
Jak nikt nie patrzy, to można - oto zasada, którą kieruje się wielu pracowników biur i open space'ów. Zbyt wielu, bo nic tak nie denerwuje, jak kradzież naszych prywatnych przedmiotów prosto z biurka. Baton zostawiony obok komputera, kawa czy nawet otwarte mleko w firmowej lodówce – ich "znikanie" wydaje się tak żenującym zjawiskiem, że czasem aż wstyd szukać winnych. Co jest z nami nie tak, że pozwalamy sobie na to "małe" złodziejstwo?
Okradają nas ci, którzy siedzą obok lub naprzeciwko nas. Ci, z którymi się przyjaźnimy, których lubimy, którzy się do nas codziennie uśmiechają. Psycholog społeczny Tomasz Łysakowski wyjaśnia, co czyni nas "kawowym złodziejem". To, czy kogoś okradniemy, zabierzemy "niczyje" lub sobie coś "pożyczymy", wcale nie jest uzależnione od tego, jak bardzo z danej rzeczy skorzystamy. – Ważne jest to, czy zaburzy to naszą wizję samego siebie, jako osoby uczciwej – mówi Łysakowski.
U większości ludzi kradzież portfela zaburzy samoocenę. Ale to, że zabiorą komuś łyżeczkę cukru, jutro może dwie, trzy łyżeczki, nie wpłynie negatywnie na postrzeganie samego siebie. Wydaje nam się, że przecież nam się coś należy od firmy czy danej osoby. W zasadzie wymierzamy "sprawiedliwość" - przynajmniej niektórzy tak to odbierają.
Mimo że wielu z nas uważa drobne kradzieże za normę, bo w najgorszym razie wybijemy czarną kawę zamiast białej, albo będziemy musieli znaleźć sobie nowy długopis, nie powinno się przechodzić nad tym zjawiskiem do porządku dziennego. Łysakowski uważa, że jeśli okradziona osoba zrobi natychmiast awanturę i biurowe śledztwo, zada nieprzyjemne pytania i podrąży temat, to najprawdopodobniej następnym razem do czegoś podobnego nie dojdzie. – Jeśli nie zrobimy z tego "sprawy", automatycznie utrwalamy u sprawcy poczucie, że to nikomu nie zaszkodziło – mówi psycholog społeczny.
Problem z wzajemnym zaufaniem i lojalnością jest jeszcze lepiej widoczny na linii pracownik - szef. A konkretnie "firma" - bezosobowa, która w naszej opinii ma wobec nas zobowiązania. Badania wykonane dla Pracodawców RP pokazują, że w dużej mierze staramy się uregulować je sami. Wyjaśnia to termin "Anomia pracownicza" oznaczający stan, kiedy pracownicy okradają swojego pracodawcę bez poczucia winy.
Dziś, pomimo 23 lat ustroju wolnorynkowego, patologiczne zachowania pozostają obecne, a wręcz są zdecydowanie bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Tylko w sektorze handlu detalicznego straty finansowe przedsiębiorców z tytułu okradania ich przez pracowników wyniosły w 2011 r. ponad 1,7 mld złotych, a problem anomii dotyczy 78% pracodawców w Polsce. Czytaj więcej
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
