
Ziemski glob to dziś wioseczka, po której przemieszczamy się śmiesznie tanimi liniami latającymi z częstotliwością kursowania niegdysiejszych PKSów i za opłatą, która kierowców wysłużonych auto sanów wprawiłaby w osłupienie. Od małego uczymy się angielskiego, więc z drobną pomocą mowy ciała dogadamy się z każdym. Nasz akcent może nie do końca nadaje się do konwersacji z angielską królową przy herbatce, ale z drugiej strony, kto by się tym przejmował, skoro Londyn to praktycznie nasza kolonia? Wolnoć Tomku w swoim domku, myślimy buńczucznie, jak na obywateli świata przystało. – To co rezerwujemy tę Austrię? – mówi wtedy ona lub on. No jasne, dawaj, załatwimy to raz-dw... Zaraz, zaraz, od kiedy od obywateli świata wymaga się znajomości niemieckiego?
Przypomnijmy – „Frozen” nie jest komedią absurdu, a scenariusz takowej też nie wydaje się kuszącą opcją na narciarski wyjazd. Zgrywanie poliglotów nie wyjdzie nam na dobre, zresztą gra nie jest warta świeczki – w Kitzbühel będziemy mieli wiele innych okazji, aby zaimponować towarzyszce lub towarzyszowi podróży.
Jeśli na przykład oprócz szusowania po genialnie utrzymanych stokach i popijania grzanego wina pomiędzy jednym zjazdem a drugim liczymy na to, że po powrocie do hotelu impreza będzie miała swój ciąg dalszy, zainteresuje nas Sporthotel Reisch. Położony w centrum Kitzbühel, działający od 1912 roku znajduje się kilka minut spacerem od wyciągu, więc do legendarnego hotelowego baru nie będzie daleko.
Artykuł powstał we współpracy z portalem Austria.info.
