Ukraść koledze tak, jak pożyczyć. Drobne kradzieże "biurkowe" to irytująca codzienność polskich firm
Ukraść koledze tak, jak pożyczyć. Drobne kradzieże "biurkowe" to irytująca codzienność polskich firm Fot. naTemat.pl

Jak nikt nie patrzy, to można - oto zasada, którą kieruje się wielu pracowników biur i open space'ów. Zbyt wielu, bo nic tak nie denerwuje, jak kradzież naszych prywatnych przedmiotów prosto z biurka. Baton zostawiony obok komputera, kawa czy nawet otwarte mleko w firmowej lodówce – ich "znikanie" wydaje się tak żenującym zjawiskiem, że czasem aż wstyd szukać winnych. Co jest z nami nie tak, że pozwalamy sobie na to "małe" złodziejstwo?

REKLAMA
Gdy zaczynałem pisać ten tekst, okazało się, że skończyła mi się kawa. Nie zastanawiając się długo, zapytałem swoją openspace'ową sąsiadkę, czy poczęstowałaby mnie swoją. – Chętnie, ale moją ktoś wypił – opowiedziała, i wróciła do pracy. Zupełnie tak, jakby było to zupełnie normalnego. Bo niestety dziś uważa się za zupełnie normalne, że jak coś nie jest zamknięte w szafce, to jest niczyje. A jak niczyje, to i wspólne - można brać.
Chciałbym spotkać osobę, które nigdy nic nie zginęło w biurze. Gdy zaczynam wypytywać znajomych, okazuje się, że problem dotyczy niemal wszystkich branż. Paradoksalnie, rzadko zdarza się, aby zginęło coś naprawdę wartościowego, jak telefon czy portfel. Ale każdemu przytrafiło się, że pozostawione w lodówce mleko wyparowało, a cukier w cudownym sposób zniknął.
logo
Drobne kradzieże to codzienność w Polskich biurach. Tymczasem eksperci radzą, by alarmować nawet w najdrobniejszych przypadkach tego przykrego zjawiska. dotshock / Shutterstock.com
Nie jestem złodziejem!
Okradają nas ci, którzy siedzą obok lub naprzeciwko nas. Ci, z którymi się przyjaźnimy, których lubimy, którzy się do nas codziennie uśmiechają. Psycholog społeczny Tomasz Łysakowski wyjaśnia, co czyni nas "kawowym złodziejem". To, czy kogoś okradniemy, zabierzemy "niczyje" lub sobie coś "pożyczymy", wcale nie jest uzależnione od tego, jak bardzo z danej rzeczy skorzystamy. – Ważne jest to, czy zaburzy to naszą wizję samego siebie, jako osoby uczciwej – mówi Łysakowski.
Tomasz Łysakowski
Psycholog społeczny, coach

U większości ludzi kradzież portfela zaburzy samoocenę. Ale to, że zabiorą komuś łyżeczkę cukru, jutro może dwie, trzy łyżeczki, nie wpłynie negatywnie na postrzeganie samego siebie. Wydaje nam się, że przecież nam się coś należy od firmy czy danej osoby. W zasadzie wymierzamy "sprawiedliwość" - przynajmniej niektórzy tak to odbierają.

Nasz rozmówca zwraca uwagę na zjawisko eskalacji. Jeśli ktoś ukradł nam dziś cukierka z biurka, to z dużym prawdopodobieństwem następnym razem sięgnie po czekoladę. – Jeśli nie spotka się z żadną reakcją, jednego dnia weźmie spinacz, a później kilka. Ale nigdy nie weźmie całej, dużej paczki - zawsze będzie to coś mniejszego – mówi Łysakowski.
logo
Czy pożyczenie łyżeczki cukru to już kradzież? A dwóch? S_Photo / Shutterstock
Grzegorz Frątczak, autor raportu "Ujarzmij Open Space" wskazuje dwie praktyczne przyczyny drobnych kradzieży w firmach. Pierwszą z nich jest brak określonych odgórnie zasad odnośnie tego, co jest wspólne, a co nie. Drugą przyczyną "podbierania" jest niedookreślenie, że należy oddać to, co się pożyczyło. Zdaniem Frątczaka, wystarczyłoby powiedzieć: "pożyczyłeś, podziękuj i odwzajemnij się", a podbierania byłoby mniej.
Rób awanturę
Mimo że wielu z nas uważa drobne kradzieże za normę, bo w najgorszym razie wybijemy czarną kawę zamiast białej, albo będziemy musieli znaleźć sobie nowy długopis, nie powinno się przechodzić nad tym zjawiskiem do porządku dziennego. Łysakowski uważa, że jeśli okradziona osoba zrobi natychmiast awanturę i biurowe śledztwo, zada nieprzyjemne pytania i podrąży temat, to najprawdopodobniej następnym razem do czegoś podobnego nie dojdzie. – Jeśli nie zrobimy z tego "sprawy", automatycznie utrwalamy u sprawcy poczucie, że to nikomu nie zaszkodziło – mówi psycholog społeczny.
O tym, by nie milczeć w przypadku biurowych kradzieży mówi też Grzegorz Frątczak.–  Jeśli wprowadzimy jasne zasady co do wspólnych rzeczy, a w firmie oficjalnie podejmie się temat małych kradzieży i wyjaśni politykę względem tego, to liczba kradzieży powinna się zmniejszyć. Dopóki traktujemy temat kradzieży jak tabu, to tak jakbyśmy dawali na to przyzwolenie – mówi Frątczak.
Najłatwiej okraść szefa
Problem z wzajemnym zaufaniem i lojalnością jest jeszcze lepiej widoczny na linii pracownik - szef. A konkretnie "firma" - bezosobowa, która w naszej opinii ma wobec nas zobowiązania. Badania wykonane dla Pracodawców RP pokazują, że w dużej mierze staramy się uregulować je sami. Wyjaśnia to termin "Anomia pracownicza" oznaczający stan, kiedy pracownicy okradają swojego pracodawcę bez poczucia winy.
Andrzej Malinowski
Prezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej

Dziś, pomimo 23 lat ustroju wolnorynkowego, patologiczne zachowania pozostają obecne, a wręcz są zdecydowanie bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Tylko w sektorze handlu detalicznego straty finansowe przedsiębiorców z tytułu okradania ich przez pracowników wyniosły w 2011 r. ponad 1,7 mld złotych, a problem anomii dotyczy 78% pracodawców w Polsce. Czytaj więcej

Autorzy raportu zauważają, że anomia pracownicza dziedziczona społecznie po realnym socjalizmie blokuje powstanie etosu pracowniczego i wynikającej z niej samokontroli.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl