Małe piekarnie obrywają drożdzówkowym rykoszetem. "Ludzie stracą pracę przez głupią, urzędniczą decyzję"
Małe piekarnie obrywają drożdzówkowym rykoszetem. "Ludzie stracą pracę przez głupią, urzędniczą decyzję" Fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Gazeta

Dilerzy drożdżówek schodzą do podziemia. Rząd rozprawił się ze sprzedawcami białej śmierci, czyli mąki i cukru, zakazując sprzedaży drożdżówek w szkołach. Rozkwita czarny rynek, a słodkie bułki nielegalne w sklepach zaczynają krążyć pod ławkami w drugim obiegu. Kto na tym skorzysta? Na razie wiadomo, kto straci – małe piekarnie.

REKLAMA
W piekarni, do której od lat chodzę po pieczywo, jeszcze nigdy nie było tak gorąco. Wszystko przez emocje, tak właścicieli, jak i pracowników. Jedni martwią się utratą ważnego miejsca zbytu, drudzy wizją wypowiedzenia pracy. – Jak tak dalej pójdzie, będę musiał się zwijać – mówi poirytowany pan Roman, właściciel piekarni pod Warszawą. Wcześniej również narzekał, ale głównie na hipermarkety sprzedające mrożone, ale tanie pieczywo. Dziś otrzymał kolejny cios w policzek, którego wcale nie nadstawiał.

O co chodzi?

Pierwszego września weszły nowe przepisy dotyczące żywności, która może być sprzedawana w szkołach. Chodzi o sklepiki, automaty z żywnością, bary i stołówki szkolne. I o to, by była tam zdrowa żywność. Nie ma już mowy o batonikach, chipsach i wysoko słodzonych gazowanych napojach. Za to mają być świeże warzywa i owoce. Czytaj więcej

Jak mówi, obroty spadły mu niesamowicie, bo szkoły były jedną z najważniejszych grup klientów. – Jedna głupia decyzja urzędnicza rozwala nie tylko sklepiki, ale i przemysł piekarniczy – skarży się piekarz. Dziwi go, że drożdżówki, które dzieci jadły od dziesięcioleci, zostały wrzucone do tego samego kotła, co chipsy batony i coca-cola.
logo
We wrześniu w szkolnych sklepikach nie kupimy już chipsów czy drożdżówek. Fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Gazeta
Piekarze jak bandyci
Sprawdzam, jak jest gdzie indziej. Telefon odbiera Joanna Łysik-Gajur z "Piekarni Łysik" w Katowicach. – Jestem wściekła – mówi niemal na dzień dobry. – Sprawę trzeba nagłośnić, ludzie nie zdają sobie sprawy, co się stało – tłumaczy mi, zanim jeszcze zadałem jakiekolwiek pytanie. – Ktoś wrzucił frytki i drożdżówki do jednej kategorii śmieciowego jedzenia i to mnie oburza – mówi właścicielka piekarni.
Joanna Łysik-Gajur
Piekarnia Łysik Gajur istnieje od 1989 roku.

Nie można mówić, że piekarze wyrabiają śmieciowe jedzenie! Wszystko zostało postawione do góry nogami jeśli chodzi o tendencje dietetyczne. To, co kiedyś było dobre i pozytywne, dziś jest traktowane na równi z fast foodem. Nie dajmy się zwariować!

Piekarze, którzy postawili na współpracę ze szkołami, mają dziś poważne problemy. – Wszystko zostało wstrzymane, produkcja spadła – mówi o kolegach z branży pani Joanna. I zaznacza, że decyzja która miała chronić zdrowie dzieci, uderzy bezpośrednio w zwykłych ludzi i ich rodziny. – Pozwalnia się cukierników, koniec, dziękuję - nie ma roboty – mówi Joanna Łysik-Gajur.
Drożdżówki do szkół dostarczały najczęściej małe, rzemieślnicze piekarnie czy cukiernie. Głownie te spoza wielkich miast. – Cały ten pomysł jest żałosny. Ktoś nie pomyślał... – mówi Jacek Paprocki, sekretarz generalny Stowarzyszenia Cukierników Karmelarzy i Lodziarzy. – Każdy trochę dostanie w tyłek – mówi naTemat.
Paprocki podkreśla, że ze sklepików wyrzucono wszystko co miało cukier z wyłączeniem produktów mleczarskich. – Branża mleczarska swoją rolę odegrała. Lobby mleczarskie wybroniło pewne rzeczy, szczególnie jogurtów z dodatkami – mówi.
Nie chcemy już jeść chleba
Zakazane drożdżówki to kolejny cios w branżę piekarsko-cukierniczą. Spożycie pieczywa w Polsce jest najniższe od ponad 20 lat, a tylko 2014 roku upadło około 300 piekarni. Dziś na rynku działa około 9 tys. piekarni, czyli o 3 tysiące mniej niż jeszcze 10 lat temu. Jest to spowodowane między innymi modą na zdrowy tryb życia, który dla wielu oznacza rezygnację z pieczywa.
Zabójczym zagrożeniem dla drobnych rzemieślników są również wielkie sieci handlowe, które sprzedają pieczywo z mrożonych półproduktów.
logo
Zdjęcie wykonane w jednym z dyskontów
Wbrew temu, co po reklamach może się wydawać, taki chleb czy ciastka nie są robione własnoręcznie przez pracowników, a ciasto nie jest do nich wyrabiane na bieżąco.
Miejsca, w których tworzy się taki chleb, bardziej przypominają zakłady produkcyjne niż tradycyjne piekarnie i mogą równie dobrze znajdować się w Polsce, co w każdym innym zakątku Europy. O sprawie mrożonego pieczywa pisał w naTemat Michał Wąsowski.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl