Czy King przebije „Grę o tron”? 4 hitowe sagi ze świata fantasy, które aż proszą się o ekranizację

"Król umarł, niech żyje król!" - czy jakakolwiek saga ma szansę zdetronizować "Grę o tron"?
"Król umarł, niech żyje król!" - czy jakakolwiek saga ma szansę zdetronizować "Grę o tron"? Fot. Klapi/http://bit.ly/1M6i3JM/CC BY-SA 4.0/http://bit.ly/1iRbIdP
Megaprodukcja HBO stworzona na podstawie cyklu książek „Pieśń lodu i ognia” George'a R. R. Martina jest hitem, który jeszcze długo nie będzie miał sobie równych. Miliony ludzi jest po prostu zakochanych w tym świecie pełnym smoków, barwnych herosów i zręcznie uknutych intryg. Czy jakiś inny serial oparty o sagę fantasy mógłby osiągnąć porównywalną z „Grą o tron” popularność? To pytanie spędza sen z powiek wielu ludziom w Hollywood. Czy miałby na to szansę słynny Stephen King?


"Mroczna wieża" Stephen King
Przytoczona powyżej seria mistrza grozy jest przez niego samego często określana jako jego najwybitniejsze, najbardziej ukochane dzieło. Łączy w sobie elementy fantasy, science-fiction, horroru i westernu. Na cykl składa się 8 powieści pisanych na przestrzeni dziesiątek lat i często nawiązujących do innych ponurych zakamarków wyczarowanych przez pióro tego bardzo płodnego pisarza. Uniwersum, w którym rozgrywają się wydarzenia jest niezwykle barwne. To świat powstały w wyniku upadku nieznanej, wspaniałej cywilizacji – przestrzeń chaosu, który aktualni mieszkańcy starają się zwalczyć. Próbują narzucić mu jarzmo ładu przypominającego najbardziej czasy feudalne (i w znacznej mierze opartego na brutalnej sile).


Relikty przeszłości, mieszanka superzaawansowanych technologicznych artefaktów i magii tworzy niepowtarzalne tło, które King potrafi zręcznie nasycić aurą tajemniczości. Ta dotyczy też głównego bohatera – Rolanda, którego poznajemy ze skrawków przytaczanych z czasem historii. Dotyczy to także głównej osi fabularnej, którą jest obsesyjna wola dotarcia bohatera do tytułowej Mrocznej wieży – przedziwnym potężnym miejscu, znajdującym się w centrum uniwersum.


„Koło czasu” Robert Jordan
„Koło czasu” to cykl liczący kilkanaście tomów i na skutek śmieci autora dokończony przez innego znanego pisarza fantasy – Brandona Sandersona. Bajeczną krainę zwaną Światem Koła albo Randlandem wypełnia magia łącząca się także i tu z technologią. Świat ów dotknięty jest katastrofą wywołaną nieposkromionymi ambicjami i arogancją zamieszkujących go ludzi. Główny wątek fabularny w zarysie może budzić skojarzenia z „Władcą pierścieni” – bohater wybrany przez los, proroctwa o ocaleniu świata od zagłady, arcywróg będący wcieleniem pradawnego zła...


Innymi słowy wszystkie niezbędne składniki by stworzyć książkowy a także serialowy hit. Do tego narracja poprowadzona jest umiejętnie, a postaci i wybory moralne, jakich muszą dokonywać – barwne. „Koło czasu” u fanów tego typu literatury budzi nawet jeszcze większe emocje niż „Mroczna wieża”.

„Kroniki Diuny” Frank Herbert
"Diunę" niesłusznie zapomniano. Pomimo niedawnej reedycji w Polsce bynajmniej nie jest ona na ustach fanów. Trochę to zaskakujące, bo swego czasu była wielkim hitem, książką uwielbianą przez rzesze czytelników. Tytułowa pustynna planeta, na której toczy się gros wydarzeń ma wiele czaru, przywodzącego na myśl słynny Tatooine z „Gwiezdnych Wojen”. Zmagający się z trudnym losem główny bohater budzi ogrom sympatii swoją historią i dojrzewaniem do roli przywódcy. Być może jednak za mało tu współczesnych wątków, zbyt silne skupienie się na losach zasadniczych postaci. Niemniej pełne nieokreślonego uroku piaski Diuny pewnie natchną jeszcze kiedyś jakiegoś filmowca.

„Trylogia ciągu” William Gibson
Neuromancer”, który stoi u początków tej krótkiej sagi dał życie całemu płodnemu gatunkowi zwanego cyberpunkiem. Hollywood już nieraz z powodzeniem inspirowało się pośrednio lub bezpośrednio dystopią wykreowaną przez Gibsona. „Matrix”, „Johnny Mnemonic”, a także „Łowca androidów” raczej by bez niej nie powstały. Jej wpływ można dostrzec także w „Terminatorze”. Wszystkie wymienione tytuły były kasowymi hitami, cóż więc stoi na przeszkodzie by książkę z której garściami czerpią przenieść na szklany ekran? Postaci bohaterskich hackerów-kowbojów, humanoidów wywołujących gros emocji i tajemniczych nieprzejednanych czarnych charakterów mogłyby być ciekawym urozmaiceniem w ofercie najciekawszych seriali.

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl