają ksenofobię, uprzedzenia, niewiedzę – to się źle skończy. Nie rozmawiamy o rzeczach, ale o ludziach. Instrumentalne traktowanie poważnego problemu uchodźców jest dla mnie zatrważające – wyznał prezydent Słupska.
Na koniec rozmowy wyznał, że nie obawia się, że wśród uchodźców, którzy przybędą do Polski znajdą się terroryści. Ci są zwykle z krajów, w których organizują zamachy. Poza tym terroryści nie bawiliby się w męczące, wielodniowe podróże. Rozmowę podsumował stwierdzeniem, że z fascynacją obserwuje lęk narodowców przed uchodźcami, którzy zachowują się, jakby się bali, że garstka muzułmanów pozbawi Polski chrześcijaństwa.
