Pozwolili się podglądać, internauci przysłali im prostytutkę. Rodzina Dzikowskich płaci cenę za ryzykowny biznes

Rodzina Dzikowskich żyje jak w popularnym przed laty reality show.
Rodzina Dzikowskich żyje jak w popularnym przed laty reality show. Screen z logopol.pl
Państwo Dzikowscy z Poznania zdecydowali się na eksperyment i pozwalają podglądać się internautom 24 godziny na dobę. Big Brother w ich wykonaniu to nic nowego - w końcu już nie raz mieliśmy do czynienia z reality show. Tym razem jest jednak trochę inaczej, a za inicjatywą nie stoją żadne medialne koncerny. Brak profesjonalizmu to jednak tylko jedna strona medalu. Nie można po prostu tak sobie ustawić kamer i udawać, że taka transmisja "non stop" jest czymś normalnym.


Choć trudno w to uwierzyć, wydaje się, że Dzikowscy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swojego internetowego projektu, co jest tym bardziej szokujące, że baczne oko kamer śledzi nie tylko poczynania dorosłych, ale i ich małoletnich dzieci. Po co ta heca? Najprawdopodobniej chodzi o pieniądze, albo o rozgłos. Jedno i drugie nie jest tego warte, a kontrowersyjny eksperyment w sieci może przynieść rodzinie ostatecznie więcej szkód niż korzyści.


"Pierwsza polska rodzina na żywo w internecie"
Logopol.pl - to właśnie na tej stronie można oglądać codzienne życie państwa Dzikowskich i ich czworga dzieci. Na powitanie wita nas wymowne hasło: "Pierwsza polska rodzina na żywo w internecie". W swoim domu Dzikowscy zamontowali 12 kamer. Każda z nich przez całą dobę rejestruje każdy ruch i każde wypowiedziane przez rodzinę słowo. Ale na tym nie koniec. Jak informują, w przygotowaniu są kolejne cztery kamery, okulary z kamerą i kamera w samochodzie.


Od kiedy są u nich kamery, nie ma miejsca na prywatność, a świadomość tego, że są obserwowani towarzyszy im na każdym kroku, chociaż nie wiadomo, czy np. dzieci wiedzą, że biorą udział w szalonym eksperymencie swoich opiekunów. Najmłodsze z nich mogą mieć problem ze zrozumieniem, o co chodzi ich rodzicom.


Monetyzacja podglądactwa
Barbara i Mieczysław Dzikowscy mają czwórkę dzieci: 13-letniego Kacpra, 9-letnią Weronikę, 4-letniego Dawida i najmłodszą 2-letnią Sandrę. Po domu biega też spora reprezentacja zwierząt: dwie szynszyle, szczury i dwa chomiki - Jagódka i Malinek. W wypadku rodziny Dzikowskich decyzja o rezygnacji z prawa do intymności jest najprawdopodobniej podyktowana interesem, a właśnie w takim rodzaju promocji zwęszyli swoją okazję na przyciągnięcie sponsorów.
Na ich stronie, oprócz ujęć z kamer i możliwości obserwowania dowolnego pokoju w powiększeniu, znajdują się informacje. Wynika z nich jasno, że strona nie służy tylko i wyłącznie do podglądania "pierwszej polskiej rodziny w internecie", ale również do nawiązywania biznesowej współpracy. Co prawda trudno w zamieszczonych informacjach doszukać się logiki, ale przesłanie zdaje się jasne.

I tak Dzikowscy oferują wynajem aut z kierowcą lub bez. Dosyć kompleksowo zajmują się też spółkami: kupują je, sprzedają, restrukturyzują i "wyprowadzają na prostą". Intensywnie poszukują też partnerów biznesowych: reklamodawców, sponsorów, producentów, inwestorów. Ale najdziwniejszy w tym całym biznesowym galimatiasie jest "bieg na milion osób".

Właśnie taki ambitny plan postawili przed sobą Dzikowscy. Para poznaniaków oznajmia też, że pula nagród tego biegu wyniesie 100 mln zł. Aktualnie, jak czytamy, poszukują miasta, sponsorów, współpracowników i wolontariuszy, którzy pomogą przy tym ogromnym przedsięwzięciu.

Imperium Dzikowskich
Co jeszcze wiadomo o firmie Logopol i Barbarze Dzikowskiej, która jest właścicielką rodzinnego imperium medialno-biznesowego? W zasadzie niewiele, bo oprócz tego, że rodzinę można w dowolnym momencie oglądać, to już żeby się dodzwonić, trzeba mieć farta. Kiedy próbuję się dodzwonić pod podany na stronie numer kontaktowy, widzę że Dzikowska siedzi przy biurku i nie reaguje na telefon, którego zresztą, z tego co widzę, nie ma przy niej. Próbuję wielokrotnie, ale nieodbierany telefon szybko zamienia się w znajomy komunikat: "Tu T-Mobile numer.... ".

Dzikowska w zeszłym roku wystąpiła w programie TVN. Cykl był poświęcony matkom wychowującym dziecko. Poznanianka, którą dzisiaj może podglądać każdy, wówczas z innymi mamami z Poznania konkurowała o 10 tys. zł. Takie pieniądze można było wygrać, pod warunkiem, że pozostałym uczestniczkom programu spodobały się metody wychowawcze kandydatki na "mamę idealną".
Dzikowska, która dzisiaj urządza rodzinie Big Brothera we własnym domu, w programie dała się poznać jako zasadnicza matka czwórki dzieci i wielka miłośniczka biegów rodzinnych. Kiedy kręcono program prowadziła firmę sprzątającą, ale wygląda na to, że ta branża za sprawą internetowego projektu pójdzie, albo już poszła w odstawkę. To również wtedy po raz pierwszy do mieszkania Dzikowskich zawitały wścibskie kamery. Musiało się spodobać, a pomysł z pokazywaniem codziennego życia z telewizyjnego show przeniósł się po prostu do sieci.

O tym, że transmitowanie swojego życia online może wiązać się z przykrymi konsekwencjami, rodzina Dzikowskich już zdążyła się parę razy przekonać. Jak wtedy, kiedy internauci zaczęli wydzwaniać do ich mieszkania, albo kiedy zaczęli na ich adres zamawiać jedzenie, a nawet prostytutkę. Internauci za cel ataku obierali też już ich dzieci, ale nawet to najwyraźniej nie dało ich rodzicom do myślenia.

Big Brother u rodziny Dzikowskich trwa więc w najlepsze - jedni będą się śmiać, ale drudzy zanim zanim włączą transmisję online, złapią się za głowę. Bo bez względu na to, o co tak naprawdę chodzi w tym internetowym przedsięwzięciu - pieniądze, rozgłos czy jeszcze coś innego, Dzikowscy powinni wyłączyć kamery. Dla dobra swojego i swoich pociech. Pewnie jednak tego nie zrobią. W końcu w planach na najbliższy czas mają montaż kolejnych kamer i okularów z kamerą...

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...