
Wielu polityków i obserwatorów polskiej sceny politycznej podkreśla, że niedzielne wybory będą najważniejszymi od 1989 roku. Mimo to, jako naród wciąż mamy problem z frekwencją i nie doceniamy prawa i obywatelskiego obowiązku, jakim jest oddanie głosu. Politolog Bartłomiej Biskup wyjaśnia, kto i dlaczego nie pójdzie w niedzielę na wybory.
REKLAMA
– Wśród niegłosujących dominują osoby o niższym statusie materialnym, słabo wykształcone, zamieszkujące niewielkie miejscowości. Ludzie, którzy nie lubią, a może nawet nienawidzą polityki – dla nich jest ona czymś obrzydliwym – tłumaczy politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem, to właśnie te osoby twierdzą, że ich głos nic nie zmieni.
Ci, którzy nie wezmą udziału w wyborach czują niechęć do polityki. Bywa, że ktoś ich zawiódł - obiecał i nie załatwił. – Ludzie przecież widzą, co się dzieje wokół nich, czasem reagują na wydarzenia słowami: „A to złodzieje!". Nie uczestniczą jednak aktywnie ani w życiu politycznym, ani społecznym – tłumaczy w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
W ocenie dr Bartłomieja Biskupa część niegłosujących stanowią również wyborcy wyalienowani. Twierdzą oni, że ich głos nic nie znaczy, ale także nie głosują w geście sprzeciwu wobec polityków i demokracji.
Źródło: "Rzeczpospolita"
