
– Chyba da się bez nich żyć – przekonujesz się za każdym razem, kiedy zmarznięte na kość palce lewej... o, i prawej już też, stopy odmawiają posłuszeństwa. To, że jeszcze jako tako trzymasz się na nogach to zasługa tylko i wyłącznie butów rodem z filmów o podboju kosmosu. Niestety, narciarski rynsztunek tylko na początku wydawał się realizacją dziecięcych fantazji o zostaniu kosmonautą. Rzeczywistość okazała się zimna i bolesna, bo w przeciwieństwie do znajomych, którzy mkną z góry na dół niemal osiągając stan nieważkości, ciebie siłą ciążenia za każdym zjazdem ciągnie w dół. Podnosząc się po kolejnym upadku, liczysz w głowie siniaki i metry, dzielące cię od chatki z grzańcem.
Na początek zaznaczmy, że kłamstw nie pochwalamy, a ty i tak pewnie musisz zrobić rachunek sumienia po tym, jak przez lata, w imię przyjaźni oczywiście, utrzymywałeś, że właściwie urodziłeś się z nartami na nogach. W trosce o twoją karmę opisujemy tylko prawdziwe zjawiska, a do takich zalicza się spacer po malowniczej miejscowości Bartholomäberg, położonej w regionie Vorarlberg, w towarzystwie specyficznej grupy parzystokopytnych.
Jeśli wciąż kojarzysz listę lektur z najwcześniejszych lat podstawówki i pamiętasz historię „Anaruka – chłopca z Grenlandii”, masz niepowtarzalną szansę sprawdzić, jak literacka fikcja ma się do rzeczywistości. Zatrzymując się niedaleko Hittisau (region Vorarlberg) możesz przyłączyć się do ekspedycji, której celem jest zagubienie się w leśnej głuszy i wybudowanie lodowego schronienia.
Okej, drobna symulacja, to nie kłamstwo, ale aby niechęć do przejażdżki psim zaprzęgiem wypadła trochę bardziej wiarygodnie – możesz odrobinę podkoloryzować. Bo prawda jest taka, że gdyby twoi znajomi usłyszeli, że czeka cię cały dzień nauki powożenia saniami zaprzęgniętymi w puchate, niebieskookie pieski rasy husky, pewnie w sekundzie zapomnieliby o swojej miłości do dwóch desek i popędzili za tobą do przełęczy Hörnlepass. Dlatego informację o tym, że od stycznia do marca można tam pobierać podstawowe lekcje kierowania psim zaprzęgiem warto zatrzymać dla siebie.
Nie oszukujmy się, jednym z przyjemniejszych momentów każdego wypadu jest ten, kiedy kupuje się prezenty – dla tych którzy zostali w Polsce oczywiście. No, może jeszcze coś małego dla siebie. W każdym razie zorganizowanie wyprawy w poszukiwaniu lokalnych pamiątek jest mocno utrudnione, jeśli ekipa cały czas nalega, aby każdą godzinę zamiast w sklepowych pieleszach spędzać na stoku.
Niekwestionowaną zaletą pobytu w austriackich kurortach jest to, że tamtejsza oferta spa i wellness jakością może się równać z utrzymaniem tras zjazdowych. Tak naprawdę nie ma znaczenia, który z regionów jest twoją bazą wypadową – z masaży i zabiegów z użyciem naturalnych alpejskich kosmetyków można skorzystać dosłownie wszędzie.
Artykuł powstał we współpracy z portalem Austria.info.
