
– E! Żurnalista! Noł dansing? – to jedno z niewielu zdań, które z dużą dozą tolerancji można uznać za angielskie, zasłyszanych przeze mnie podczas wizyty w krainie kamemberta i krłasantów. Wbrew pozorom nie zostało ono wypowiedziane przy okazji wieczornego wyjścia do klubu, a osobą namawiającą na tańce nie był nowo poznany mieszkaniec Paryża. – Noł, fenk ju– odmówiłam grzecznie, bo pierwszego dnia pobytu nie wiedziałam jeszcze, że taniec, śpiew i, owszem, wino to elementy, bez których francuscy handlowcy z branży okiennej, bo właśnie tym parał się zawodowo podrygujący przede mną w rytm muzyki disco jegomość, nie wyobrażają sobie targów budowlanych. Tak, tak, wierzcie lub nie, okolicznościami tej scenki była gigantyczna, poprzedzielana kilometrami regipsowych ścianek, hala wystawowa.
Międzynarodowe Targi Budowlane Batimat odbywają się co dwa lata w Podparyskim Parku Ekspozycyjnym Paris-Nord Villepinte. Ostatnia edycja zgromadziła ponad 2,5 tys. wystawców, z czego 45% pochodziło spoza Francji, tak samo jak 19% zwiedzających. W tej pierwszej grupie znalazł się między innymi nasz rodzimy Oknoplast, w drugiej – ja. Na tym, że i ja, i firma z podkrakowskiego Ochmanowa zostaliśmy zakwalifikowani jako „zagraniczni”, podobieństwa się kończą. Bo w przeciwieństwie do mnie Oknoplast na największych branżowych targach nie jest debiutantem.
Pobyt na międzynarodowych targach staje się jeszcze przyjemniejszy, gdy staje się jasne, że nazwa polskiej firmy jest tu na ustach wszystkich. Jak przekonują mnie na stoisku, Oknoplast na francuskim rynku zdołał wypracować sobie pozycję lidera, czego dowodem jest chociażby fakt, że futboliści Olympique Lyon na boisko wybiegają w koszulkach ozdobionych logo z niebieskim okienkiem.
– Wiesz, my Francuzi jesteśmy bardzo dumni i przekonani o własnej wyższości – tłumaczy Grégoire. – Myślimy, że wszystko, co nasze, jest najlepsze, więc po co pracować z zagraniczną firmą, kiedy można ze swoją. Dlatego początkowo byłem sceptyczny wobec Polaków. A potem poznałem ludzi z Oknoplastu – Mikołaja Placka, Dominika Mryczko. Spodziewałem się, że przyjadą faceci z wielkimi wąsami, w swetrach w rąby – jak z lat 70. – śmieje się, a ja z nim.
Nieważne, jak bardzo chciałabym zignorować ten fakt, nie mogę nie zauważyć, że wszyscy panowie z Oknoplastu noszą bardziej lub mniej dorodne wąsy. – W ten sposób wspieramy akcję Movember – tłumaczy Magdalena Cedro-Czubaj. – To ruch szerzący świadomość na temat męskich nowotworów. W listopadzie wszyscy, którzy utożsamiają się z tą akcją, zapuszczają wąsy. Uznaliśmy, że to fajna inicjatywa, a że zbiega się z terminem targów, postanowiliśmy się włączyć – tłumaczy z szelmowskim uśmiechem. Biorąc pod uwagę, że pion marketingu Oknoplastu zdominowały kobiety, można domniemywać, że w przeciwieństwie do żon świeżo upieczonych wąsaczy, miały z kolegów niezły ubaw. – Niektórych trudno było na początku rozpoznać – przyznaje.
Artykuł powstał we współpracy z firmą Oknoplast.
