Polska nie miała na Bliskim Wschodzie kolonii przed wiekami, ale odpowiada za jego obecną destabilizację.
Polska nie miała na Bliskim Wschodzie kolonii przed wiekami, ale odpowiada za jego obecną destabilizację. Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

Polska nie jest krajem "multi-kulti", bo nigdy nie miała kolonii, więc kryzys migracyjny nie jest naszym problemem? Wystarczy więc zamknąć się na uchodźców, by uchronić się przed terroryzmem, z którego źródłem też nie mamy nic wspólnego? Dla wielu Polaków odpowiedź na to pytanie jest prosta i twierdząca. W rzeczywistości nie można jednak być we większym błędzie. Polacy ponoszą też ponoszą sporą odpowiedzialność za to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie i co zagraża Europie.

REKLAMA
My niewinni?
I to być może nawet bardziej niż Francuzi, którzy padli ofiarą ostatnich zamachów Państwa Islamskiego. Łatwo tłumaczyć sobie, że zamachy w Paryżu, czy innych europejskich miastach to efekt demonizowanej w Polsce wielokulturowości, przed którą wiele krajów nie mogło uciec i w ten sposób zapłaciły one za swoje dawne kolonizatorskie ambicje.
prof. Paweł Soroka
politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach na antenie TV Republika

Polska jest daleko od tych państw, z których napływają imigranci, nie była też państwem posiadającym kolonie, więc tego rodzaju uchodźcy do nas nie przyjeżdżają sami z siebie... Czytaj więcej

W ten sposób obecną sytuacje w Europie kilka dni temu na antenie TVN24 racjonalizował sam minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. W dyskusji o tym, czy Polska powinna przyjmować uchodźców wpływowy polityk Prawa i Sprawiedliwości zwrócił uwagę, że ludzie z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej znacznie lepiej odnajdą się przecież wśród narodów, które kolonizowały ich przodków, a nie w Polsce.
Gdybyśmy mieli początek lat 90-tych, można byłoby uznać to za prawdę. Problem w tym, że o wiele istotniejszym powodem obecnego kryzysu migracyjnego i zagrożenia terrorystycznego w naszej części świata nie jest XVIII- i XIX-wieczna geopolityka, a tzw. wojna z terroryzmem, którą na początku nowego tysiąclecia Polacy rozpętali ramię w ramię z USA, Wielką Brytanią i Australią.
logo
Od 2003 roku Polacy brali udział we wszystkich działaniach, których efektem jest obecna destabilizacja Bliskiego Wschodu. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Polska pomogła powstać Państwu Islamskiemu
Przypomnijmy sobie bowiem rok 2003, gdy u boku największych potęg zaatakowaliśmy Irak, a przez lata okupacji tego państwa wspólnie z tymi sojusznikami nie potrafiliśmy zastąpić reżimu Saddama Hussajna stabilną demokracją. To dlatego, gdy zniknęli z Iraku ostatni zachodni żołnierze, sporą część kraju przejęli terroryści Państwa Islamskiego, dla których stało się to bazą do wkroczenia w konflikt w Syrii.
Tony Blair
były premier Wielkiej Brytanii

Oczywiście nie można powiedzieć, że ci z nas, którzy usunęli Sadama w 2003 roku, nie ponoszą odpowiedzialności za sytuację w 2015 roku...

Od dawna wskazuje się, że to właśnie nieudolna wojna z terroryzmem, na którą wysłał polskich żołnierzy Leszek Miller (a decyzję tę podtrzymywał każdy kolejny rząd) jest głównym powodem destabilizacji Bliskiego Wschodu, która rozlewa się na Afrykę Północną, a w Europie odczuwalna jest w postaci fali uchodźców i zagrożenia terrorystycznego.
Jeśli prezentowana przez Polskę polityka w sprawie obecnego kryzysu będzie nadal wiązał się z podejściem, według którego nie mamy z tym wszystkim nic wspólnego, w rzeczywistości będzie ona oparta na bezczelnym kłamstwie prosto w oczy całego świata.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl