Palenie w wielkim mieście. Nikt nie pali, ale wszyscy wspominają... "Nie polecam kina 5D"
Palenie w wielkim mieście. Nikt nie pali, ale wszyscy wspominają... "Nie polecam kina 5D" Fot. Joshua Resnick / Shutterstock.com

Można wprowadzać kolejne zakazy, można informować o szkodliwości palenia marihuany, można też wsadzać posiadaczy za kratki. Nie mam zamiaru ani propagować dżointów, ani wieszać psów na palaczach. Co jakiś czas natomiast słyszę historie o tym, co ludzie robią po wypaleniu. Biorąc pod uwagę oficjalne statystyki, tych "świadectw" dociera do mnie zaskakująco dużo. Choć oczywiście w Polsce nikt nie pali.

REKLAMA
A jednak, udało mi się "dotrzeć" do osób, które "próbowały" kiedyś marihuany. Gdy zadzwoniłem do koleżanki, która wspominała mi o niestandardowych sposobach na spędzanie piątków, początkowo słyszę, że nie ma o czym mówić. – Nic szczególnego sobie nie przypominam, po prostu czasem palimy – mówi wzięta pani fotograf. – Chociaż czekaj... – dodaje po chwili...
Zepsute miasto
– Aby mieć lepszą fazę, najczęściej idę do klubu potańczyć. Uwielbiam miksować wtedy muzę – mówi. Ale co zrobić, aby mieć lepsze doznania bez wychodzenia z domu? Okazuje się, że i na to są sposoby. – Mój chłopak uwielbia oglądać wtedy programy typu "Top Model", który po paleniu wydaje mu się najśmieszniejszym programem na świecie – mówi fotografka.
A co ona robi w tym czasie? Zaprasza koleżanki i po wspólnym wypaleniu kilku dżointów zaczynają się... malować. – Robimy makijaże bez patrzenia w lusterko. Do tego gotujemy wszystko, co mamy w lodówce, zagryzając sucharki z keczupem. Zawsze wydaje mi się to najsmaczniejszym jedzeniem na świecie – mówi artystka, która nie ma problemu z przyznaniem się do palenia dżointów. Powód? Przewidywalny: "wszyscy to robią".
logo
Marihuana? Podobno "wszyscy palą"... lculig / Shutterstock.com
Dzwonię do kolejnej koleżanki. Nieco starszej, z mniejszego miasta, pokładanej. Prawdziwa matka. Polka. Pytam grzecznie, czy nie przeszkadzam, bo wiem że jest na urlopie macierzyńskim. Nie przeszkadzam. Pytam zatem, czy ma jakieś historie związane z paleniem marihuany, albo czy nawet wymyślała jakieś specjalne bodźcie, które miałyby wprowadzić ją w "lepszy stan". Odpowiada: – Mój sposób na fazę? Seks, cmentarz – mówi 36-latka.
Miała wtedy może z 17 lat i jak twierdzi, ledwo pamięta te czasy. Wspomina, jak z kolegami i koleżankami z liceum postanowili zorganizować sobie czas po lekcjach. – Byłam wtedy "czarna i zła", jak całe moje towarzystwo. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy na cmentarz i zapalimy zielsko. Strasznie się bałam, ale pamiętam, że pomysł wydawał mi się idealny – wspomina moja rozmówczyni.
logo
Ludzie palący marihuanę szukają mocny bodźców. Mają im gwarantować silniejsze, choć wcale nie przyjemne przeżycia. Fot. Shutterstock.com
Przyznaje jednak, że jeszcze bardziej niż na cmentarzu wolała upalić się w Wigilię, choć miała później lęk przed opłatkiem i składaniem rodzinnych życzeń. – Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu – mówi.
Wiele razy paliła sama, zawsze do seksu, czasem na wycieczki do podmiejskich pustostanów. – Spaliśmy na jakichś styropianach, a koleżanka uciekała przed foliowym potworem... Aż nie mogę w to dziś uwierzyć – wspomina moja rozmówczyni. Na końcu dodaje, że najbardziej lubiła palić przy dźwiękach ulubionej muzyki.
Konsola rządzi
Nie raz już słyszałem, że nieodłącznym kompanem wielbicieli zielonej używki jest konsola do gier. W sieci można nawet znaleźć listy najlepszych gier, które w szczególny sposób mają wpływać na palaczy marihuany. – Im bardziej dopracowane pod względem wizualnym, tym lepiej. Mi zawsze urywało głowę przy Call of Duty. Siedzieliśmy ze szczękami przy podłodze – wspomina znajomy finansista, który dopiero zaczyna opowiadać o swoich przygodach z paleniem.
logo
W internecie można znaleźć nawet specjalne gry dla palaczy. g-stockstudio / Shutterstock.com
– Mamy z kolegami świecką tradycję, polegającą na paleniu przed każdym premierowym pokazem Harry'ego Pottera. Ludzie w kinie właściwie przestawali dla nas istnieć. Ale zdecydowanie nie polecam palenia przed filmami 3D, czy tym bardziej 5D. Oczy i tak są zmęczone od samego palenia, to aż trudno wytrzymać – mówi fan mocnych wrażeń. Tych dostarcza mu także jazda rowerem czy na desce – też po marihuanie. – Świat jest wtedy piękny, a wrażenia to miazga – zapewnia.
"Nie polecam"
Oczywiście nie wszyscy wypowiadają się o paleniu dżointów w samych superlatywach. Część zapytanych przeze mnie osób wspomina to jako traumatyczne przeżycie, które zepsuło im wieczór, a nawet długo oczekiwany wyjazd. – Zapaliłam na Openerze. Czułam się źle do tego stopnia, że w czasie występu the Prodigy musiałam się położyć na ziemi jakiś kilometr od sceny. Dla mnie było już po koncercie. Jakiś czas później zjadłam chyba ze trzy pudełka makaronu ze szpinakiem – wspomina 19-latka.
logo
Jeśli już ktoś pali marihuanę, zdecydowanie bezpieczniej jest zostać w domu. KENNY TONG / Shutterstock.com
Również fan gier wideo ma kilka porad. Jego zdaniem, po paleniu marihuany raczej nie powinno się wychodzić do ludzi, a przynajmniej do tłumów. – Nie polecam też przebywania na ostrym słońcu a już z całą pewnością, prowadzenia auta – słyszę od palacza marihuany.
– Po paleniu zioła boję się otwartych przestrzeni – dodaje kolejny rozmówca, tym razem dziennikarz. – W młodych latach zrobiłem parę głupich rzeczy wychodząc na miasto pod wpływem, ale o tym to nawet anonimowo nie chcę mówić, bo do tej pory czuję wstyd – słyszę od 31-latka.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl