
Kasia Orłowicz na co dzień mieszka w Londynie. Wraz z przyjaciółkami z Anglii postanowiła odwiedzić Warszawę w nadziei na szalony wieczór w jednym z nocnych klubów. Wyszykowane i w dobrych nastrojach ruszyły na podbój miasta. Niestety, zapowiadający się miły wieczór szybko okazał się frustrujący. Powód? Selekcja.
W Londynie, w lepszych klubach, nie spotkałam się z odmową, chociaż oczywiście selekcja i tam istnieje. Ale tutaj? Po wpisaniu na listę? Nie rozumiem i nie chcę rozumieć
Stolica Polski cieszy się złą sławą tego rodzaju zwyczajów, ocierających się o jawną dyskryminację. Chociaż oficjalnie o dyskryminacji jako takiej nie ma mowy. Są tylko ogólnie przyjęte kryteria, jakie wyznaje klub, a więc prywatne miejsce.
Długie kolejki przed klubem świadczą o jego renomie.
Pusty klub jest dla desperatów. Chodzę do Bątą, żeby się pokazać. Można tam spotkać i biznesmenów, i gwiazdy. Selekcja jest potrzebna. Nie powinni wpuszczać byle kogo.
Kobieta najlepiej odziana w mini. Musi być wylansowana. Gruba nie wejdzie, chyba że bardzo „dziana”. Kobieta po 40-ce też się musi liczyć z odmową. Bo target jest na młode gazele, za którymi powędruje wzrok mężczyzn. Oni idą się bawić. I oni będą płacić. Uroda również bywa czynnikiem determinującym nasze możliwości. Ludzie w klubach VIP muszą być piękni, bo potem trzeba się pochwalić na Facebooku. Kobieta traktowana niczym zwierzyna łowna rzadko kiedy sama płaci za drinki. Dlatego tak ważne jest, aby była na tyle atrakcyjna, by mężczyzna chciał na nią wydać pieniądze przy barze. Okrutne, ale prawdziwe.
Nie ma w polskim prawie ograniczeń bezpośrednio dotyczących selekcji w różnego rodzaju lokalach. Aby działania polegające na dokonywaniu selekcji gości stanowiły naruszenie prawa, muszą spełniać określone cechy
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
