W tych miastach nie masz prawa umrzeć. A jeśli to zrobisz... zapłacisz mandat

Już nawet umieranie może być nielegalne.
Już nawet umieranie może być nielegalne. Fot. Shutterstock
Wielu osobom trudno pogodzić się z przemijaniem i ostatecznością, jaką jest śmierć. Boimy się własnego zgonu, cierpimy, kiedy odchodzi ktoś bliski. Wielu uważa, że śmierci mogłoby nie być. Ale jak to zrobić? Po prostu jej zakazać.


Pomysł wydaje się tyle dziwaczny, co po prostu zabawny. Nie zmienia to faktu, że kilka miast na świecie zdecydowało się wprowadzić prawo zabraniające umierania. A motywacje burmistrzów nie zawsze były tak absurdalne, jak mogłoby się wydawać.
WYSPA DELOS
W V w. p.n.e. na świętej wyspie Delos nie było dobrze widziane umieranie ani rodzenie dzieci. Te dwie czynności nie podobały się bogom. W przypadku Delos prawo zadziałało też wstecz i wszyscy zmarli pochowani na wyspie zostali odkopani i przeniesieni w inne miejsce.
ITSUKISHIMA
Od 1868 roku w świętym mieście Itsukushima w Japonii, wszyscy, którzy czują, że niebawem wyzioną ducha, są przewożeni do innych miejscowości. Zgon jest tutaj traktowany jako niewybaczalne faux pas, a chyba nikt by nie chciał przed śmiercią (albo raczej w jej trakcie) wyjść na buraka.
LONGYEARBYEN
Można już umrzeć wymawiając nazwę tej arktycznej miejscowości należącej do Norwegii – Longyearbyen. Mieszkańcy mają surowy zakaz umierania od 1950 roku. Dlaczego? Bo okazało się wówczas, że ciała osób pochowanych na lokalnym cmentarzu nie rozkładają się (jest za zimno). Co więcej, w resztkach ciał znaleziono wirusa, który był odpowiedzialny za epidemię hiszpanki w 1918 roku. Mieszkańcy przestraszyli się nie na żarty i od tamtego momentu, każdy kto czuje, że zbliża się jego kres, potulnie wsiada w samolot i jest przenoszony na kontynent, gdzie spokojnie dożywa swoich dni.
SELLIA
Kolejnym przykładem miasta, które zabroniło mieszkańcom opuścić ten padół łez i rozpaczy jest włoska Sellia. W zeszłym miesiącu burmistrz Davide Zicchinella podpisał rozporządzenie 11, które mówi, że w obrębie miasta nie można chorować, a umieranie jest zabronione. Natomiast ci, którzy uporczywie nie martwią się o swoje zdrowie i np. regularnie nie badają się u lekarza, będą płacić karę w wysokości 10 euro.
Davide Zicchinella

To nie żart, traktujemy tę sprawę naprawdę poważnie, ponieważ Sellia, podobnie jak wiele innych miast w południowych Włoszech, dotkniętych jest depopulacją. Ci mieszkańcy, którzy nie dbają o siebie, oraz tacy, którzy mają nałogi zagrażające ich zdrowiu, będą ukarani wyższymi podatkami.

Sprawa nielegalnego umierania w Selli przyniosła korzyści. Ponad 100 osób zapisało się na badania zdrowotne.
CUGNAUX
W 2007 roku także francuskie Cugnaux postanowiło nie wyrażać zgody na kres żywota. Ówczesny burmistrz Philippe Guérin wykazał się jednak nie lada sprytem, a cała akcja została obliczona na jeden cel. Stary cmentarz miejski był już przepełniony a Guérin postanowił zwrócić się do prefektury o przeznaczenie kawałka ziemi na nową nekropolię. Urzędnicy jednak odmówili, a ziemię, która mogła być miejscem pochówku, postanowili sprzedać inwestorom chcącym tam zbudować supermarket. Wtedy to Guérin po prostu postanowił zakazać swoim mieszkańcom umierania, bo nie ma gdzie ich pochować. Dodatkowo zrobił to na tyle efektownie, że o urzędniczym absurdzie dowiedziały się nie tylko media francuskie. Rzutki burmistrz udzielał nawet wywiadu japońskiej telewizji. I jakoś tak, niby przypadkiem po trzech miesiącach od zatrzaśnięcia kostusze bram miasta Cungaux, mieszańcy dostali zgodę na wykorzystanie ziemi pod nowy cmentarz.


Wygląda na to, że legislacyjne zakazy przyjścia na drugą stronę niestety, nie wiążą się z żadną metafizyką, ale z bardzo przyziemnymi sprawami.

Źródło: theguardian.com