Biedroń wypalił jak kulą w płot. Mieszkańcy Słupska donieśli, że prezydent pali marihuanę
Biedroń wypalił jak kulą w płot. Mieszkańcy Słupska donieśli, że prezydent pali marihuanę Fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta

Nie ma tygodnia, aby cała Polska nie dowiedziała się czegoś nowego o życiu Słupska i Roberta Biedronia. Tym razem okazuje się, że polityk może mieć poważne kłopoty. Wszystko przez to, że mieszkańcy zawiadomili prokuraturę ws. palenia marihuany przez prezydenta. Skąd wiedzieli? Z wywiadu - prezydent przyznał się do tego na łamach mediów.

REKLAMA
Biedroń przeszarżował. Liberalny prezydent poczuł się pewnie na swoim stanowisku, które czyni z niego samorządowego celebrytę. I jak przystało na gwiazdę, Biedroń wywołał skandal.
– Palę od czasu do czasu. Jestem za. Uwielbiam jej zapach, marihuana sprawia mi przyjemność. Uważam też, że ze względów medycznych powinniśmy ją zalegalizować. To absurd, że w XXI wieku ktoś mi będzie mówił, co mam palić, a czego mam nie palić – powiedział na łamach Gazeta.pl.
Słupsk nie nadąża za wyzwolonym Biedroniem. Krzysztof Młynarczyk, szef słupskiej prokuratury rejonowej przyznał, że wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta miasta. – Dotyczy ono posiadania substancji odurzających – powiedział Wirtualnej Polsce policjant.
Biedroń nie traktuje poważnie tych doniesień i wyjaśnia, iż to że ktoś coś pali nie znaczy, że jest w tego posiadaniu. Zapowiada również, że nie zamierza milczeć w sprawie marihuany, bo jest zwolennikiem legalizacji.