
Minorowe nastroje i jakby jednak zaskoczenie, że po 8 latach nie udało się utrzymać pozycji lidera to główne nastroje, które rzucają się w oczy w ten wyborczy wieczór wśród działaczy Platformy Obywatelskiej. Do polityków żegnającej się z władzą partii chyba wreszcie dotarło, jak wiele błędów popełnili w tej kampanii wyborczej.
Choć ugrupowanie premier Ewy Kopacz z wynikiem 23,4 proc. zajęło drugie miejsce, bez wątpienia staje się wielkim przegranym tegorocznego maratonu wyborczego, w którym Platforma Obywatelska najpierw straciła prezydenta, a teraz będzie musiała zejść w Sejmie do opozycji.
Ewa Kopacz
premier, przewodnicząca Platformy Obywatelskiej
W Platformie widzą dziś, że po wyborczej porażce muszą skupić się na walce o utrzymanie wizerunku i przetrwanie trudnych lat. W tej kwestii kluczowe okażą się dokłądne wyniki najbardziej wpływowych ludzi kandydujących z list tego ugrupowania. Uwagę polityków PO przyciągać musi też pytanie o to, czy nad Prawem i Sprawiedliwością udało się zwyciężyć chociaż w którymś z regionów.
Co ważne, na głównym wieczorze wyborczym Platformy w Warszawie nie pojawił się typowany na następcę Ewy Kopacz Grzegorz Schetyna, który wolał spędzić ten czas w Kielcach, gdzie w tym roku kandydował. Podobnie uczyniły "młode wilki" PO. Agnieszka Pomaska została z wyborcami w trójmiejskim mateczniku partii. Rafał Trzaskowski zorganizował wieczór wyborczy w Krakowie.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
