W PiS radość, ale nie taka jak po wygranej Dudy. Działacze myślą już o przyszłych rządach, nie o wyborach

Wielcy wygrani.
Wielcy wygrani. Fot. S.Kaminski/AG
Prawo i Sprawiedliwość wygrało swoje pierwsze wybory parlamentarne od dekady. Ale to, że tak się stanie, było już wiadome od dawna. Dlatego też na wieczorze wyborczym partii nie było takiego wybuchu euforii, jak na wieczorze wyborczym Andrzeja Dudy. Była radość, ale przede wszystkim skupienie na tym, co po wyborach.


Ponad 39 proc. w wyborach parlamentarnych jeszcze nie daje PiS samodzielnej większości. Ale jeśli sprawdzą się wyniki dotyczące mniejszych partii, szczególnie nieprzekroczenia progu przez Zjednoczoną Lewicę, partia Jarosława Kaczyńskiego może myśleć o więcej niż 231 mandatach i samodzielnych rządach.


Politycy PiS myślą więc już o tym, jakie powinny być pierwsze decyzje po objęciu władzy, a przede wszystkim, kogo prezes Kaczyński wyznaczy do ich realizacji. Wielu będących dotychczas na marginesie liczy na ciepłe posadki. Jest tylko jedna grupa polityków, którzy przemykają pod ścianami i wolą, by prezes nie powierzył im rządowej misji. To posłowie do Parlamentu Europejskiego, bo przejście do rządu to spory spadek zarobków.


Ale są też tacy, którzy wręcz marzą o tym, by prezes ich dostrzegł. To prawicowi publicyści, którzy tłumnie pojawili się na wieczorze wyborczym partii. Już na niemal trzy godziny po siedzibie partii przy Nowogrodzkiej przechadzał się Piotr Semka z “Do Rzeczy”, później dołączyli m.in. Igor Janke z Salon24 czy związany z “w Sieci” satyryk Marcin Wolski. Ten ostatni nie odstępował na krok Jana Marii Tomaszewskiego, kuzyna prezesa Kaczyńskiego, który jest jego człowiekiem w TVP.


PiS zorganizowało swój wieczór w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej. To zrozumiałe, bo konto partii po wyborczym maratonie jest mocno nadwyrężone. Tuż przed ciszą wyborczą sztab kupował każdy dostępny czas antenowy. Dzisiejszy wieczór – w przeciwieństwie do końca kampanii Andrzeja Dudy – nie jest startem kolejnej kampanii, dlatego nie ma sensu robić wieczoru wyborczego “na bogato”. Z drugiej strony sympatycy partii są niepocieszeni, że mogło ich przyjść tak mało.

Ale miejsce wieczoru wyborczego też wydaje się być symboliczne. Pokazuje, kto tu rządzi, który element Zjednoczonej Prawicy jest najważniejszy. Jednak w przemówieniu prezesa był ktoś nawet ważniejszy niż on, niż Beata Szydło, niż kandydaci. To od niego prezes zaczął przemówienie, wspomniał też inne ofiary katastrofy smoleńskiej. Wygląda więc na to, że ten wątek będzie niezwykle ważny podczas rządów PiS. Mimo tego nie widziałem na wieczorze wyborczym PiS Antoniego Macierewicza, choć byli jego bliscy współpracownicy.

Ciekawy w przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego był też inny wątek: budowy wielkiego biało-czerwonego obozu zmian. To wskazuje na próbę budowy przeciągnięcia do swojego obozu Pawła Kukiza, a może nawet Janusza Korwin-Mikkego. Niekoniecznie w formie koalicji, ale na pewno w formie budowanych sojuszy.

Bo potrzeba zmian jest w PiS ogromna. Także w mediach. – O, a ten Kraśko to będzie pierwszy do wycięcia – można było usłyszeć na kilkadziesiąt sekund przed ogłoszeniem wyników, kiedy na ekranie pojawił się szef “Wiadomości”. Ale nie ma wątpliwości, że zmiany będą większe. Już teraz politycy PiS mówią o złożeniu autopoprawki do budżetu, na szczycie listy są też podatek od sklepów wielkopowierzchniowych i 500 zł na dziecko. Niewątpliwie początek będzie intensywny.