Fot. [url=http://bit.ly/1j7dA1U]kheelcenter[/url] / [url=http://bit.ly/1Dts8NN]CC BY 2.0[/url]
Fot. [url=http://bit.ly/1j7dA1U]kheelcenter[/url] / [url=http://bit.ly/1Dts8NN]CC BY 2.0[/url]

- Wszystko zaczęło się od tego, że zainteresowałam się muzyką wodewilową z początku XX wieku, którą próbowałam interpretować także w kontekście feminizmu. Ten rodzaj rozrywki wydobywał z cienia kobiety z różnych klas społecznych, tu mogły być rubaszne i dzikie, łamały konwenanse. Chciałam sprawdzić, czy ta działalność w jakikolwiek sposób łączyła się z bardziej tradycyjnym ruchem feministycznym, dlatego zajęłam się bojowniczą działalnością sufrażystek - tłumaczy Lucy Ribchester, autorka powieści "Sufrażystki".

REKLAMA
Ruch sufrażystek przyczynił się nie tylko do przyznania prawa do głosowania kobietom, ale w ogóle do zmiany obyczajowości. Jak pisze Pani w książce, „sufrażetki wszystko zmieniły w Scotland Yardzie. Teraz to przestępcy patrzyli z wyrzutem podczas aresztowania, a z ławy oskarżonych wołali „hańba” do funkcjonariuszy. Granica między dobrem i złem się rozmyła, a moralność stała się elastyczna.” Co jeszcze zmieniła walka kobiet u progu XX wieku?
Ten wątek akurat nie pojawia się w książce, ale stał się on przyczynkiem do dyskusji o prawach kobiet w stosunku do dzieci. Film w reżyserii Sarah Gavron („Sufrażystka”) w większym stopniu rozwija tę tematykę, podobnie jak opublikowana w 1911 roku powieść Constance Maud „No Surrender” („Nie poddamy się”). Pisząc te słowa, myślałam o tym, że zanim sufrażystki – i organizacja WSPU (Women’s Social and Political Union – Społeczna i Polityczna Unia Kobiet) – zaczęły uciekać się do łamania prawa by ich głos został usłyszany, dla policji podział między przestępcą i osobą respektującą prawo był jasny.
logo
Lucy Ribchester, autorką książki "Sufrażystki" Fot. Kuba Kolinski
Sufrażystki zmieniły ten sposób myślenia, ponieważ często były zmuszane przez polityków (zdarzało się, że prowokowane) do ujawniania swoich sympatii politycznych poprzez popełnianie czynów karalnych. W ten sposób stawały się dobrymi przestępcami, bo wielu ludziom ich racje dawały wiele do myślenia, jak na przykład inspektorowi Primrose’owi, bohaterowi mojej książki. Kobiety przewartościowały jego rozumienie „słusznej sprawy”.
Świetnie oddała Pani realia tamtych czasów – obyczajowość, zasady rządzące życiem społecznym, funkcjonowanie mediów. Skąd czerpała Pani wiedzę na ten temat?
Dziękuję! Uwielbiam gromadzić materiał przed napisaniem książki. Dzielę te działalność na etapy. Zaczęłam od czytania książek historycznych – pełna lista lektur znajduje się na mojej stronie internetowej. Gdy już zdobyłam podstawową wiedzę o tej epoce, zaczęłam przeglądać archiwalne wydania dzienników, żeby osadzić wydarzenia w konkretnym czasie – musiałam wiedzieć, co się wtedy działo.
W ten sposób gromadzę mnóstwo drobnych szczegółów – jak na przykład informacje o tym, że sufrażystki kupowały młotki w sklepach z artykułami żelaznymi, podczas gdy właściciele sklepów byli przekonani, że są one nauczycielkami. Uwielbiam odwiedzać muzea i oglądać ich zbiory. Biblioteka Kobiet (Women’s Library) w Londynie udostępnia na swojej stronie internetowej pamiątki związane z ruchem sufrażystek. Ciekawe są też katalogi. Miałam w rękach świąteczny katalog domu towarowego Gamages z 1910 roku i dzięki niemu mogłam w wyobraźni pójść na zakupy, żeby kupić dla Frankie maszynę do pisania, aparat fotograficzny czy inne rekwizyty, które pojawiają się w książce. Słuchałam także wielu wodewilowych przebojów. Listę ulubionych utworów także można znaleźć na mojej stronie internetowej.
„Sufrażystki” to Pani debiutancka powieść, czy łatwo jest wydać debiut w Wielkiej Brytanii?
Pytanie, czy jest gdzieś miejsce, w którym debiutanci bez problemów wydają swoją książkę. Przeszłam standardową drogę, dostałam wiele odmów od agentów aż do momentu, gdy trafiłam na osobę, która chciała ze mną pracować, by przygotować co najmniej kilka roboczych wersji. Pomógł mi fakt, że otrzymałam nagrodę dla debiutantów od Szkockiego Stowarzyszenia Książkowego – ocenianych jest kilka pierwszych rozdziałów. Ofiarowali mi pomoc i wsparcie, a ostatecznie właśnie podczas jednego organizowanego przez nich spotkań poznałam mojego wydawcę.
logo
Fot. materiały prasowe
Gdyby mogła Pani przenieść się do dowolnego okresu w historii, jaką epokę wybrałaby Pani najchętniej?
Niezłe pytanie! (śmiech) Teraz mamy naprawdę dobrze, bo dostęp do informacji jest na wyciągnięcie ręki, możemy korzystać z zasobów bibliotek, bez problemu podróżować w czasie i przestrzeni. Chyba wolałabym żyć w czasach sprzed mediów społecznościowych… potrafią nieźle rozprasza uwagę.
Jakie książki non-fiction mogłaby Pani polecić komuś, kto chciałby zgłębić temat ruchu sufrażystek?
Pełną listę można znaleźć na mojej stronie. Ale ze wszystkich wymienionych, szczególnie polecam „The Militant Sufragettes” („Sufrażystki walczące”) Antonii Raeburn i książkę Sylvii Pankhurst. Polecam także powieść graficzną Sally Heathcote „Sufragette” czy powieść Tracy Chevalier „Spadające anioły”, w których bohaterki muszą podjąć trudną moralnie decyzję o dołączeniu do ruchu sufrażystek.
Frankie, bohaterka Pani książki nosi spodnie, pali papierosy, pracuje jako dziennikarka. Nie ma problemu z wyrażaniem siebie. Czy wiele się zmieniło od czasów edwardiańskich w tej materii? Czy według Pani kobiety cieszą się teraz takimi samymi prawami, co mężczyźni?
W ogóle! Różnice w pensjach mężczyzn i kobiet, fakt, że społeczeństwo (przynajmniej w Wielkiej Brytanii, ale myślę, że dotyczy także wielu krajów) jest ukształtowane według męskiego punktu widzenia – jak choćby zasady z dawnych czasów, gdy mężczyzna wychodził do pracy, a kobieta zostawała z dziećmi w domu. Ten układ nie sprzyja realizowaniu się i w jednym, i w drugim – w ten sposób właśnie przejawia się seksizm.
Czy zauważyliście, jakiej nienawiści doświadczają kobiety, które chcą wyrazić swoje poglądy w internecie? Pokolenie młodych mężczyzn często traktuje je niczym obiekty seksualne, które nie mogą być niezależne. Jedynym rozwiązaniem jest edukacja i drobne kroki, gdy twórcy reklam i filmów uciekają od stereotypów na rzecz bardziej wyważonych wyobrażeń – przecież obrazy seksualizacji i sztucznej, nieosiągalnej fizyczności, którymi jesteśmy nieustająco bombardowane, wpływają na nas.
Sądzę, że jeśli chodzi o seksizm i mizoginię, cofnęliśmy się w ostatnich piętnastu latach (obejrzyjcie reklamy i filmy z późnych lat 80. i 90.). Ale nie prowokujcie mnie do mówienia na ten temat, mogłabym tak bez końca…
Co współczesne kobiety zawdzięczają sufrażystkom? Skąd taka popularność tematu objawiająca się choćby w tym, że powstała właśnie hollywoodzka produkcja z wątkami z historii ruchu ze świetnymi kreacjami aktorskimi Meryl Streep, Heleny Bonham Carter i Carey Mulligan? 
Nie wiem dlaczego sufrażystki stały się nagle tak popularne, ale najwyższa pora! Nie mówiło się o tym w szkole, a przecież to ważna część naszej historii politycznej. My, współczesne feministki, zawdzięczamy wszystko kobietom z tzw. czwartej fali feminizmu, które jako pierwsze powiedziały „dość”. Zresztą nie tylko sufrażystkom, ale także tym kobietom, które zbuntowały się w swoich domach i uczyły swoich synów i córki, że dziewczynki i chłopcy są sobie równi, albo sprzeciwiały się nienawistnym wypowiedziom męża o kobietach. Pamiętamy o wielkich osiągnięciach, ale jest mnóstwo małych gestów w tej rewolucji, które dzieją się i teraz. W mojej powieści Frankie nosi spodnie i pali papierosy, Millie ściska swoje ciało gorsetem, a Ebony nie traktuje gorsetu jako przedmiotu opresji, ale jako symbol władzy, i w końcu żona inspektora Primrose’a wpływa na jego pracę. Uważam, że zawdzięczamy bardzo wiele tym kobietom, które walczyły w każdy możliwy sposób. Wiele feministek docenia to, kontynuując tę walkę. Mamy jeszcze dużo do zrobienia.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Marginesy.