Rodzina Biernackich straciła dom marzeń
Rodzina Biernackich straciła dom marzeń Fot. Archiwum prywatne

Młode małżeństwo z dwójką dzieci straciło dom marzeń. Ten spłonął doszczętnie, a rodzina została praktycznie z niczym. Dzisiaj próbują wrócić do życia sprzed tragedii i dzięki pomocy, jaką otrzymali od lokalnej społeczności widzą przyszłość w jasnych barwach.

REKLAMA

Dom w Łupinach niedaleko Siedlec zajął się ogniem, kiedy rodzina Biernackich wyjechała na weekend. Remontowali go przez 2 lata, ale wystarczyło kilka godzin, by zostały po nim zgliszcza.

Tak wyglądał dom Biernackich
Tak wyglądał dom Biernackich Fot. Archiwum prywatne

– Podejrzewamy, że z powodu olejowania mogło dojść do reakcji między oparami a starym drewnem – mówi Diana Kluczek – Biernacka, właścicielka domu. – To właśnie ta reakcja spowodowała wybuch, ale pewności nie mamy. To tylko przypuszczenia.

Biernacka nie wierzy, że doszło do podpalenia, choć tego też nie jest w stanie wykluczyć. Ocalałe przedmioty takie, jak telewizor czy X-box według niej świadczą o zwykłym wypadku. – Nie sądzę, że stoi za tym jakiś rabuś – stwierdza. Domek, w którym mieszkała z mężem i dwójką dzieci, pierwotnie należał do rodziców kobiety. – Stał na działce, którą kupili 23 lata temu za nieduże pieniądze – tłumaczy. – Spędzałam tam swoje dzieciństwo.

Jak opowiada nasza rozmówczyni, decyzję o przeprowadzce do Łupin podjęła po narodzinach pierwszego dziecka. Kiedy na świat przyszło kolejne, ona i jej mąż byli już częścią wiejskiej społeczności. Osiedlenie się tam traktowali jako dobry początek nowego życia. – Pokochałam wieś – stwierdza kobieta. – Miejsce ma swój urok. To dla jego klimatu odwiedzali nas znajomi.

Wieś dała rodzinie więcej niż miasto: wszechobecne ciszę i spokój. – Można było tam żyć jak u pana Boga za piecem – mówi. – Po spaleniu baliśmy się myśleć, ile straciliśmy. Sam remont kosztował nas 150 tys. zł.

Tyle zostało po domu w Łupinach
Tyle zostało po domu w Łupinach Fot. Archiwum prywatne

Dom miał 60 m kw. i jedną izbę. Biernaccy dobudowali piętro, które traktowali jako strefę sypialnianą, na dole znajdowała się kuchnia z salonem. Dzisiaj nie ma już śladu po ich miejscu na ziemi, małżeństwo nie chce się jednak poddawać. – W niedzielę ksiądz z naszej parafii zaproponował nam drewniany domek – przyznaje. – Wszystko powoli się układa, dzięki dobrym ludziom widzimy tę swoją przyszłość.

Fot. archiwum prywatne

Diana myśli o swoich dzieciach, które w Łupinach spędziły większość życia. – Starszej córce wytłumaczyliśmy, że nic się nie stało – tłumaczy. – Ten dom jednak dla niej, jak i dla nas nadal jest sercem rodziny.

Biernackim można pomóc finansowo – podajemy nr konta, na który można przesyłać pieniądze: 79249000050000410022332820 (dla Diany Kluczek-Biernackiej).

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl