
Można wprowadzać kolejne zakazy, można informować o szkodliwości palenia marihuany, można też wsadzać posiadaczy za kratki. Nie mam zamiaru ani propagować dżointów, ani wieszać psów na palaczach. Co jakiś czas natomiast słyszę historie o tym, co ludzie robią po wypaleniu. Biorąc pod uwagę oficjalne statystyki, tych "świadectw" dociera do mnie zaskakująco dużo. Choć oczywiście w Polsce nikt nie pali.
REKLAMA
A jednak, udało mi się "dotrzeć" do osób, które "próbowały" kiedyś marihuany. Gdy zadzwoniłem do koleżanki, która wspominała mi o niestandardowych sposobach na spędzanie piątków, początkowo słyszę, że nie ma o czym mówić. – Nic szczególnego sobie nie przypominam, po prostu czasem palimy – mówi wzięta pani fotograf. – Chociaż czekaj... – dodaje po chwili...
Zepsute miasto
– Aby mieć lepszą fazę, najczęściej idę do klubu potańczyć. Uwielbiam miksować wtedy muzę – mówi. Ale co zrobić, aby mieć lepsze doznania bez wychodzenia z domu? Okazuje się, że i na to są sposoby. – Mój chłopak uwielbia oglądać wtedy programy typu "Top Model", który po paleniu wydaje mu się najśmieszniejszym programem na świecie – mówi fotografka.
– Aby mieć lepszą fazę, najczęściej idę do klubu potańczyć. Uwielbiam miksować wtedy muzę – mówi. Ale co zrobić, aby mieć lepsze doznania bez wychodzenia z domu? Okazuje się, że i na to są sposoby. – Mój chłopak uwielbia oglądać wtedy programy typu "Top Model", który po paleniu wydaje mu się najśmieszniejszym programem na świecie – mówi fotografka.
A co ona robi w tym czasie? Zaprasza koleżanki i po wspólnym wypaleniu kilku dżointów zaczynają się... malować. – Robimy makijaże bez patrzenia w lusterko. Do tego gotujemy wszystko, co mamy w lodówce, zagryzając sucharki z keczupem. Zawsze wydaje mi się to najsmaczniejszym jedzeniem na świecie – mówi artystka, która nie ma problemu z przyznaniem się do palenia dżointów. Powód? Przewidywalny: "wszyscy to robią".
Dzwonię do kolejnej koleżanki. Nieco starszej, z mniejszego miasta, pokładanej. Prawdziwa matka. Polka. Pytam grzecznie, czy nie przeszkadzam, bo wiem że jest na urlopie macierzyńskim. Nie przeszkadzam. Pytam zatem, czy ma jakieś historie związane z paleniem marihuany, albo czy nawet wymyślała jakieś specjalne bodźcie, które miałyby wprowadzić ją w "lepszy stan". Odpowiada: – Mój sposób na fazę? Seks, cmentarz – mówi 36-latka.
Miała wtedy może z 17 lat i jak twierdzi, ledwo pamięta te czasy. Wspomina, jak z kolegami i koleżankami z liceum postanowili zorganizować sobie czas po lekcjach. – Byłam wtedy "czarna i zła", jak całe moje towarzystwo. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy na cmentarz i zapalimy zielsko. Strasznie się bałam, ale pamiętam, że pomysł wydawał mi się idealny – wspomina moja rozmówczyni.
Przyznaje jednak, że jeszcze bardziej niż na cmentarzu wolała upalić się w Wigilię, choć miała później lęk przed opłatkiem i składaniem rodzinnych życzeń. – Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu – mówi.
Wiele razy paliła sama, zawsze do seksu, czasem na wycieczki do podmiejskich pustostanów. – Spaliśmy na jakichś styropianach, a koleżanka uciekała przed foliowym potworem... Aż nie mogę w to dziś uwierzyć – wspomina moja rozmówczyni. Na końcu dodaje, że najbardziej lubiła palić przy dźwiękach ulubionej muzyki.
Konsola rządzi
Nie raz już słyszałem, że nieodłącznym kompanem wielbicieli zielonej używki jest konsola do gier. W sieci można nawet znaleźć listy najlepszych gier, które w szczególny sposób mają wpływać na palaczy marihuany. – Im bardziej dopracowane pod względem wizualnym, tym lepiej. Mi zawsze urywało głowę przy Call of Duty. Siedzieliśmy ze szczękami przy podłodze – wspomina znajomy finansista, który dopiero zaczyna opowiadać o swoich przygodach z paleniem.
Nie raz już słyszałem, że nieodłącznym kompanem wielbicieli zielonej używki jest konsola do gier. W sieci można nawet znaleźć listy najlepszych gier, które w szczególny sposób mają wpływać na palaczy marihuany. – Im bardziej dopracowane pod względem wizualnym, tym lepiej. Mi zawsze urywało głowę przy Call of Duty. Siedzieliśmy ze szczękami przy podłodze – wspomina znajomy finansista, który dopiero zaczyna opowiadać o swoich przygodach z paleniem.
– Mamy z kolegami świecką tradycję, polegającą na paleniu przed każdym premierowym pokazem Harry'ego Pottera. Ludzie w kinie właściwie przestawali dla nas istnieć. Ale zdecydowanie nie polecam palenia przed filmami 3D, czy tym bardziej 5D. Oczy i tak są zmęczone od samego palenia, to aż trudno wytrzymać – mówi fan mocnych wrażeń. Tych dostarcza mu także jazda rowerem czy na desce – też po marihuanie. – Świat jest wtedy piękny, a wrażenia to miazga – zapewnia.
"Nie polecam"
Oczywiście nie wszyscy wypowiadają się o paleniu dżointów w samych superlatywach. Część zapytanych przeze mnie osób wspomina to jako traumatyczne przeżycie, które zepsuło im wieczór, a nawet długo oczekiwany wyjazd. – Zapaliłam na Openerze. Czułam się źle do tego stopnia, że w czasie występu the Prodigy musiałam się położyć na ziemi jakiś kilometr od sceny. Dla mnie było już po koncercie. Jakiś czas później zjadłam chyba ze trzy pudełka makaronu ze szpinakiem – wspomina 19-latka.
Oczywiście nie wszyscy wypowiadają się o paleniu dżointów w samych superlatywach. Część zapytanych przeze mnie osób wspomina to jako traumatyczne przeżycie, które zepsuło im wieczór, a nawet długo oczekiwany wyjazd. – Zapaliłam na Openerze. Czułam się źle do tego stopnia, że w czasie występu the Prodigy musiałam się położyć na ziemi jakiś kilometr od sceny. Dla mnie było już po koncercie. Jakiś czas później zjadłam chyba ze trzy pudełka makaronu ze szpinakiem – wspomina 19-latka.
Również fan gier wideo ma kilka porad. Jego zdaniem, po paleniu marihuany raczej nie powinno się wychodzić do ludzi, a przynajmniej do tłumów. – Nie polecam też przebywania na ostrym słońcu a już z całą pewnością, prowadzenia auta – słyszę od palacza marihuany.
– Po paleniu zioła boję się otwartych przestrzeni – dodaje kolejny rozmówca, tym razem dziennikarz. – W młodych latach zrobiłem parę głupich rzeczy wychodząc na miasto pod wpływem, ale o tym to nawet anonimowo nie chcę mówić, bo do tej pory czuję wstyd – słyszę od 31-latka.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl