Wydobyte z Zatoki Puckiej śmigło wodnosamolotu.
Wydobyte z Zatoki Puckiej śmigło wodnosamolotu. fot. Było, nie minęło - Kronika Zwiadowców Historii

W poniedziałek pasjonat historii Jacek Dzienisiuk dokonał przełomowego odkrycia – znalazł fragmenty wodnosamolotu z przedwojennej bazy w Pucku. Odkrycie zamiast radości przysporzyło mu więcej kłopotów. Konserwator zabytków wszczął bowiem postępowanie wobec poszukiwacza.

REKLAMA
Wrak wodnosamolotu na dnie Zatoki Puckiej odnalazł kapitan PLL LOT Jacek Dzienisiuk, wnuk Jerzego Dzienisiuka, obrońcy Helu z 1939 r. Nurek przekazał informację o znalezisku Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu. Już w kwietniu odnalazł pływak maszyny Lublin R.XIII /hydro, zatopionego przez Niemców w kampanii wrześniowej lub celowo zatopiony przez polską załogę. To sensacja, bowiem do dzisiaj nie przetrwały niemal żadne fragmenty samolotów z Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. We wrześniu 1939 roku hydroplany z Pucka zostały rozbite przez niemiecką armię. Odkrycie jest więc sensacyjne.
Wrak odnaleziony
Fragmenty wraku Dzienisiuk odnalazł w poniedziałek. Tego samego dnia napisał mail do konserwatora zabytków oraz urzędu morskiego:
"Chciałbym Państwa poinformować że właśnie dokonałem kolejnego odkrycia polskiego samolotu na dnie Bałtyku. Z powodu narażenia obiektu na kolizję z jednostkami pływającymi oraz dużego ryzyka jego zniszczenia,jak również ingerencję osób nieuczciwych, zabezpieczyłem i przekazałem najbardziej narażoną część do Muzeum Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku, wykorzystując moją szeroko pojętą wiedzę na temat konstrukcji lotniczych. Części drobne rozrzucone luźno na dnie (...) zabezpieczyłem i również przekazałem do muzeum MDL w Pucku (...)Uprzejmie proszę o niezwłoczny kontakt ze mną i profesjonalne wsparcie, przejęcie obiektu i jego pozycji oraz zastosowanie procedur zabezpieczenia cennego, unikatowego, polskiego obiektu historycznego. "
Rzeczywiście muzeum otrzymało śmigło samolotu oraz chłodnicę, łącznik pływaka, aluminiową osłonę stanowiska strzelca, wał rozrządu i przewody silnika. Pozostałe elementy hydroplanu znajdują się wciąż na dnie.
Konserwator grozi postępowaniem
Konserwator zabytków nie jest zadowolony z powodu samowolnego wydobycia. Wystosował pismo z którego wynika, że Dzienisiuk może mieć poważne konsekwencje prawne swojego czynu.
Dariusz Chmielewski, wojewódzki konserwator zabytków

(...) Swoimi działaniami „odkrywcy” mogli narazić na zniszczenie cenne stanowisko archeologiczne. PWKZ rozpoczyna postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Prowadzenie prac archeologicznych bez wymaganej zgody zagrożone jest karą grzywny, natomiast zniszczenie zabytków nawet karą pozbawienia wolności. Osoby, instytucje lub organizacje pragnące dokonać eksploracji muszą uzyskać wcześniej zgodę od Marynarki Wojennej, Straży Granicznej, właściwego Urzędu Ochrony Zabytków i Urzędu Morskiego. Wszelkie prace wydobywcze mogą odbywać się z udziałem archeologa podwodnego, mającego odpowiednie kwalifikacje do tego rodzaju prac.

Zastrzeżenia do poszukiwacza skarbów mają też znawcy tematyki i archeologii morskiej. Uważają, że nie powinno dochodzić do sytuacji, w których amatorzy wydobywają na powierzchnię dziedzictwo historyczne.
– Pan Dzienisiuk jak widać nie zna prawa. Nie wolno mu było wydobyć dziś czegokolwiek z dna morskiego. Jego obowiązkiem było natychmiast zgłosić znalezisko do Urzędu Morskiego i konserwatora zabytków – mówi dr Iwona Pomian z Narodowego Muzeum Morskiego. – Nieszczęśliwie stało się, że w świetle kamer dwóch największych telewizji w tym kraju doszło do poważnego złamania dwóch ustaw i zniszczenia zabytku. Można to spokojnie nazwać piractwem archeologicznym.
Co dalej?
Innego zdania są poszukiwacze skarbów zrzeszeni na forum odkrywca. "no to takie polskie...od razu paragraf, mandaty, wyroki... A domniemanie niewinności? Chłop zawiózł śmigło, zabezpieczył no bo złomiarze morscy mogą się pojawić to mu jeszcze chcą dowalić. A co wkz (wojewódzki konserwator zabytków – przyp. red.) zrobił w poszukiwaniu takich wraków?" – pisał użytkownik o nicku finucha.
Wśród eksploratorów znaleźli się i tacy co bronią decyzji konserwatora: "Chyba gorączka złotego pociągu udzieliła się co po niektórym. Trzeba sobie wbić do głowy, że to co jest w ziemi, rzece, morzu naprawdę wartościowe z historycznego punktu widzenia należy do Skarbu Państwa i nie mowa tu o orzełkach, klamrach i innych tego typu przedmiotach, których pełno ale pojazdów samolotów nie można sobie od tak wydobywać tym bardziej w kawałkach." – pisał pni.
Sprawę dla naTemat skomentował sam poszukiwacz.
- Każdy obywatel polski robiąc taki ukłon w stronę historii i to zgodnie z obowiązującymi przepisami (ustawa o ochr. zabytków z dnia 23 lipca 2003 art 33.1) byłby zawiedziony i zrezygnowany.Taka postawa urzędników państwowych zastrasza i przeraża ludzi którzy przypadkowo mają styczność z zabytkami. Oczywiście, że jestem zawiedziony! Jestem zdziwiony niekompetencją Pani Iwony Pomian która medialnie dostępny film podwodny nazywa"eksploracją miejsca archeologicznego", nie znając nawet pozycji geograficznej obiektu. A ratowanie jego części (śmigło duralowe) _"zniszczeniem"! Warto też spojrzeć na niezmiernie kosztowną operację wyciągnięcia Douglasa, -zniszczenia pasami nośnymi,brak "zafoliowania" całego obiektu, błędy w transporcie i wreszcie efekt końcowy degradacji w Muzeum. Jako pilot liniowy i profesjonalny nurek jestem zbyt świadomy prawa, konstrukcji samolotów i specyfiki środowiska podwodnego żeby się takim postępowaniem nie martwić. Zastanawia mnie też struktura urzędu Wojewódzkiego konserwatora zabytków który powiela nieprawdę poprzez rzecznika. Tak wspaniały Polski samolot i znaczący obiekt archeologiczny odzyska swoje prawa poprzez prawidłową współpracę z urzędami. - napisał Dzienisiuk.
Co dalej z poszukiwaczem zabytków? Wszystko zależy od wyników postępowania przeprowadzonego przez konserwatora zabytków.

Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl