
W 2010 roku na łamach biuletynu CFA Institute w rubryce dotyczącej bankowości prywatnej Ed McCarthy zadał doradcom wealth management pytanie: „Co robisz, gdy klient wyraża chęć zainwestowania w sztukę?”. Ogromne zainteresowanie klientów sztuką to główny impuls szybkiego rozwoju art bankingu na całym świecie. Jest to z pewnością unikatowa inwestycja, dlatego warto zdać sobie sprawę ze specyfiki sztuki jako jednej z klas aktywów.
REKLAMA
Podstawową cechą dzieł sztuki jest ich niepowtarzalność. W ekonomicznej terminologii można mówić o rzadkości dóbr, jakimi są: obrazy, rzeźby, grafiki czy fotografie. Zgodnie z odwiecznym mechanizmem motywującym kolekcjonerów i zbieraczy – im przedmiot trudniej dostępny, tym jego wartość większa. Brak substytutów dla poszczególnych dzieł sztuki przesuwa bardzo daleko granicę tego, ile klienci są w stanie uczynić dla pozyskania tego wymarzonego – vide rekordy cenowe.
Drugą ważną cechą dzieł sztuki jest ich bardzo złożona natura. Choć nazwisko artysty jest powszechnie uważane za najważniejsze, pisząc o „pracy Picassa”, poruszamy się w sferze ogólników. Poszczególne dziedziny sztuki, takie jak: malarstwo, rysunek, grafika, rzeźba wytworzyły wokół siebie osobne rynki. W obrębie malarstwa dwa obrazy Picassa mogą być przedmiotem inwestycji, które zakończą się zupełnie inaczej. Wyceny prac o odmiennych formatach, technikach malarskich i odmiennej tematyce mogą być skrajnie różne. Nie mniej na ceny wpływa historia danego dzieła sztuki – poprzedni właściciele, udział w wystawach czy reprodukowanie go w ważnych wydawnictwach. Oprócz mocno skomplikowanej kwestii klasy artystycznej danego dzieła całkowicie uzasadnione jest wyróżnianie etapów w twórczości artysty. Listę można ciągnąć dalej – stan zachowania, wiarygodność atrybucji (przypisania pracy konkretnemu artyście), obecność sygnatury (podpisu)...
Drugą ważną cechą dzieł sztuki jest ich bardzo złożona natura. Choć nazwisko artysty jest powszechnie uważane za najważniejsze, pisząc o „pracy Picassa”, poruszamy się w sferze ogólników. Poszczególne dziedziny sztuki, takie jak: malarstwo, rysunek, grafika, rzeźba wytworzyły wokół siebie osobne rynki. W obrębie malarstwa dwa obrazy Picassa mogą być przedmiotem inwestycji, które zakończą się zupełnie inaczej. Wyceny prac o odmiennych formatach, technikach malarskich i odmiennej tematyce mogą być skrajnie różne. Nie mniej na ceny wpływa historia danego dzieła sztuki – poprzedni właściciele, udział w wystawach czy reprodukowanie go w ważnych wydawnictwach. Oprócz mocno skomplikowanej kwestii klasy artystycznej danego dzieła całkowicie uzasadnione jest wyróżnianie etapów w twórczości artysty. Listę można ciągnąć dalej – stan zachowania, wiarygodność atrybucji (przypisania pracy konkretnemu artyście), obecność sygnatury (podpisu)...
Bezpieczeństwo
W tej sytuacji, gdy wycena sztuki jest kwestią skrajnie złożoną, wnioski dla art bankingu można ująć w następujący sposób. Rynek sztuki to w istocie około 150 oddzielnych rynków (np. młodego polskiego malarstwa, plakatów filmowych czy XIX-wiecznego malarstwa francuskiego). To oczywiście duża zaleta tej dziedziny jako inwestycji. Oprócz faktu, że samo włączenie sztuki do portfela wywiera wiele pożądanych skutków zabezpieczająco-stabilizujących, także w obrębie samej sztuki zachodzi dywersyfikacja na rynki nisko ze sobą skorelowane, a co za tym idzie – bezpieczeństwo rośnie jeszcze bardziej. Dywersyfikacja portfela i brak korelacji z rynkiem akcji to chyba najważniejsze zalety, które są przytaczane w kontekście inwestycji w sztukę.
Kierowanie inwestycji w kilka klas aktywów jest korzystne samo w sobie. W przypadku sztuki dywersyfikacja jest podwójna, ponieważ np. rynek zabytkowych mebli rozwija się inaczej niż rynek fotografii współczesnej. Nade wszystko jednak za włączeniem sztuki do portfela przemawia jej minimalna lub zerowa korelacja z rynkami finansowymi. To prawdopodobnie najistotniejsza pojedyncza przyczyna ogromnego wzrostu zainteresowania sztuką w czasach naznaczonych przez kryzys finansowy. Sztuka jako schronienie dla kapitału (shelter asset) czy szczepionka dla portfela – to sugestywne określenia, ale opierają się na realistycznej ocenie sytuacji ekonomicznej i licznych badaniach. Przeznaczając 10-15% kapitału na sztukę osiągamy większe bezpieczeństwo, stabilność, a także szansę uzyskania wyższej stopy zwrotu z całego portfela inwestycyjnego.
W tej sytuacji, gdy wycena sztuki jest kwestią skrajnie złożoną, wnioski dla art bankingu można ująć w następujący sposób. Rynek sztuki to w istocie około 150 oddzielnych rynków (np. młodego polskiego malarstwa, plakatów filmowych czy XIX-wiecznego malarstwa francuskiego). To oczywiście duża zaleta tej dziedziny jako inwestycji. Oprócz faktu, że samo włączenie sztuki do portfela wywiera wiele pożądanych skutków zabezpieczająco-stabilizujących, także w obrębie samej sztuki zachodzi dywersyfikacja na rynki nisko ze sobą skorelowane, a co za tym idzie – bezpieczeństwo rośnie jeszcze bardziej. Dywersyfikacja portfela i brak korelacji z rynkiem akcji to chyba najważniejsze zalety, które są przytaczane w kontekście inwestycji w sztukę.
Kierowanie inwestycji w kilka klas aktywów jest korzystne samo w sobie. W przypadku sztuki dywersyfikacja jest podwójna, ponieważ np. rynek zabytkowych mebli rozwija się inaczej niż rynek fotografii współczesnej. Nade wszystko jednak za włączeniem sztuki do portfela przemawia jej minimalna lub zerowa korelacja z rynkami finansowymi. To prawdopodobnie najistotniejsza pojedyncza przyczyna ogromnego wzrostu zainteresowania sztuką w czasach naznaczonych przez kryzys finansowy. Sztuka jako schronienie dla kapitału (shelter asset) czy szczepionka dla portfela – to sugestywne określenia, ale opierają się na realistycznej ocenie sytuacji ekonomicznej i licznych badaniach. Przeznaczając 10-15% kapitału na sztukę osiągamy większe bezpieczeństwo, stabilność, a także szansę uzyskania wyższej stopy zwrotu z całego portfela inwestycyjnego.
Eliminacja ryzyka
Kwestia ryzyka inwestycyjnego w przypadku sztuki ujmowana jest często na zasadzie kalkulacji odchylenia standardowego rocznej stopy zwrotu. Zgodnie z Mei Moses na przestrzeni 50 lat liczony w ten sposób współczynnik ryzyka dla indeksu sztuki był nieco niższy niż dla indeksu giełdy nowojorskiej (S&P500). W przypadku indywidualnych decyzji inwestycyjnych kwestia ryzyka ma nieco inny wymiar. Na rynku sztuki istnieje wiele sposobów ograniczania go. Choć w przekroju całej sztuki przypadki spadku wartości należą do absolutnych wyjątków, szeroki konsensus utrzymuje się w kwestii stanowiska, że wysokiej klasy dzieła sztuki uznanych artystów nie tracą na wartości. Przegląd notowań aukcyjnych klasyków polskiej sztuki współczesnej (artyści urodzeni w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, tacy jak: Wojciech Fangor, Jan Tarasin czy Stefan Gierowski) pozwala stwierdzić, że średnie ceny wszystkich tych artystów rosną stabilnie i szybko od ponad dekady. Ryzyko nabycia falsyfikatu demonizowane w popularnych mediach stanowi mimo wszystko margines zagrożeń tego rynku. Ma większe znaczenie w przypadku sztuki dawnej. Obrót sztuką współczesną umożliwia kontakt z twórcą, szybką weryfikację oraz wystawienie certyfikatu podpisanego przez samego artystę (np. Dom Aukcyjny Abbey House).
Za ryzyko inwestycji w sztukę należy uznać kwestię niskiej w stosunku do rynku finansowego płynności. Sztuki rzeczywiście nie sprzedaje się tak łatwo i szybko jak papierów wartościowych, choć należy wspomnieć o giełdach sztuki, które powstają w Europie i Azji od kilku lat. To jedna z metod uzyskania większej płynności w tej dziedzinie. Nabywa się udziały
w poszczególnych pracach, a minimalny wkład to np. 10 euro. Giełdy sztuki znajdują się
w dalszym ciągu na etapie poszukiwań – giełda w Luksemburgu ma być pierwszą z pełnymi regulacjami – ale z pewnością warto obserwować to nowe zjawisko na rynku sztuki.
W kolejnych częściach m.in:
- sztuka jako klasa aktywów, c.d. (m.in. stopy zwrotu z inwestycji w sztukę)
- międzypokoleniowy transfer bogactwa
- wywiady z przedstawicielami banków udostępniających w Polsce art banking
Kwestia ryzyka inwestycyjnego w przypadku sztuki ujmowana jest często na zasadzie kalkulacji odchylenia standardowego rocznej stopy zwrotu. Zgodnie z Mei Moses na przestrzeni 50 lat liczony w ten sposób współczynnik ryzyka dla indeksu sztuki był nieco niższy niż dla indeksu giełdy nowojorskiej (S&P500). W przypadku indywidualnych decyzji inwestycyjnych kwestia ryzyka ma nieco inny wymiar. Na rynku sztuki istnieje wiele sposobów ograniczania go. Choć w przekroju całej sztuki przypadki spadku wartości należą do absolutnych wyjątków, szeroki konsensus utrzymuje się w kwestii stanowiska, że wysokiej klasy dzieła sztuki uznanych artystów nie tracą na wartości. Przegląd notowań aukcyjnych klasyków polskiej sztuki współczesnej (artyści urodzeni w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, tacy jak: Wojciech Fangor, Jan Tarasin czy Stefan Gierowski) pozwala stwierdzić, że średnie ceny wszystkich tych artystów rosną stabilnie i szybko od ponad dekady. Ryzyko nabycia falsyfikatu demonizowane w popularnych mediach stanowi mimo wszystko margines zagrożeń tego rynku. Ma większe znaczenie w przypadku sztuki dawnej. Obrót sztuką współczesną umożliwia kontakt z twórcą, szybką weryfikację oraz wystawienie certyfikatu podpisanego przez samego artystę (np. Dom Aukcyjny Abbey House).
Za ryzyko inwestycji w sztukę należy uznać kwestię niskiej w stosunku do rynku finansowego płynności. Sztuki rzeczywiście nie sprzedaje się tak łatwo i szybko jak papierów wartościowych, choć należy wspomnieć o giełdach sztuki, które powstają w Europie i Azji od kilku lat. To jedna z metod uzyskania większej płynności w tej dziedzinie. Nabywa się udziały
w poszczególnych pracach, a minimalny wkład to np. 10 euro. Giełdy sztuki znajdują się
w dalszym ciągu na etapie poszukiwań – giełda w Luksemburgu ma być pierwszą z pełnymi regulacjami – ale z pewnością warto obserwować to nowe zjawisko na rynku sztuki.
W kolejnych częściach m.in:
- sztuka jako klasa aktywów, c.d. (m.in. stopy zwrotu z inwestycji w sztukę)
- międzypokoleniowy transfer bogactwa
- wywiady z przedstawicielami banków udostępniających w Polsce art banking