„Impreza zamknięta”, „nie ma pani na liście” lub „nie, bo nie”. Selekcja w warszawskich klubach

Nie każdy ma wstęp do elitarnych klubów.
Nie każdy ma wstęp do elitarnych klubów. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Kasia Orłowicz na co dzień mieszka w Londynie. Wraz z przyjaciółkami z Anglii postanowiła odwiedzić Warszawę w nadziei na szalony wieczór w jednym z nocnych klubów. Wyszykowane i w dobrych nastrojach ruszyły na podbój miasta. Niestety, zapowiadający się miły wieczór szybko okazał się frustrujący. Powód? Selekcja.


– Wszystko było załatwione. Byłyśmy wpisane na facebookową listę, przyszłyśmy ok 21, gdy jeszcze nie było wielu ludzi. Klub był prawie pusty. Panie, które stały na bramce przejrzały nas wzrokiem góra, dół i przez chwilę nawet udawały, że szukają nazwiska na liście. Nie wiem po co ta szopka skoro od razu było widać że nas nie chcą wpuścić. Oczywiście okazało się, że na żadnej z list nas nie ma – mówi Kasia.


Powód „nie bo nie” jest bardzo powszechny. Co bardziej kulturalni selekcjonerzy mówią o imprezie zamkniętej. Innym zdarza się nawet obrazić niedoszłego klienta. I trudno tu o merytoryczną dyskusję, kiedy za plecami selekcjonera stoją dwumetrowi ochroniarze.

Kasia Orłowicz, klubowiczka

W Londynie, w lepszych klubach, nie spotkałam się z odmową, chociaż oczywiście selekcja i tam istnieje. Ale tutaj? Po wpisaniu na listę? Nie rozumiem i nie chcę rozumieć

Klub był prawie pusty. Ale i to nie skłoniło selekcjonerek do wpuszczenia dziewczyn. Jej gniew nie jest odosobniony. To bardzo powszechna praktyka nocnych klubów. Kobiety są traktowane jak zwierzyna łowna na portfele stawiających im drinki facetów. I to wszystko w zgodzie z prawem. Bo klub to miejsce prywatne i zasady ustala właściciel.

Takie rzeczy tylko w Warszawie.
Stolica Polski cieszy się złą sławą tego rodzaju zwyczajów, ocierających się o jawną dyskryminację. Chociaż oficjalnie o dyskryminacji jako takiej nie ma mowy. Są tylko ogólnie przyjęte kryteria, jakie wyznaje klub, a więc prywatne miejsce.


Warszawscy selekcjonerzy najbardziej popularnych klubów są niczym Cezar z uniesionych nad areną kciukiem. Dyskusji nie ma. Dla tych, którzy ośmielą się podważyć decyzję selekcjonera może czekać przykry finisz wieczoru. Do topowej czołówki należą teraz Bątą, Bal czy ekskluzywny The View. – Tam się pokazać to znaczy istnieć w towarzystwie – zdradza Marcin, stały bywalec klubów, który, jak nieskromnie stwierdza, należy do „warszawki”.
Długie kolejki przed klubem świadczą o jego renomie.
Marcin – bywalec klubów

Pusty klub jest dla desperatów. Chodzę do Bątą, żeby się pokazać. Można tam spotkać i biznesmenów, i gwiazdy. Selekcja jest potrzebna. Nie powinni wpuszczać byle kogo.

A warszawka lubi czuć się wyjątkowo, dlatego ci, którzy są stałymi bywalcami, ostentacyjnie przechodzą obok kolejki i wchodzą dumnie jak paw, nawet się nie zatrzymując. Na pewniaka. Znają selekcjonera lub właściciela.

Lepsi i gorsi
Kobieta najlepiej odziana w mini. Musi być wylansowana. Gruba nie wejdzie, chyba że bardzo „dziana”. Kobieta po 40-ce też się musi liczyć z odmową. Bo target jest na młode gazele, za którymi powędruje wzrok mężczyzn. Oni idą się bawić. I oni będą płacić. Uroda również bywa czynnikiem determinującym nasze możliwości. Ludzie w klubach VIP muszą być piękni, bo potem trzeba się pochwalić na Facebooku. Kobieta traktowana niczym zwierzyna łowna rzadko kiedy sama płaci za drinki. Dlatego tak ważne jest, aby była na tyle atrakcyjna, by mężczyzna chciał na nią wydać pieniądze przy barze. Okrutne, ale prawdziwe.

Czynnik finansowy najbardziej dyskredytuje mężczyzn. Za tani zegarek czy buty. Jeśli nie jest piękny musi być bogaty. Czasami, kiedy można przebierać w gościach i kasa nie jest pewnikiem wejścia do klubu. Powody selekcji są często tak absurdalne, że szkoda się tu doszukiwać jakiejkolwiek logiki. Rzecz w tym, że takie poniżanie ludzi uchodzi klubom na sucho, bo dyskryminacji jako takiej udowodnić się nie da. Do tego selekcjonerzy potrafią wziąć niepokornego gościa w garść i wynieść. Czasami zdarza się, że rozdziela się grupy, a nawet pary.

Bywa tak, że cała grupa rezygnuje z wejścia do klubu ponieważ nie wpuścili jednej z towarzyszącej im osób. Powodem może być wszystko i nic. Po prostu nie przypadłeś do gustu wszechmogącemu selekcjonerowi. Selekcja robi się tym ostrzejsza im więcej ludzi jest w klubie. – Do topowych klubów zawsze będzie chciało wejść szersze grono osób, klub ma swoją pojemność jest więcej chętnych niż miejsca i właścicielom zależy, żeby to było crème de la crème – mówi naTemat.pl Adrian Górny, kiedyś selekcjoner, dziś właściciel i dyrektor artystyczny klubu Iskra na warszawskim Mokotowie.

Czy selekcja jest w ogóle legalna?
Mariusz Kalejta, adwokat

Nie ma w polskim prawie ograniczeń bezpośrednio dotyczących selekcji w różnego rodzaju lokalach. Aby działania polegające na dokonywaniu selekcji gości stanowiły naruszenie prawa, muszą spełniać określone cechy

– Kluby mogą określać warunki dotyczące ubioru, czy wieku gości, nie stanowi to przejawu dyskryminacji, ponieważ każda osoba może im sprostać. Bezspornie jednak selekcja wyłącznie na podstawie cech fizycznych człowieka stanowi naruszenie prawa - dodaje. Tylko tego udowodnić się nie da, ponieważ żaden selekcjoner nie powie wprost dlaczego. Poza tym chętnych jest tylu, że przez kilka nie wpuszczonych osób właściciel nie zbiednieje.

Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl