Dziś to fenomen, ale kiedyś stracił pracę, bo był jak "miły głos w obozie koncentracyjnym". 4 historie o Tadeuszu Sznuku

Prowadzący "Jeden z dziesięciu" Tadeusz Sznuk cieszy się niesamowitą popularnością w sieci
Prowadzący "Jeden z dziesięciu" Tadeusz Sznuk cieszy się niesamowitą popularnością w sieci Fot. TVP
Tadeusz Sznuk znów robi furorę – tym razem wypowiedzią o kobietach w "Jeden z dziesięciu". Prowadzący kultowego programu to ikona, także dla młodych, choć jest jak żywcem wyjęty z innej telewizyjnej epoki. Oto, czego prawdopodobnie o nim nie wiedzieliście.


Startował w wyborach

Widzom "Jeden z dziesięciu" pewnie z trudem przyjdzie wyobrażenie sobie Sznuka zaangażowanego politycznie. Ale tak, prowadzący teleturnieju przed laty walczył o miejsce w parlamencie. Chciał być senatorem. Startował w wyborach z 1989 roku jako kandydat niezależny, a jego kandydaturę wysunęła grupa dziennikarzy "Sygnałów Dnia" i techników Polskiego Radia. Nie odniósł jednak sukcesu.

Skąd w ogóle pomysł startu? – Opierał się na dość prostej wierze: skoro już tyle lat funkcjonujemy w audycjach informacyjnych, to można powiedzieć, że jesteśmy nie najgorzej poinformowani, więc może warto to wykorzystać w czymś takim, jak senat. Jako że byłem najstarszy w grupie, padło na mnie. No ale to nie była chwila dla niezależnych kandydatów, zwycięstwo listy Solidarności było druzgocące, tylko jedna osoba spoza niej weszła do izby – tłumaczył w rozmowie z "Onetem".
Teraz uważa, że przegrane wybory były raczej błogosławieństwem. – Może to i dobrze? Potem kilkanaście lat byłem radiowym sprawozdawcą z parlamentu i przyjrzałem się funkcjonowaniu tego organu. Ale w wyborach miałem swoją satysfakcję – po trzech kandydatach z Solidarności przede mną uplasował się, z nieco tylko większą liczbą głosów, pewien poważny profesor. To mi dało pojęcie o zaufaniu słuchaczy – dodawał w wywiadzie.

Pomówiony o współpracę z SB

Sznuk toczył też okołopolityczne boje na innym froncie. W 2005 roku jego nazwisko znalazło się na tzw. liście Wildsteina – spisie IPN ze 160 tys. nazwiskami funkcjonariuszy i agentów SB oraz osób wytypowanych do współpracy. Instytut twierdził, że dziennikarz został zarejestrowany w 1982 roku jako Tajny Współpracownik o pseudonimie "Arat". Jego zadaniem miało być "udzielanie informacji na temat sytuacji ogólnej w Komitecie RTV".

Szybko okazało się, że to bzdura. Dziennikarz zareagował i pozwał Instytut. Sąd przyznał mu rację. – Zdaniem Instytutu byłem tajnym współpracownikiem, miałem pseudonim i spotykałem się z oficerami. Była to dla mnie zupełna nowość i zarazem taki szok, że wyobraża pan sobie chyba, iż na następne dwa lata odebrało mi spokój i sen – mówił dziennikarzowi.


Choć wygrał, nie można powiedzieć, by tamta sprawa nie sprawiała mu już problemów. Niedawno wspominał, że w 2014 roku spotkał się z kolegą, który w gronie "opozycyjnych dziennikarzy" usłyszał, że "nie należy przyjaźnić się z donosicielem".

Wyrzucony z radia

Żeby było "śmieszniej", Sznuk kilka lat temu padł ofiarą czystki w mediach publicznych. Kiedy prezesem Polskiego Radia został Krzysztof Czabański, doświadczeni dziennikarze, w tym dzisiejszy prowadzący "Jeden z dziesięciu", stracili pracę.
– Tadeusz Sznuk pracował w stacji w okresie stanu wojennego, a wtedy praca w mediach była czymś mało pochlebnym – tłumaczył swoją decyzję Czabański.

W sposób skandaliczny zwolnienie Sznuka komentował z kolei członek zarządu Polskiego Radia Jerzy Targalski. Do przeciwników odejścia dziennikarza miał mówić: "Jak się puści w obozie koncentracyjnym miły głos, to też się z nim ludzie zżyją".

Pilot i ekspert lotniczy

W kontekście kariery Sznuka w "Jeden z dziesięciu" to umyka, ale 72-latek znany jest wielu jako pilot, komentator licznych imprez i pokazów lotniczych w Polsce. Dziennikarzom opowiadał, że tak jak chłopcy chcą zostać w przyszłości strażakami czy policjantami, tak on od zawsze chciał latać samolotami.
Okoliczności, w jakich zrealizował marzenie, są dość zaskakujące. Sznuk jako młody dziennikarz nagrywał dla radia materiał związany z lotnictwem. Przez znajomego dotarł do dyrektora Instytutu Lotnictwa, który zgodził się wziąć jego i innych dziennikarzy na "doszkalanie". – Na tyle wrośliśmy w środowisko, że zrobiliśmy zawodowe licencje, a później lataliśmy sporo i szczęśliwie – opowiadał.

Teraz lata raczej rzadko. Częściej udziela się jako ekspert i gości na różnych imprezach. Za zasługi przy organizacji Mazury AirShow (komentuje pokazy) dostał np. tytuł honorowego Honorowego Obywatela Miasta Giżycko.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Czujesz, że nie dasz rady, obejrzyj film. 10 tytułów, które powinna zobaczyć każda kobieta
0 0Czekasz, aż ostygnie, zanim włożysz do lodówki? 3 kulinarne błędy, które popełnia każdy Polak
DADHERO.PL 0 0Nie wiesz jak? Nie przejmuj się, nie ty jeden. Oto nasze rady, jak mądrze wychowywać syna
MamaDu 0 0"Cesarskie cięcie powoduje problemy dziecka w dorosłości". Wywiad z prof. Ewą Helwich
POLECAMY 0 0Jak mu tak wróżka powie, to zwolni pół firmy. Po 15 latach ujawnia kulisy pracy wróżenia w telewizji
MamaDu 0 0"Moja córka żyła 70 minut". Gest mamy po śmierci dziecka poruszył ludzi na całym świecie
POLECAMY 0 0Nie zawsze musisz być wśród ludzi. Te rzeczy powinieneś zrobić sam przynajmniej raz w życiu
0 0Technika sprzed 5 tys. lat pomoże ci popełnić mniej błędów. Mnisi mieli rację