
Mistrzostwa Europy mogą rozpocząć się skandalem, bo podwykonawcy budujący Stadion Narodowy nie otrzymali pieniędzy za swoją pracę i są gotowi blokować obiekt przed meczem otwarcia - donosi "Rzeczpospolita".
REKLAMA
Skąd my to znamy. Jeszcze nie rozwiązano problemów finansowych podwykonawców budujących autostrady, a już na jaw wychodzą kolejne problemy, tym razem podwykonawców ze Stadionu Narodowego. Boją się wypowiadać pod nazwiskiem, ale nieoficjalnie skarżą się, że główny wykonawca, firma Hydrobudowa, wciąż zalega im z płatnościami. O sprawie było głośno już dwa miesiące temu, ale wtedy Narodowe Centrum Sportu zdecydowało się wypłacić zaległe pieniądze (72 mln zł). Problem w tym, że nie starczyło dla wszystkich podwykonawców.
- NCS posiada zabezpieczenie w postaci gwarancji bankowej dostarczonej przez generalnego wykonawcę na kwotę 152 mln zł. Jeżeli zaszłaby potrzeba bezpośrednich płatności na rzecz podwykonawców, to mogą być one realizowane z tej gwarancji, nie ma możliwości podwójnego płacenia za jakiekolwiek prace przez NCS - mówi "Rz" Daria Kulińska, rzeczniczka NCS. Uruchomienie pieniędzy z tej rezerwy prędko nie nastąpi, bo NCS nie rozliczyło się z inwestycji z generalnym wykonawcą, a wciąż nie podpisano protokołu końcowego.
Przedstawiciele Hydrobudowy mają też pretensje do NCS, że kłopoty z podwykonawcami są efektem wielu zmian w projektach i robót dodatkowych. Podwykonawcy dodają do tego błędy architektoniczne, które spowodowały opóźnienie w oddaniu stadionu do użytku.
Podwykonawcy muszą teraz czekać na podpisanie protokołu końcowego i wypłatę środków z gwarancji bankowej. Kiedy to nastąpi? Mało prawdopodobne, że przed rozpoczęciem Euro.
