
Prawo i Sprawiedliwość zdeklasowało polityczną konkurencję. Zwycięstwo to jedno, ale opozycja już zabrała się za torpedowanie pomysłów ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. – My w przeciwieństwie do Platformy uważamy, że opozycja jest potrzebna. Damy im narzędzia do kontroli rządu – mówi Jarosław Sellin, który jest typowany na jednego z ministrów w przyszłym gabinecie Beaty Szydło.
REKLAMA
PiS w trakcie kampanii otworzył worek z obietnicami. Nie boi się Pan, że sami na siebie zastawiliście pułapkę i teraz wszyscy będą się spodziewać błyskawicznych i spektakularnych zmian?
Nie boję się, bo nie jestem człowiekiem bojaźliwym.
Dobrze to słyszeć, a mówiąc serio, to nie uważa Pan, że ewentualne opóźnienia, trudność z wdrażaniem waszego bogatego w obietnice programu będą wodą na młyn dla opozycji?
Wiadomo, że Platforma będzie się starała wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do tego, żeby skrytykować PiS. Nie minęły cztery dni od ogłoszenia wyników wyborów, a politycy tej partii już chcą nas rozliczać z programowych obietnic. To nie wystawia im dobrego świadectwa ani nie czyni ich poważnymi. Ja jestem spokojny o nasze obietnice. One są racjonalne, wyliczone, wiadomo ile będą kosztować. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że nasze propozycje są planami długofalowymi, niektóre będą rozłożone na lata i reformy mogą być rozłożone w czasie.
Nie mam tu jednak na myśli naszych sztandarowych projektów: 500 zł na dziecko, kwota wolna od podatku, powrót do poprzedniego wieku emerytalnego - to będą te reformy, które przeprowadzimy szybko, ale one są elementem szerszego programu PiS na to, jak ma wyglądać i funkcjonować sprawne państwo. Chcemy ambitnej polityki demograficznej, prorodzinnej i takiej, która będzie stymulować gospodarkę. Nie można nie zauważyć, że realizacja takiego szerokiego planu będzie rozłożona w czasie.
Czy Platforma Pana zdaniem może spełnić jakąś pozytywną rolę w tej kadencji Sejmu?
My na pewno inaczej niż Platforma pojmujemy rolę opozycji jako takiej. Platforma podczas 8-letnich rządów dążyła do anihilacji opozycji. To politycy PO ustami swoich przywódców mówili o tym, że "trzeba dorzynać watahę" i wiadomo, że mieli tu na myśli właśnie Prawo i Sprawiedliwość. My takim językiem się nie posługujemy. I doskonale rozumiemy, że opozycja jest immanentną częścią porządku demokratycznego i z tego tytułu, należy jej się szacunek. Opozycja zapewnia przecież debatę publiczną.
Proszę też zwrócić uwagę na to, że to my zaproponowaliśmy umocnienie pozycji partii opozycyjnych. Ma to zagwarantować nasz "pakiet demokratyczny". Jarosław Kaczyński wspomniał o tym projekcie nawet podczas wieczoru wyborczego. Nie chcemy, żeby opozycja była lekceważona, a jej pozycja osłabiana. Damy jej większe uprawnienia i narzędzia formalne do kontrolowania rządu i właśnie my im to zapewnimy. W ten sposób pokażemy, jak należy podchodzić do opozycji.
Prasa zagraniczna, ale i część rodzimych komentatorów grzmi, że Polskę czeka "orbanizacja". Co to dla Pana znaczy i czy stawianie znaku równości między Polską a Węgrami ma, tak jak chciałaby większość osób, negatywny wydźwięk?
Uważam, że w ogóle ocena Wiktora Orbana jest niesprawiedliwa i krzywdząca. To normalny polityk demokratycznego kraju, który potrafi zadbać o węgierski interes narodowy. Żeby osiągnąć ten cel posiłkuje się legalnymi metodami, które są udziałem przywódcy państwa będącego w Unii Europejskiej. Prowadzi suwerenną politykę zagraniczną, ponieważ w ramach europejskich struktur, właśnie taka polityka zagraniczna jak ta spod znaku Orbana jest możliwa. Z pewnymi jego wyborami można się zgadzać, z niektórymi nie, ale to normalny przywódca.
Okazuje się też, że w wielu sprawach miał rację. Tak było np. w przypadku kryzysu migracyjnego. Długo był krytykowany za swoją politykę w stosunku do uchodźców, ale teraz wygląda na to, że to on podejmował słuszne decyzje, a inni europejscy przywódcy właśnie zaczynają się na nim wzorować i przyznać mu rację.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
