
Gdy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, a następnie zaczęło przejmować pełną władzę w państwie od chwycenia za miotłę kadrową, korki od szampana leciały w górę nie tylko w siedzibie tej triumfujące partii, ale i w kilku nietypowych korporacjach z całego świata. Tych działających w sektorze tzw. private military contractors, bo to one, dzięki zwycięstwu i polityce PiS, wkrótce obłowią się w świetnych nowych prywatnych żołnierzy, na wyszkolenie których nie muszą wkładać ani centa.
Już kilka dni po zmianie władzy ze swoich stanowisk polecieli szefowie najważniejszych służb. Ostra miotła kadrowa przeleciała przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencję Wywiadu, Służbę Wywiadu Wojskowego i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, a później także przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. W mediach najgłośniej mówi się dziś o dymisjach szefów tych instytucji, ale w tle następuje kadrowa erozja, bo znaczna część podwładnych szykuje się do odejścia ze służby razem z dawnymi szefami. Tyle "efektu Kamińskiego".
To, że na celowniku korporacji z sektora PMC są nie tylko żołnierze, ale także funkcjonariusze podlegli nowemu ministrowi spraw wewnętrznych Mariuszowi Błaszczakowi potwierdza w rozmowie z naTemat także Robert, policjant z wieloletnim doświadczeniem w Centralnym Biurze Śledczym Policji.
Takie "ogłoszenia" o naborze do prywatnych korporacji ochroniarskich, czy wojskowych rozchodzą się w jakiś sposób zawsze. Ich nośnikami są zwykle koledzy, którzy sami odeszli ze służby do takich przedsiębiorstw. Gdy odgórna miotła nie wymiata mało kto jednak się decyduje, bo to często oznacza jednak ryzykowne wyjazdy...
Potwierdza to pracujący od dłuższego czasu w jednej z brytyjskich prywatnych firm wojskowych Jerzy, za którym wcześniej 11 lat służby w różnych jednostkach specjalnych.
Takim instytucjom, jak nasza opłaca się nawet czarować dwukrotnie, albo i trzykrotnie wyższą niż w wojsku pensją, by zachęcić dobrego specjalistę. Przez to, że polska scena polityczna przez ostatnie 8 lat była ustabilizowana "rynek", na którym pracują nasi headhunterzy się trochę popsuł. Trzeba było nowych ludzi urabiać, a niewielu poza emerytami się kusiło. A najbardziej opłaca nam się inwestycja w ludzi tak w środku służby. Już wyszkolonych, a zarazem w najlepszej kondycji, którzy na długie lata mogą zostać z nami.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
