
W poniedziałek pasjonat historii Jacek Dzienisiuk dokonał przełomowego odkrycia – znalazł fragmenty wodnosamolotu z przedwojennej bazy w Pucku. Odkrycie zamiast radości przysporzyło mu więcej kłopotów. Konserwator zabytków wszczął bowiem postępowanie wobec poszukiwacza.
Fragmenty wraku Dzienisiuk odnalazł w poniedziałek. Tego samego dnia napisał mail do konserwatora zabytków oraz urzędu morskiego:
Konserwator zabytków nie jest zadowolony z powodu samowolnego wydobycia. Wystosował pismo z którego wynika, że Dzienisiuk może mieć poważne konsekwencje prawne swojego czynu.
(...) Swoimi działaniami „odkrywcy” mogli narazić na zniszczenie cenne stanowisko archeologiczne. PWKZ rozpoczyna postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Prowadzenie prac archeologicznych bez wymaganej zgody zagrożone jest karą grzywny, natomiast zniszczenie zabytków nawet karą pozbawienia wolności. Osoby, instytucje lub organizacje pragnące dokonać eksploracji muszą uzyskać wcześniej zgodę od Marynarki Wojennej, Straży Granicznej, właściwego Urzędu Ochrony Zabytków i Urzędu Morskiego. Wszelkie prace wydobywcze mogą odbywać się z udziałem archeologa podwodnego, mającego odpowiednie kwalifikacje do tego rodzaju prac.
Innego zdania są poszukiwacze skarbów zrzeszeni na forum odkrywca. "no to takie polskie...od razu paragraf, mandaty, wyroki... A domniemanie niewinności? Chłop zawiózł śmigło, zabezpieczył no bo złomiarze morscy mogą się pojawić to mu jeszcze chcą dowalić. A co wkz (wojewódzki konserwator zabytków – przyp. red.) zrobił w poszukiwaniu takich wraków?" – pisał użytkownik o nicku finucha.
- Każdy obywatel polski robiąc taki ukłon w stronę historii i to zgodnie z obowiązującymi przepisami (ustawa o ochr. zabytków z dnia 23 lipca 2003 art 33.1) byłby zawiedziony i zrezygnowany.Taka postawa urzędników państwowych zastrasza i przeraża ludzi którzy przypadkowo mają styczność z zabytkami. Oczywiście, że jestem zawiedziony! Jestem zdziwiony niekompetencją Pani Iwony Pomian która medialnie dostępny film podwodny nazywa"eksploracją miejsca archeologicznego", nie znając nawet pozycji geograficznej obiektu. A ratowanie jego części (śmigło duralowe) _"zniszczeniem"! Warto też spojrzeć na niezmiernie kosztowną operację wyciągnięcia Douglasa, -zniszczenia pasami nośnymi,brak "zafoliowania" całego obiektu, błędy w transporcie i wreszcie efekt końcowy degradacji w Muzeum. Jako pilot liniowy i profesjonalny nurek jestem zbyt świadomy prawa, konstrukcji samolotów i specyfiki środowiska podwodnego żeby się takim postępowaniem nie martwić. Zastanawia mnie też struktura urzędu Wojewódzkiego konserwatora zabytków który powiela nieprawdę poprzez rzecznika. Tak wspaniały Polski samolot i znaczący obiekt archeologiczny odzyska swoje prawa poprzez prawidłową współpracę z urzędami. - napisał Dzienisiuk.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
