
Rowerzysta doprowadził do kolizji z samochodem terenowym. W wydychanym powietrzu miał ponad 3 promile alkoholu. Nie wiadomo czy to pod wpływem upojenia, czy z powodu skruchy i poczucia odpowiedzialności, ale sprawca postanowił donieść policji na samego siebie.
REKLAMA
Policjanci z Piaseczna, którzy przyjęli zgłoszenie nie kryli swojego zdziwienia. Nigdy wcześniej nie spotkali się z sytuacją, aby sprawca doniósł na samego siebie. Co ciekawe, kierowca samochodu, z którym zderzył się rowerzysta, sam namawiał go, aby jednak nie dzwonił na policję. – Mówiłem nie dzwoń, a ten zadzwonił – mówił, nie kryjąc swojego rozbawienia całym tym zdarzeniem..
Wkrótce rowerzysta zmienił jednak zdanie, co do tego, kto rzeczywiście był sprawcą. Kiedy kierowca samochodu nazwał go "głąbem" stanowczo interweniował: "Co głąb, co głąb? Głąb to jest pan! Cały czas hamulec włączałem, a nagle pan sobie wyjechał. Pańska wina i tyle. Nawet kierunku pan nie włączył"
Przyszedł też moment opamiętania. Kiedy rowerzysta zdał sobie sprawę, że mogą go czekać większe konsekwencje niż się spodziewał, próbował wyrazić skruchę oraz przekonać policjantów, że musi szybko wracać do domu ponieważ... zostawił ziemniaki na gazie. Mężczyzna został ostatecznie ukarany grzywną w wysokości 1000 zł oraz zakazem wsiadania na rower przez 6 miesięcy.
źródło: Onet
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
