
„Gazeta Wyborcza” oraz stacja TVN24 nie cieszą się sympatią zwolenników PiS. Przekonali się o tym dziennikarze, którzy przybyli do Lubina, by podczas konferencji prasowej zadać tam pytania Beacie Szydło. Gdy głos zabierali reporterzy "Wyborczej" i TVN24, zgromadzeni sympatycy PiS zaczynali buczeć. W obronie dziennikarzy stanęła sama Szydło.
Po raz pierwszy buczenie dało się usłyszeć, kiedy do zadawania pytania przystąpiła dziennikarka „Gazety Wyborczej”. Słysząc dobiegający zewsząd hałas, Szydło postanowiła uspokoić sytuację, prosząc zebranych o uszanowanie pracy dziennikarzy. Wtórowała jej rzecznik PiS Elżbieta Witek. – Pozwólmy zadać pytanie „Gazecie Wyborczej” – apelowała.
Dotyczące m.in. ewentualnych zmian personalnych w zarządach spółek Skarbu Państwa pytanie w końcu padło, Szydło na nie odpowiedziała, więc mikrofon trafił w ręce kolejnej dziennikarki. Tym razem była to reporterka stacji TVN24. W jej przypadku buczenie było tym głośniejsze, że kandydatka na urząd premiera została zapytana, czy Antoni Macierewicz jest dla niej autorytetem w sprawach dotyczących służb specjalnych i obronności.
W tym przypadku Szydło również poprosiła o spokój. Na pytanie odpowiedziała zaś tak, by podkreślić kompetencje nie tylko Macierewicza, ale i pozostałych posłów PiS.
– W naszym klubie parlamentarnym jest wielu wybitnych ekspertów – odparła Szydło, dodając, że PiS współpracuje też z ekspertami niebędącymi parlamentarzystami.
Podczas wizyty w Lubinie Szydło poinformowała, że PiS przygotowało projekt ustawy, która znosi podatek miedziowy. Ustawa ma pomóc spółce KGHM. Wiceprezes PiS złożyła też kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym ofiary zbrodni lubińskiej.
