
Głośne morderstwo pięciolatki w gdańskim Brzeźnie zakończyło się dla wielu kuriozalnym orzeczeniem biegłych. Ojciec dziewczynki został uznany za chwilowo niepoczytalnego, bo... palił marihuanę. Postanowiłem sprawdzić, dlaczego bycie pod wpływem narkotyków jest traktowane "łagodniej" niż w przypadku alkoholu.
Na razie prokuratura sprawy komentować nie chce, bowiem przygotowywany jest wniosek o uzupełnienie dokumentacji medycznej. Do momentu pełnego zapoznania się przez śledczych z dokumentami nie może zapaść decyzja o umorzeniu śledztwa.
Internauci od razu przypomnieli inną sytuację z Gdańska. W maju prokuratura umorzyła śledztwo wobec 30-latka, który demolował sygnalizację świetlną oraz kopał, drapał interweniujących policjantów krzycząc, że jest nosicielem wirusa HIV i właśnie ich zaraził. W uzasadnieniu była opinia, że mężczyzna był niepoczytalny, gdyż zażył amfetaminę po raz pierwszy i nie przewidział, jakie może ona mieć działanie na jego psychikę i podejmowane czynności.
W przypadku działania pod wpływem alkoholu zakłada się, że sprawca wiedział o skutkach spożywania napojów wysokoprocentowych. W przypadku narkotyków u osoby nieuzależnionej można kierować się przesłankami, że nie zdawał sobie sprawy ze swojego zachowania. W kontekście ostatnich doniesień o zabójcy z Brzeźna wydaje się to źle funkcjonować, gdyż mieliśmy tam do czynienia z osoba uzależnioną, która znała wpływ substancji na organizm.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
