Fot. materiały prasowe

Ziemski glob to dziś wioseczka, po której przemieszczamy się śmiesznie tanimi liniami latającymi z częstotliwością kursowania niegdysiejszych PKSów i za opłatą, która kierowców wysłużonych auto sanów wprawiłaby w osłupienie. Od małego uczymy się angielskiego, więc z drobną pomocą mowy ciała dogadamy się z każdym. Nasz akcent może nie do końca nadaje się do konwersacji z angielską królową przy herbatce, ale z drugiej strony, kto by się tym przejmował, skoro Londyn to praktycznie nasza kolonia? Wolnoć Tomku w swoim domku, myślimy buńczucznie, jak na obywateli świata przystało. – To co rezerwujemy tę Austrię? – mówi wtedy ona lub on. No jasne, dawaj, załatwimy to raz-dw... Zaraz, zaraz, od kiedy od obywateli świata wymaga się znajomości niemieckiego?

REKLAMA
Mimo, że w językowej ignorancji daleko nam do osławionych Francuzów, którzy, jak głoszą plotki, wszędzie i od wszystkich wymagają znajomości języka Napoleona, to kiedy przychodzi nam używać kompetencji językowych innych niż rodzime czy dobrze przećwiczone, angielskie, sprawa nieco się komplikuje. A przecież obiecaliśmy wyjazd na narty, przechadzki po urokliwym Kitzbühel, noclegi w przytulnych hotelach, poranki na stoku, popołudniowe zakupy w ekskluzywnych butikach, wieczorne kolacje przy świecach...
logo
Kitzbühel jest niezwykle urokliwe, pod warunkiem, że bez problemów uda nam się zarezerwować pobyt. Fot. materiały prasowe
I o ile te obietnice na miejscu zrealizować dość łatwo, to najpierw trzeba się do Tyrolu dostać, a biorąc pod uwagę, że wyjazd ma mieć charakter romantyczny, niewskazanym jest, aby po dotarciu na miejsce hotelowy recepcjonista oświadczył nam, że zamiast przestronnego apartamentu z łazienką, zarezerwowaliśmy jednoosobowy z dostawką, a zamówiony kilka tygodni wcześniej karnet obowiązuje na trasy skrojone na miarę umiejętności Hermana Maiera, a nie ambitnych, ale jednak weekendowych amatorów dwóch desek.
Jeśli w rzeczywistości nasz zasób niemieckiego słownictwa ogranicza się do zwrotu „nicht verstehen”, którego i tak nie jesteśmy już w stanie poprawnie wymówić, nie czarujmy się, że z pomocą wujka Google znajdziemy ofertę zimowego wyjazdu na miarę naszych oczekiwań. O tym, że internetowemu translatorowi nie należy ufać, można przekonać się oglądając klip, w którym księżniczka Elsa z popularnej disneyowskiej kreskówki, zamiast opiewać wolność i swobodę, melodyjnym głosem wyrzuca z siebie jedno abstrakcyjne zdanie za drugim.
A może prościej – po polsku
Przypomnijmy – „Frozen” nie jest komedią absurdu, a scenariusz takowej też nie wydaje się kuszącą opcją na narciarski wyjazd. Zgrywanie poliglotów nie wyjdzie nam na dobre, zresztą gra nie jest warta świeczki – w Kitzbühel będziemy mieli wiele innych okazji, aby zaimponować towarzyszce lub towarzyszowi podróży.
Jeśli więc nie jesteśmy zdecydowani na konkretny hotel albo nie do końca wiemy, jaka opcja wyjazdowa będzie dla nas najkorzystniejsza, wchodzimy na stronę serwisu kitzski.pl i klikamy zakładkę „zapytanie”. Określamy, kiedy mniej więcej chcemy wyjechać i wrócić oraz w jakim składzie osobowym zamierzamy na nartach szaleć. Wpisujemy adres e-mail i czekamy, aż właściciele hoteli odbiorą naszą wiadomość i przyślą swoje propozycje. Tak – my czekamy, oni przysyłają, nie odwrotnie. Zamiast otwierania kolejnych kart w wyszukiwarce i „googlania” hoteli o niewiadomym standardzie, do naszej skrzynki trafiają sprawdzone propozycje. Najtrudniejszym punktem całej operacji jest podjęcie decyzji, po co tak naprawdę do Kitzbühel jedziemy?
Domowo, ekskluzywnie, sportowo – twój wybór
Jeśli na przykład oprócz szusowania po genialnie utrzymanych stokach i popijania grzanego wina pomiędzy jednym zjazdem a drugim liczymy na to, że po powrocie do hotelu impreza będzie miała swój ciąg dalszy, zainteresuje nas Sporthotel Reisch. Położony w centrum Kitzbühel, działający od 1912 roku znajduje się kilka minut spacerem od wyciągu, więc do legendarnego hotelowego baru nie będzie daleko.
logo
Sporthotel Reisch Fot. kitzski
Poszukiwania hotelu położonego w jednym z najbardziej malowniczych zakątków Alp Kitzbühelskich zakończą się natomiast, kiedy otrzymamy ofertę od Activ Sunny Hotel Sonne. Jego charakter można z powodzeniem określić jako „sportową elegancję”. Posiada wszystkie zalety ekskluzywnego hotelu – basen, sauny, restaurację z wyśmienitym jedzeniem, ale jednocześnie nie wymaga od swoich gości przechadzania się po korytarzach w eleganckich pulowerach i futrach.
logo
Activ Sunny Hotel Sonne Fot. kitzski.pl
Grand Tirolia to z kolei opcja dla tych, którzy charakterystyczną tyrolską chatę wybraliby na nocleg jedynie w najgorszych koszmarach, a od miejsca pobytu oczekują przede wszystkim zgodności z najnowszymi trendami designu, wysokiego standardu i wygody. Ten nowoczesny ośrodek posiada świetną restaurację i kompleks spa, po wyjściu z którego można bez problemu przetransportować się na stok na pokładzie hotelowego skibusa. To jednak nie jedyna opcja z tej półki – z kontrofertą wystąpi z pewnością Hotel das Tirol, należącego do sieci Kempinski – najstarszej w Europie sieci hoteli luksusowych (założyciel pochodzi zresztą z Wielkopolski). W 2014 r. strefa wellness tego hotelu została wyróżniona laurem Diamond Spa.
logo
Grand Tirolia i Hotel das Tirol Fot. kitzski.pl
Jeżeli na hasło „Streif” odruchowo przyjmujecie pozycję zjazdową, a oczami wyobraźni widzicie siebie, mknących po tej legendarnej trasie, z czasem zakrawającym na rekord świata – rezerwujecie pokój w Rasmushof Hotel. Jego właścicielka, Signe Reisch, lat na oko 60, codziennie przed śniadaniem przejeżdża Streif dwa razy. Dla niewtajemniczonych: trasa jest uważana, nawet przez zawodowców, za jedną z najniebezpieczniejszych na świecie. Odbywają się tam zresztą transmitowane również w TVP zawody Pucharu Świata w zjeździe na nartach.
logo
Rasmushof Hotel Fot. kitzski.pl
Rodzinna atmosfera – tym hasłem postarają się przyciągnąć wasza uwagę właściciele hotelu Alpen Glück Hotel „Kirchberger Hof“. Czterech gwiazdek nie przyznaje się za nic – ten hotel zawdzięcza je wyjątkowo uważnej i życzliwej obsłudze oraz genialnym widokom z okien pokoi, których wnętrza stanowią jego idealne dopełnienie – urządzono je bowiem z wykorzystaniem naturalnych materiałów, drewna i kamienia. Domowe ciepło znajdziecie również u państwa Egger, prowadzących Alpenresidenz Der Adler. To, że już znacie ich z nazwiska, jest najlepszym świadectwem tego, że do obsługi gości nie podchodzą taśmowo.
logo
Alpen Glück Hotel i Alpenresidenz Der Adler Fot. kitzski.pl
Dla tych, którzy oprócz uwieczniania na cyfrowej matrycy urokliwych pejzaży, swoje fotograficzne umiejętności zamierzają rozwijać w gatunku „selfie”, prawdziwą gratką będzie pobyt w Hotelu Zentral w Kirchberg. „Sweet foci”, pstrykniętej w wannie z widokiem na górską panoramę, w ilości „lajków” nie przebije nawet najsłodszy kociak.
logo
Hotel Zentral w Kirchberg Fot. kitzski.pl
O ile bardziej przekonująco brzmią opisy hoteli pisane po polsku od tych przetłumaczonych przez Google Translate możecie oczywiście przekonać się na własnej skórze – w celach poglądowych jest to jak najbardziej wskazane. Rezerwację zróbcie jednak za pośrednictwem kitzski.pl, tak dla pewności.

Artykuł powstał we współpracy z portalem Austria.info.