
O Essenie O'Neill zrobiło się głośno, gdy postanowiła skasować dochodowe profile w mediach społecznościowych. 18-latka, która zyskała milion fanów nie chciała dłużej promować zakłamanej rzeczywistości. Teraz kontynuuje swoją misję – na celownik wzięła popularne pary z sieci, zarabiające majątek na swoim uczuciu.
REKLAMA
Essena O'Neill, jak pisaliśmy w naTemat, odcięła się od social mediów, bo jej zdaniem, "szczególnie sposób w jaki ich używała, nie są prawdziwe". Towarzyszące poczucie winy doprowadziło do wyznania: "Jest to system oparty na społecznej aprobacie, lajkach, promowaniu wyglądu, dużej liczbie followersów". On sprawia, że uzależniamy swoje poczucie wartości od opinii ludzi i pozwalamy omamić się tym, co widzimy.
Dziewczyna wyznała właśnie, że pokazując idealny świat, była obiektem zainteresowania mężczyzn, którzy chcieli skorzystać na jej popularności. Jeden z nich, określany "sławnym supermodelem" ni stąd, ni zowąd zaczął komentować jej zdjęcia i wysyłać wiadomości. – Nie sądziłam, że ktoś tak piękny i obserowany przez ponad milion osób na Instagramie, może się mną zainteresować – powiedziała. – A ja chciałam kochać, myślę, że każdy tego chce – dodała. Znajomość rozwijała się świetnie do momentu, gdy mężczyzna poprosił, aby zostali parą. I nie było by w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że argumentował sugestię... ewentualną reakcją fanów.
To jednak nie koniec – jak tłumaczy O'Neill, zgoda na publiczny związek miała przynieść też wiele wymiernych korzyści. – Mówił o innych parach, które w zamian za podtrzymywanie "miłości" dostają górę pieniędzy i np. jeżdżą na darmowe wakacje – łącząc siły, stają się jeszcze bardziej znani, co za tym idzie, atrakcyjniejsi dla reklamodawców – wyjaśnia. Znajomość miała być biznesem, jak przyznał "supermodel", który przyniesie zyski. Jego zdaniem, dziewczyna była na tyle mądra, by skorzystać.
Chłodna kalkulacja ją przeraziła i odmówiła. – Zszokowało mnie, że ten człowiek odzywał się do mnie tylko po to, by zyskać większe zainteresowanie swoją osobą – stwierdza. – Uznał, że jestem wolnym duchem i ładnie wyglądam na zdjęciach. To zdecydowało o wyborze – dodaje. I przekonuje: Pary, które tak chętnie śledzicie, najczęściej wcale ze sobą nie są, one zarabiają na tym, żebyście myśleli, że są.
źródło: Daily Mail
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
